
Kiedyś to my szukaliśmy. Dziś to rzeczy „znajdują” nas: filmy, muzyka, wiadomości, produkty. Algorytmy obiecują wygodę i trafność, a często dostarczają mentalny kokon, w którym czujemy się tak samo bezpiecznie, jak… ciasno. W biznesie – ta ciasnota boli najbardziej. Bo jeśli pozwolisz, by rekomendacje prowadziły cię za rękę, staniesz się kopią własnych wczorajszych wyborów. A to najprostsza droga do przegapienia szansy.
Systemy uczą się na historii: na tym, co klikaliśmy, kupowaliśmy, słuchaliśmy. Z definicji więc promują „więcej tego samego”. Trafność rośnie – odkrywczość spada. Jeśli twoje decyzje strategiczne karmisz taką dietą, dostaniesz model firmy „+1% do wczoraj”. Brzmi bezpiecznie. Jest śmiertelnie nudne i ryzykowne.
Najcenniejsze rzeczy w życiu zawodowym przychodzą spoza mapy: rozmowa z kimś „nie z branży”, książka z innej półki, klient, który prosi o usługę, której nie masz – i z tego rodzi się nowa linia przychodu. Algorytm nie zarekomenduje ci „pustej półki”. On poda ci to, co już było zjadliwe. Odkrycia to koszt uboczny błądzenia. Tego błądzenia system uczy cię unikać.
Gwiazdki, rankingi, „inni kupili”. Potrzebne? Tak. Niebezpieczne? Jeszcze bardziej. Bo gdy wszyscy kierujemy się tymi samymi sygnałami, powstają stada pędzące w jedną stronę. W wyniku dostajesz algorytmiczny efekt tłumu: te same narzędzia, te same książki, ten sam pitch sprzedażowy. Klient słyszał to już dziesiątki razy – i przewija.
Wprowadź do kalendarza „okna nieefektywności”: jeden artykuł tygodniowo spoza branży, jedna rozmowa w miesiącu z kimś, kogo praca cię ciekawi, ale jest „nieprzydatna”, jedna książka na kwartał z półki, której dotąd unikałeś. Dla zespołu – rotacyjne „kluby czytelnicze”, gdzie raz czytacie strategię, raz psychologię, raz historię. Algorytm nie ma sensu smakowania. Ty miej.
Jeśli wszystko rozliczasz z CTR i czasu spędzonego, wygrasz w konkursie na „najbardziej klejalny bełkot”. Wprowadź do raportów wskaźniki jakościowe: czy dzięki tej treści klient zadał lepsze pytanie? Czy handlowiec dostał łatwiejszy wstęp do rozmowy? Czy po webinarze dwie osoby poprosiły o case, zamiast lajków od setki przypadkowych? To są sygnały, których algorytm nie policzy wprost, ale biznes poczuje.
Raz na pół roku zrób ruch, którego algorytm by ci nie podpowiedział: wejdź w kanał „za mały”, przygotuj treść zbyt długą jak na standardy platformy, zaproś do rozmowy partnera spoza twojej bańki. To nie bunt dla buntu. To higiena kreatywności. Bo jeśli wszystko, co publikujesz i kupujesz, mieści się w prostokątach rekomendacji, twoja firma również zacznie mieć kształt prostokąta – bez niespodzianek, bez skoków.
Rola lidera nie polega na klepaniu „polecanych”. Masz być kuratorem treści i wyborów. Być tym, kto mówi: „Wiem, że to mniej klikalne, ale ważne. Wiem, że to ryzykowne, ale czuję, że trzeba.” To nie jest romantyzm. To przywództwo – a przywództwo rzadko bywa zgodne z feedem.
Korzystaj z algorytmów, ale nie pozwól im pisać scenariusza twojego dnia. Nie oddawaj im prawa do zdziwienia się czymś nowym. Bo firma, która się już niczemu nie dziwi, ma przed sobą tylko jedną ścieżkę: przewidywalny zjazd po gładkiej poręczy w dół.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.