Dlaczego teorie spiskowe wracają w kryzysach: potrzeba sensu, kontroli i prostego wroga

Redakcja
19.02.2026

Kiedy dzieje się coś dużego, nagłego i nieprzyjemnego, w ludziach uruchamia się ten sam odruch: „Wytłumacz mi to”. Nie chodzi nawet o ciekawość. Chodzi o ulgę. O to, żeby w głowie znów zrobiło się „logicznie”. Kryzys rozrywa zwykłe mapy świata: nagle nie działa to, co działało, nie ma jasnych zasad, a informacje są sprzeczne. W takiej atmosferze teorie spiskowe nie pojawiają się przypadkiem. One wchodzą jak szybka proteza sensu. Dają opowieść, która ma początek, winnego, motyw i plan. A mózg w kryzysie bardzo lubi opowieści, bo opowieść uspokaja.

To może brzmieć jak temat „o innych” – o kimś, kto „łyka bzdury”. Tyle że mechanizm jest dużo bardziej ludzki niż chcielibyśmy przyznać. Teorie spiskowe są atrakcyjne nie dlatego, że ludzie są głupi, tylko dlatego, że ludzie są przerażeni, zmęczeni, zagubieni i chcą odzyskać poczucie steru. A kryzys to jest właśnie moment, kiedy ster wypada z rąk. Wtedy rośnie pokusa, żeby złapać cokolwiek, co wygląda jak kierownica.

Kryzys to idealne środowisko dla „sensu na skróty”

W normalnych czasach wiele rzeczy jest przewidywalnych. Wiemy mniej więcej, czego się spodziewać po świecie: jak działa praca, szkoła, zdrowie, instytucje, komunikacja. Kryzys robi coś odwrotnego – miesza reguły. Zmienia priorytety, wymusza decyzje, których nie lubimy, i podaje nam informacje w trybie „ciągłej aktualizacji”, czyli de facto w trybie chaosu.

W takim stanie człowiek zaczyna szukać wzorów. To jest naturalne. Gdy nie ma pewności, rośnie czujność. Gdy rośnie czujność, rośnie skłonność do łączenia kropek. Problem w tym, że nie wszystkie kropki są połączone. W kryzysie mózg częściej widzi zależności tam, gdzie ich nie ma, bo lepiej zobaczyć „fałszywy alarm” niż przegapić realne zagrożenie. To mechanizm, który kiedyś pomagał przetrwać, a dziś bywa paliwem dla fałszywych narracji.

Trzy potrzeby, które teorie spiskowe obiecują zaspokoić

To, co zwykle nazywamy „wiarą w spisek”, ma pod spodem całkiem sensowny zestaw ludzkich potrzeb. W uproszczeniu można je opisać jako trzy silniki: potrzeba wyjaśnienia, potrzeba bezpieczeństwa i potrzeba wartości.

Po pierwsze: potrzeba wyjaśnienia. Kiedy nie rozumiemy, co się dzieje, rośnie napięcie. Teoria spiskowa obiecuje szybkie wyjaśnienie i zamknięcie sprawy. Nie musisz siedzieć w niepewności, nie musisz znosić „nie wiemy jeszcze”. Dostajesz odpowiedź, często prostą, emocjonalnie satysfakcjonującą i kompletną. To działa jak domknięcie otwartej pętli.

Po drugie: potrzeba kontroli i bezpieczeństwa. Kryzys daje poczucie bezradności. Teoria spiskowa – paradoksalnie – może dawać poczucie kontroli, bo jeśli „wiem, kto stoi za wszystkim”, to świat znów jest uporządkowany. Co więcej, jeśli zagrożenie ma sprawcę, to w teorii da się z nim walczyć: bojkotem, sprzeciwem, „ujawnieniem prawdy”. Bezsprawcowy chaos jest dla wielu ludzi bardziej przerażający niż zły, ale konkretny wróg.

Po trzecie: potrzeba wartości i tożsamości. Teorie spiskowe potrafią budować wspólnotę: „my” przeciwko „nim”. Dają poczucie wyjątkowości („ja widzę więcej”), czasem poczucie moralnej wyższości („ja się nie dam nabrać”), a czasem zwykłe poczucie przynależności („wreszcie ktoś myśli jak ja”). W kryzysie, kiedy ludziom rozsypuje się grunt pod nogami, taka tożsamość jest bardzo kusząca.

Dlaczego „prosty wróg” jest tak przekonujący

Kryzys w realnym świecie rzadko ma jedną przyczynę. Zwykle jest splotem czynników: decyzji politycznych, ekonomii, technologii, błędów systemowych, przypadku, ludzkich ograniczeń. To jest trudne do przyjęcia, bo nie daje jasnej historii. A człowiek lubi historie. Teoria spiskowa jest historią. Ma antagonisty, motywy i ukryty plan. Złożoność świata zamienia na fabułę.

Do tego dochodzi emocjonalna korzyść: jeśli winny jest konkretny „ktoś”, to nie muszę mierzyć się z myślą, że świat bywa chaotyczny i obojętny. Nie muszę przyjąć, że czasem nie ma łatwej odpowiedzi. Nie muszę uznać, że nawet najlepiej działające instytucje popełniają błędy w nowych sytuacjach. Łatwiej jest powiedzieć: „oni to zaplanowali”. To jest opowieść bardziej psychologicznie „nośna” niż „system zawiódł, bo był przeciążony, a informacje były niepełne”.

Infodemia: kiedy informacji jest za dużo, a pewności za mało

W kryzysie ludzie rzucają się na informacje, bo informacja daje złudzenie kontroli. A jednocześnie kryzys produkuje informacje w trybie niedoskonałym: wstępne, niepełne, czasem sprzeczne. To idealna mieszanka do utraty zaufania. Jeśli jednego dnia słyszysz jedno, a drugiego dnia coś innego, to łatwo uznać, że „ktoś kręci”. Tylko że zmiana komunikatów bywa po prostu efektem tego, że wiedza rośnie w czasie. Problem w tym, że to wymaga cierpliwości – a cierpliwość jest pierwszą ofiarą kryzysu.

W tym samym czasie internet działa jak wzmacniacz emocji. Treści, które szokują, oburzają albo straszą, rozchodzą się szybciej niż treści ostrożne i zniuansowane. A teorie spiskowe są zwykle emocjonalnie „mocne”: mają dramat, zdradę, tajemnicę, demaskację. W porównaniu z nimi spokojne wyjaśnienie wygląda jak nudna instrukcja obsługi. Tyle że nudna instrukcja obsługi bywa tym, co ratuje sytuację.

Teorie spiskowe nie tylko tłumaczą świat. One go też przebudowują

Warto powiedzieć rzecz nieprzyjemną: teoria spiskowa rzadko kończy się na samej teorii. Ona wpływa na zachowanie. Jeśli wierzę, że instytucje są „w zmowie”, to przestaję z nimi współpracować. Jeśli wierzę, że eksperci kłamią, to przestaję słuchać zaleceń. Jeśli wierzę, że „prawda jest ukrywana”, to zaczynam ufać przypadkowym źródłom, bo „przynajmniej nie są częścią systemu”. Z czasem robi się z tego pętla: brak zaufania rodzi podatność na fałsz, fałsz rodzi jeszcze większy brak zaufania.

To dlatego teorie spiskowe są szczególnie groźne w kryzysach zdrowotnych i społecznych. Kryzys wymaga współpracy, a spisek buduje narrację „nie współpracuj, bo to pułapka”. Kryzys wymaga zaufania do procedur, a spisek mówi „procedury są ustawione”. Kryzys wymaga cierpliwego działania, a spisek karmi się natychmiastową emocją.

Jak rozmawiać z kimś, kto „poszedł w spisek”

Najgorsze, co można zrobić, to wejść w tryb upokorzenia: „jak możesz w to wierzyć”. To tylko dokleja tej osobie nową emocję: wstyd i złość. A wstyd i złość to paliwo, które jeszcze mocniej wiąże z grupą „wtajemniczonych”. Jeśli ktoś ma w sobie spiskową narrację, to często dlatego, że jest przestraszony i próbuje odzyskać poczucie sensu. Tego nie da się wyrwać wyśmiewaniem.

Lepszy działa prosty zestaw zasad:

  • Zacznij od emocji, nie od faktów. „Widzę, że to cię niepokoi” jest bardziej rozbrajające niż „to bzdura”.
  • Nie walcz o cały świat naraz. Lepiej skupić się na jednym konkretnym twierdzeniu niż na całej ideologii.
  • Pytaj o źródła i mechanizm. Nie agresywnie, tylko rzeczowo: „skąd to masz?”, „jak to miałoby działać w praktyce?”
  • Proponuj sprawdzalne kryteria. „Co musiałoby się wydarzyć, żebyś uznał, że to jednak nieprawda?” To pytanie jest ważne, bo spisek często jest konstrukcją nieobalalną.
  • Ustal granice, jeśli temat niszczy relację. Można powiedzieć: „szanuję, że masz zdanie, ale nie chcę o tym rozmawiać w ten sposób, bo to nas rozjeżdża”.

To nie daje gwarancji. Czasem człowiek jest już tak głęboko w opowieści, że każda próba rozmowy jest interpretowana jako „dowód, że jesteś po ich stronie”. Wtedy trzeba ratować przede wszystkim własne granice i zdrowie psychiczne. Ale jeśli jest choć trochę przestrzeni na dialog, łagodny, konsekwentny styl rozmowy działa lepiej niż frontalny atak.

Co możesz zrobić u siebie, żeby nie dać się wciągnąć

Każdy z nas jest podatny. Różnimy się tylko tym, w jakich warunkach. Kryzys, zmęczenie, lęk, przeciążenie informacyjne – to potrafi obniżyć jakość myślenia u najbardziej racjonalnej osoby na świecie. Dlatego pomocne są proste nawyki, które wzmacniają „higienę poznawczą”:

  • Sprawdź, czy treść nie jest zaprojektowana pod emocję. Jeśli materiał przede wszystkim straszy albo oburza, traktuj go jak reklamę, nie jak dowód.
  • Oddziel „pytania” od „wniosków”. To, że coś jest dziwne, nie znaczy, że jest spiskiem.
  • Wracaj do źródeł o wysokiej reputacji. Nie dlatego, że są nieomylne, tylko dlatego, że mają procedury korekty, odpowiedzialność i jawne standardy.
  • Daj sobie prawo do „nie wiem”. Niepewność boli, ale jest uczciwsza niż szybka bajka o złoczyńcy.
  • Ogranicz ilość karmienia się kryzysem. Ciągłe czytanie o zagrożeniu nie daje kontroli, tylko nakręca układ nerwowy. A nakręcony układ nerwowy gorzej myśli.

W kryzysie najbardziej potrzebujemy dwóch rzeczy: spokoju i procedur. Teorie spiskowe obiecują spokój, ale dają pobudzenie. Obiecują procedury, ale dają chaos. I to jest ich największa ironia: często karmią się właśnie tymi frustracjami, które same pogłębiają.

Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.

 

Źródła

  • https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/1750698017701615 — artykuł o związku między kryzysami społecznymi a rozkwitem teorii spiskowych oraz o tym, jak wpływają na pamięć i interpretację wydarzeń historycznych.
  • https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/0963721417718261 — przegląd badań o psychologicznych motywach wiary w teorie spiskowe (m.in. potrzeba zrozumienia, bezpieczeństwa i pozytywnej tożsamości).
  • https://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/pops.12568 — przegląd literatury o czynnikach psychologicznych, politycznych i społecznych, które sprzyjają wierze w teorie spiskowe.
  • https://onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1002/ejsp.1922 — badanie o wpływie niepewności na podatność na wyjaśnienia spiskowe (oraz roli ocen moralnych w tym procesie).
  • https://www.who.int/health-topics/infodemic — definicja i opis zjawiska „infodemii” oraz jego wpływu na zaufanie i zachowania w czasie kryzysów zdrowotnych.
  • https://www.who.int/news-room/questions-and-answers/item/disinformation-and-public-health — materiał WHO o dezinformacji w kryzysach zdrowotnych, motywach jej szerzenia oraz sposobach przeciwdziałania.
Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie