
Klasa średnia w naszym kraju (i Polska nie jest tutaj żadnym wyjątkiem) sukcesywnie ubożeje. Jest to spowodowane nie tylko dewastacyjnym wpływem inflacji, ale też zupełnie oderwaną od realiów polityką fiskalną państwa. Winny jest z jednej strony podatek zdrowotny (nazwany dla niepoznaki „składką”), z drugiej natomiast zamrożenie drugiego progu podatkowego na poziomie 120 000 zł. Brak waloryzacji tego progu powoduje, że w Polsce zwyczajnie nie opłaca się lepiej zarabiać – a już na pewno nie na umowie o pracę, co jest absurdalną specyfiką naszego kraju.
Jeszcze w 2022 roku problem był może nie marginalny, ale jednak dotyczył tylko około 800 tysięcy pracujących Polaków. Dziś, na fali pędzących za inflacją podwyżek płac, w drugim progu podatkowym znajduje się około 2 milionów osób, w większości przedstawicieli tzw. klasy średniej.
Z finansowego punktu widzenia nie ma nic gorszego, niż połączenie umowy o pracę i drugiego progu podatkowego. Taki mariaż gwarantuje drastyczne obniżenie realnych zarobków i tym samym wyraźne zmniejszenie siły nabywczej pensji – teoretycznie dość wysokiej, w praktyce będącej na poziomie trochę powyżej minimalnego wynagrodzenia w krajach Europy Zachodniej.
Czas na konkretne wyliczenia.
Dla przypomnienia: drugi próg podatkowy w Polsce zaczyna się od dochodu 120 000 zł rocznie, gdzie nadwyżka ponad tę kwotę jest opodatkowana stawką 32%. Wystarczy zatem zarabiać nieco powyżej średniej krajowej, aby już niebezpiecznie zbliżyć do grona „bogaczy”, bo pierwotnie tak interpretowano fakt wpadnięcia w drugi próg. A jak jest w rzeczywistości?
Przy miesięcznym wynagrodzeniu brutto na poziomie 10 000 zł pensja na rękę wynosi około 6830 zł. Zarabiając 12 000 zł brutto na konto otrzymuje się około 7735 zł, a 15 000 zł – już tylko około 9094 zł.
W tym ostatnim przypadku realne obciążenie podatkowe wynosi blisko 50% (uwzględniając nie tylko PIT, ale też składki na ZUS i podatek zdrowotny).
W Polsce mamy około 3 milionów firm, z których zdecydowana większość to jednoosobowe działalności gospodarcze, prowadzone samodzielnie przez przedsiębiorcę, bez zatrudniania pracowników.
Przyjęło się zrzucać winę na taki stan rzeczy na pazernych pracodawców, którzy rzekomo wypychają pracowników na B2B dla własnych oszczędności. Prawda jest inna: to wielu lepiej zarabiających pracowników wychodzi z taką inicjatywą, aby uniknąć wpadnięcia w drugi próg podatkowy.
Przechodząc na B2B z opodatkowaniem liniowym 19% + 4,9% składki zdrowotnej i wykazując koszty uzyskania przychodu wynoszące np. 20%, przy 15 000 zł przychodu miesięcznie na rękę zostaje około 12 132 zł – to o ponad 3000 zł więcej w porównaniu z UoP, czyli 36 000 zł rocznie. Kwota nie do pogardzenia.
Jeszcze lepiej na optymalizacji mogą wyjść osoby, które przejdą na B2B i zdecydują się na ryczałt z niską stawką (np. korzystając z ulgi IP Box).
I tak oto bierność rządzących w kwestii waloryzacji drugiego progu podatkowego tworzy ewidentną patologię na rynku pracy, wręcz zmuszając pracowników do rezygnacji z przywilejów, jakie daje UoP – korzyść finansowa dla B2B jest po prostu zbyt duża, aby ją zignorować.
W efekcie etat stał się zupełnie nieatrakcyjny i wręcz nieopłacalny dla specjalistów, nie wspominając już o wysokiej klasy fachowcach czy managerach, a więc w założeniu przedstawicieli modelowej klasy średniej. Wyborem jest albo urlop wypoczynkowy, płatne chorobowe, realny spadek zarobków przez drugi próg podatkowy oraz sukcesywne ubożenie, albo zostanie „przedsiębiorcą” i korzystanie z przywileju optymalizacji podatkowej. Dla coraz większej grupy osób decyzja staje się oczywista, na czym traci Skarb Państwa – ale to już najwyraźniej przekracza zdolności percepcyjne naszej klasy politycznej.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.