
Kiedy dzieje się coś dużego, nagłego i nieprzyjemnego, w ludziach uruchamia się ten sam odruch: „Wytłumacz mi to”. Nie chodzi nawet o ciekawość. Chodzi o ulgę. O to, żeby w głowie znów zrobiło się „logicznie”. Kryzys rozrywa zwykłe mapy świata: nagle nie działa to, co działało, nie ma jasnych zasad, a informacje są sprzeczne. W takiej atmosferze teorie spiskowe nie pojawiają się przypadkiem. One wchodzą jak szybka proteza sensu. Dają opowieść, która ma początek, winnego, motyw i plan. A mózg w kryzysie bardzo lubi opowieści, bo opowieść uspokaja.
To może brzmieć jak temat „o innych” – o kimś, kto „łyka bzdury”. Tyle że mechanizm jest dużo bardziej ludzki niż chcielibyśmy przyznać. Teorie spiskowe są atrakcyjne nie dlatego, że ludzie są głupi, tylko dlatego, że ludzie są przerażeni, zmęczeni, zagubieni i chcą odzyskać poczucie steru. A kryzys to jest właśnie moment, kiedy ster wypada z rąk. Wtedy rośnie pokusa, żeby złapać cokolwiek, co wygląda jak kierownica.
W normalnych czasach wiele rzeczy jest przewidywalnych. Wiemy mniej więcej, czego się spodziewać po świecie: jak działa praca, szkoła, zdrowie, instytucje, komunikacja. Kryzys robi coś odwrotnego – miesza reguły. Zmienia priorytety, wymusza decyzje, których nie lubimy, i podaje nam informacje w trybie „ciągłej aktualizacji”, czyli de facto w trybie chaosu.
W takim stanie człowiek zaczyna szukać wzorów. To jest naturalne. Gdy nie ma pewności, rośnie czujność. Gdy rośnie czujność, rośnie skłonność do łączenia kropek. Problem w tym, że nie wszystkie kropki są połączone. W kryzysie mózg częściej widzi zależności tam, gdzie ich nie ma, bo lepiej zobaczyć „fałszywy alarm” niż przegapić realne zagrożenie. To mechanizm, który kiedyś pomagał przetrwać, a dziś bywa paliwem dla fałszywych narracji.
To, co zwykle nazywamy „wiarą w spisek”, ma pod spodem całkiem sensowny zestaw ludzkich potrzeb. W uproszczeniu można je opisać jako trzy silniki: potrzeba wyjaśnienia, potrzeba bezpieczeństwa i potrzeba wartości.
Po pierwsze: potrzeba wyjaśnienia. Kiedy nie rozumiemy, co się dzieje, rośnie napięcie. Teoria spiskowa obiecuje szybkie wyjaśnienie i zamknięcie sprawy. Nie musisz siedzieć w niepewności, nie musisz znosić „nie wiemy jeszcze”. Dostajesz odpowiedź, często prostą, emocjonalnie satysfakcjonującą i kompletną. To działa jak domknięcie otwartej pętli.
Po drugie: potrzeba kontroli i bezpieczeństwa. Kryzys daje poczucie bezradności. Teoria spiskowa – paradoksalnie – może dawać poczucie kontroli, bo jeśli „wiem, kto stoi za wszystkim”, to świat znów jest uporządkowany. Co więcej, jeśli zagrożenie ma sprawcę, to w teorii da się z nim walczyć: bojkotem, sprzeciwem, „ujawnieniem prawdy”. Bezsprawcowy chaos jest dla wielu ludzi bardziej przerażający niż zły, ale konkretny wróg.
Po trzecie: potrzeba wartości i tożsamości. Teorie spiskowe potrafią budować wspólnotę: „my” przeciwko „nim”. Dają poczucie wyjątkowości („ja widzę więcej”), czasem poczucie moralnej wyższości („ja się nie dam nabrać”), a czasem zwykłe poczucie przynależności („wreszcie ktoś myśli jak ja”). W kryzysie, kiedy ludziom rozsypuje się grunt pod nogami, taka tożsamość jest bardzo kusząca.
Kryzys w realnym świecie rzadko ma jedną przyczynę. Zwykle jest splotem czynników: decyzji politycznych, ekonomii, technologii, błędów systemowych, przypadku, ludzkich ograniczeń. To jest trudne do przyjęcia, bo nie daje jasnej historii. A człowiek lubi historie. Teoria spiskowa jest historią. Ma antagonisty, motywy i ukryty plan. Złożoność świata zamienia na fabułę.
Do tego dochodzi emocjonalna korzyść: jeśli winny jest konkretny „ktoś”, to nie muszę mierzyć się z myślą, że świat bywa chaotyczny i obojętny. Nie muszę przyjąć, że czasem nie ma łatwej odpowiedzi. Nie muszę uznać, że nawet najlepiej działające instytucje popełniają błędy w nowych sytuacjach. Łatwiej jest powiedzieć: „oni to zaplanowali”. To jest opowieść bardziej psychologicznie „nośna” niż „system zawiódł, bo był przeciążony, a informacje były niepełne”.
W kryzysie ludzie rzucają się na informacje, bo informacja daje złudzenie kontroli. A jednocześnie kryzys produkuje informacje w trybie niedoskonałym: wstępne, niepełne, czasem sprzeczne. To idealna mieszanka do utraty zaufania. Jeśli jednego dnia słyszysz jedno, a drugiego dnia coś innego, to łatwo uznać, że „ktoś kręci”. Tylko że zmiana komunikatów bywa po prostu efektem tego, że wiedza rośnie w czasie. Problem w tym, że to wymaga cierpliwości – a cierpliwość jest pierwszą ofiarą kryzysu.
W tym samym czasie internet działa jak wzmacniacz emocji. Treści, które szokują, oburzają albo straszą, rozchodzą się szybciej niż treści ostrożne i zniuansowane. A teorie spiskowe są zwykle emocjonalnie „mocne”: mają dramat, zdradę, tajemnicę, demaskację. W porównaniu z nimi spokojne wyjaśnienie wygląda jak nudna instrukcja obsługi. Tyle że nudna instrukcja obsługi bywa tym, co ratuje sytuację.
Warto powiedzieć rzecz nieprzyjemną: teoria spiskowa rzadko kończy się na samej teorii. Ona wpływa na zachowanie. Jeśli wierzę, że instytucje są „w zmowie”, to przestaję z nimi współpracować. Jeśli wierzę, że eksperci kłamią, to przestaję słuchać zaleceń. Jeśli wierzę, że „prawda jest ukrywana”, to zaczynam ufać przypadkowym źródłom, bo „przynajmniej nie są częścią systemu”. Z czasem robi się z tego pętla: brak zaufania rodzi podatność na fałsz, fałsz rodzi jeszcze większy brak zaufania.
To dlatego teorie spiskowe są szczególnie groźne w kryzysach zdrowotnych i społecznych. Kryzys wymaga współpracy, a spisek buduje narrację „nie współpracuj, bo to pułapka”. Kryzys wymaga zaufania do procedur, a spisek mówi „procedury są ustawione”. Kryzys wymaga cierpliwego działania, a spisek karmi się natychmiastową emocją.
Najgorsze, co można zrobić, to wejść w tryb upokorzenia: „jak możesz w to wierzyć”. To tylko dokleja tej osobie nową emocję: wstyd i złość. A wstyd i złość to paliwo, które jeszcze mocniej wiąże z grupą „wtajemniczonych”. Jeśli ktoś ma w sobie spiskową narrację, to często dlatego, że jest przestraszony i próbuje odzyskać poczucie sensu. Tego nie da się wyrwać wyśmiewaniem.
Lepszy działa prosty zestaw zasad:
To nie daje gwarancji. Czasem człowiek jest już tak głęboko w opowieści, że każda próba rozmowy jest interpretowana jako „dowód, że jesteś po ich stronie”. Wtedy trzeba ratować przede wszystkim własne granice i zdrowie psychiczne. Ale jeśli jest choć trochę przestrzeni na dialog, łagodny, konsekwentny styl rozmowy działa lepiej niż frontalny atak.
Każdy z nas jest podatny. Różnimy się tylko tym, w jakich warunkach. Kryzys, zmęczenie, lęk, przeciążenie informacyjne – to potrafi obniżyć jakość myślenia u najbardziej racjonalnej osoby na świecie. Dlatego pomocne są proste nawyki, które wzmacniają „higienę poznawczą”:
W kryzysie najbardziej potrzebujemy dwóch rzeczy: spokoju i procedur. Teorie spiskowe obiecują spokój, ale dają pobudzenie. Obiecują procedury, ale dają chaos. I to jest ich największa ironia: często karmią się właśnie tymi frustracjami, które same pogłębiają.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.
Źródła