
Scenka z podwórka: na skraju trawnika dwie miski, obok kartonowy domek, a wokół kilka kotów. Jedni sąsiedzi wzruszają ramionami: „przynajmniej nie ma myszy”, inni wściekają się o zapach i rozsypaną karmę. Kto ma rację? Spór o koty wolno żyjące wraca co jesień i co wiosnę, i potrafi podzielić nawet najzgodniejszą klatkę. Da się go rozbroić – pod warunkiem, że zamiast emocji wprowadzimy jasne zasady i… odrobinę wiedzy.
Koty wolno żyjące nie są zwierzętami domowymi „wypuszczonymi na spacer”. Żyją niezależnie od człowieka, stanowią element lokalnego ekosystemu i – co kluczowe – nie mogą być przeganiane, ranione czy wywożone. To ich naturalne terytorium. Jednocześnie nasze podwórka to przestrzeń wspólna, w której obowiązują zasady porządku i higieny. I tutaj zaczyna się pole do porozumienia.
Nie koty per se, lecz skutki złego dokarmiania: resztki jedzenia rozsypane na trawniku, miski w przejściach, zapach, plamy, ptaki zwabione do karmy i rozdziobywane worki ze śmieciami. Spór więc nie dotyczy istnienia zwierząt, tylko sposobu, w jaki ludzie ich wspierają. To dobra wiadomość – bo na sposób mamy wpływ.
Wyznaczone miejsce. Jedno, stałe, osłonięte od chodnika i placu zabaw. Najlepiej przy krzakach, tak by nie kusiło do dotykania zwierząt i nie kolidowało z ruchem. Miejsce powinno być uzgodnione z administracją.
Porządek. Karmimy o stałej porze i sprzątamy po sobie: pusta miska znika, resztki lądują w koszu zamkniętym. Zero „jedzenia na wynos” rozsypanego po całym skwerze.
Jakość, nie ilość. Jedzenie znika w 30–40 minut. Jeśli zostaje – pora zmniejszyć porcję. Nadmiar jedzenia ściąga dzikie zwierzęta, ptaki i… konflikty.
Domki i budki. Schronienie tak, ale estetycznie i z materiałów odpornych na wilgoć. Kartony zamieniają się po deszczu w śmietnik, a śmietnik to prosta droga do awantury.
Najskuteczniejszym sposobem na „koty pod kontrolą” jest TNR: trap–neuter–return (odłowienie, sterylizacja, powrót w to samo miejsce). Ogranicza to populację i hałas w okresach rui, poprawia też zdrowie zwierząt. Gminy zwykle finansują sterylizacje w ramach programów opieki nad zwierzętami – warto zgłosić lokalną kolonię do urzędu lub organizacji prozwierzęcej i współpracować przy odławianiu.
Dokarmianie to odpowiedzialność. Myjemy ręce, nie dotykamy obcych kotów (zwłaszcza dzieci uczymy „oglądamy, nie głaszczemy”), nie prowokujemy kontaktu z psami. Przy miejscach karmienia warto postawić dyspenser z woreczkami i środkami do dezynfekcji – to drobiazg, który robi ogromną różnicę w odbiorze przez sąsiadów.
Pokaż plan: „Karmimy w jednym miejscu, o stałej porze, sprzątamy, zgłosiliśmy sterylizację, bierzemy odpowiedzialność.” To rozbraja większość obaw. Zaproś przeciwników na „inspekcję miejsca” po tygodniu – czysty teren i spokojniejsze koty robią lepszą robotę niż pięć postów na grupie.
Jedna kartka: adres miejsca karmienia, lista osób-opiekunów i ich dyżury, zasady porządku (porcje, sprzątanie, zero resztek), numer do wolontariusza ds. sterylizacji. Podpisuje administrator i dwie-trzy osoby z klatki. Mało formalności, dużo spokoju.
Na końcu każdy chce tego samego: czystego podwórka, spokojnych nocy i braku gryzoni. Dobre dokarmianie, sterylizacja i porządek dają to wszystko naraz. Koty zostają – ale „niewidzialne” dla tych, którzy ich nie chcą, i bezpieczne dla tych, którzy chcą pomóc.
https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=wdu19971110724 – tekst ustawy o ochronie zwierząt (m.in. definicje, rozdział o zwierzętach wolno żyjących i obowiązkach gmin).
https://ochronasrodowiska.grodzisk.pl/koty-wolno-zyjace/ – przykład miejskich wytycznych: czym są koty wolno żyjące, zasady dokarmiania, informacje o programach sterylizacji.