
Jeszcze kilkanaście lat temu po poradę szło się do konkretnej osoby: lekarza, prawnika, doradcy finansowego, zaufanego znajomego. Dziś wystarczy otworzyć telefon. W kilka sekund mamy dostęp do setek „ekspertów” od zdrowia, psychiki, diety, biznesu, związków i rozwoju osobistego. Każdy ma sprawdzony sposób, złotą metodę i gwarantowany efekt. Czasem aż trudno oprzeć się wrażeniu, że współczesny Internet jest jedną wielką salą konferencyjną, pełną ludzi, którzy wiedzą wszystko lepiej.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak spełnienie marzeń. Wiedza, która kiedyś była trudno dostępna, dziś jest na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba czekać na wizytę w poradni ani kupować specjalistycznej książki – wystarczy krótki film, post czy webinar. Problem w tym, że to, co widzimy, to mieszanka rzetelnych informacji, osobistych historii i zwykłych bzdur opowiadanych z pełnym przekonaniem. A my, zmęczeni nadmiarem wyborów i bodźców, coraz częściej pragniemy jednej rzeczy: prostych odpowiedzi.
Nasze mózgi nie są zaprojektowane do przetwarzania takiej ilości informacji, z jaką stykamy się każdego dnia. Psycholodzy od lat zwracają uwagę na zjawisko przeciążenia informacyjnego: im więcej danych do nas dociera, tym trudniej jest nam podejmować decyzje i zachować poczucie kontroli. Badania nad wpływem nadmiaru mediów i social mediów pokazują, że informacyjny szum podnosi poziom stresu, lęku i poczucia przytłoczenia. W takich warunkach rośnie pokusa, by po prostu zaufać komuś, kto mówi: „zrobiłem to za ciebie, wiem jak”.
Dochodzi do tego zwykłe zmęczenie decyzyjne. Każdego dnia podejmujemy dziesiątki małych decyzji: co zjeść, jak odpowiedzieć na maila, jak zareagować na wiadomości. Kiedy przychodzi pora na większe wybory – dotyczące zdrowia, finansów czy pracy – mamy już mniej energii, żeby analizować wszystkie „za” i „przeciw”. Wtedy na scenę wchodzą „eksperci od wszystkiego” z gotowym planem na życie.
Oni rzadko mówią: „to zależy”. Częściej: „zrób dokładnie tak, jak ja – to na pewno zadziała”. Dla zmęczonego człowieka to niezwykle kuszące. Zwłaszcza, jeśli komunikat jest podany w atrakcyjnej formie: ładne grafiki, poczucie humoru, dobra jakość nagrania, charyzmatyczny prowadzący. Nasz mózg lubi prostotę i pewność – nawet wtedy, gdy rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana.
Influencerzy i twórcy internetowi stali się ważnymi graczami w procesie podejmowania decyzji przez zwykłych ludzi. Badania nad ich wpływem pokazują, że osoby obserwujące influencerów potrafią zmieniać swoje plany zakupowe, przyzwyczajenia, a czasem nawet przekonania pod wpływem zaufania do konkretnej osoby. W wielu przypadkach to zaufanie budowane jest nie na dyplomach czy latach praktyki, ale na czymś znacznie bardziej ulotnym: poczuciu „bliskości” i autentyczności.
Typowy scenariusz wygląda tak: śledzimy kogoś od dawna, widzimy jego codzienność, problemy, słabsze momenty. W komentarzach odpowiada na nasze pytania, czasem odpisze na wiadomość prywatną. Zaczyna przypominać bardziej znajomego niż „media”. A jeśli znajomy coś poleca, to naturalnie ufamy, że to przetestował, sprawdził, wie co mówi. Do tego dochodzą sprytne techniki marketingowe – od historii „kiedyś byłem w trudnej sytuacji, teraz żyję jak król” po limitowane oferty i presję czasu.
Nie byłoby w tym nic złego, gdyby influencerzy trzymali się swojej kompetencji albo jasno mówili: „to moje osobiste doświadczenie, nie porada”. Problem zaczyna się wtedy, gdy ta sama osoba jednego dnia sprzedaje suplementy „na wszystko”, drugiego opowiada o „szybkim leczeniu traumy”, trzeciego doradza, jak prowadzić firmę i negocjować kredyt. Bez przygotowania merytorycznego, ale z ogromną pewnością siebie i reklamową oprawą.
Warto odróżnić dwie rzeczy: inspirację i poradnictwo. Inspiracja to historia: „u mnie zadziałało to i to, może dla kogoś będzie to przydatne”. Poradnictwo zaczyna się tam, gdzie padają kategoryczne recepty: „zrób tak, będzie dobrze”. Granica bywa cienka, ale kilka sygnałów powinno nam włączyć lampkę ostrzegawczą.
Nie chodzi o to, żeby każdy twórca musiał cytować publikacje naukowe w opisie posta. Chodzi o proporcje: jeśli ktoś wchodzi w obszary wysokiego ryzyka – zdrowie, psychika, finanse, prawo – a mówi o nich tak, jakby oferował kolejną kosmetyczkę do telefonu, to nie jest już niewinna rozrywka. To realny wpływ na decyzje i życie ludzi.
Największe ryzyko pojawia się w tych dziedzinach, w których stawką jest zdrowie lub bezpieczeństwo życiowe. Badania nad jakością informacji zdrowotnych w social mediach, w tym dotyczących zdrowia psychicznego, pokazują, że znacząca część treści jest niepełna, nierzetelna albo wprost sprzeczna z medycznymi wytycznymi. Są prace, w których eksperci analizują na przykład popularne treści o zdrowiu na TikToku czy innych platformach – i wnioski są powtarzalne: obok wartościowych filmów jest cała masa rad, które mogą wprowadzać w błąd.
W głośnych analizach treści związanych ze zdrowiem psychicznym okazało się, że ponad połowa najpopularniejszych materiałów zawierała elementy dezinformacji. Pojawiały się obietnice „wyleczenia traumy w kilka minut”, uproszczone testy samodiagnostyczne („jeśli robisz X, na pewno masz Y”) i zachęty do samodzielnego odstawiania leków. Psychiatrzy i psychologowie alarmowali, że takie treści mogą skłaniać ludzi do rezygnacji z profesjonalnej pomocy i budować zupełnie fałszywe wyobrażenie o poważnych zaburzeniach.
Podobne mechanizmy widać w obszarze finansów osobistych czy inwestowania. Internet pełen jest „mentorów”, którzy w kilku filmach tłumaczą, jak „wyjść z wyścigu szczurów” i „zarobić pierwszy milion”, najczęściej na bardzo ryzykownych instrumentach lub modelach biznesowych wymagających doświadczenia, którego początkujący nie mają. Historie spektakularnych porażek rzadko przebijają się do feedu – to, co widzimy, to głównie historie sukcesu, często mocno podkolorowane.
Do tego dochodzą rady z pogranicza prawa, urzędów, podatków. Tu nie chodzi tylko o błędne interpretacje przepisów, ale o to, że koszt błędu bywa wysoki: kary, zaległości, utrata świadczeń. Tymczasem wiele osób, zmęczonych wieloznacznością oficjalnego języka, chętniej słucha kogoś, kto „na TikToku w dwie minuty wyjaśnia, jak to naprawdę działa”. Problem w tym, że odpowiedzialności za skutki tej porady poniesiemy już sami.
Skoro nie uciekniemy od świata pełnego poradników i influencerów, warto wyposażyć się w kilka prostych filtrów. Nie są doskonałe, ale mogą uchronić nas przed najbardziej ryzykownymi decyzjami.
Po pierwsze: sprawdź, w czym ktoś jest ekspertem naprawdę. To, że ktoś ciekawie mówi o motywacji, nie znaczy, że ma kompetencje, by doradzać w kwestiach leczenia depresji czy prowadzenia działalności gospodarczej. Normalne jest, że każdy z nas ma obszary, na których zna się lepiej – i takie, gdzie jest zwykłym laikiem.
Po drugie: szukaj śladów odpowiedzialności. Rzetelni twórcy mają zwykle nawyk mówienia: „to nie zastępuje konsultacji lekarskiej/prawnej”, „zanim zmienisz terapię, porozmawiaj ze swoim lekarzem”, „to jest przykład, nie uniwersalny przepis”. Jeśli ktoś wprost zniechęca do kontaktu z profesjonalistami, tłumacząc, że „oni nic nie wiedzą”, to powinna zapalić się czerwona lampka.
Po trzecie: zwróć uwagę na sposób mówienia o ryzyku. Świat rzadko bywa zero-jedynkowy. Jeśli ktoś opowiada o złożonych sprawach – zdrowiu, finansach, prawie – bez zaznaczenia możliwych skutków ubocznych, wyjątków, ograniczeń, to najpewniej sprzedaje marzenie, a nie wiedzę.
Po czwarte: porównaj to z innymi źródłami. Nie chodzi o to, żeby spędzić tydzień na wertowaniu publikacji naukowych, ale o sprawdzenie, czy to, co słyszysz, w ogóle pasuje do tego, co mówią duże, poważne instytucje, organizacje zawodowe czy oficjalne zalecenia. Jeśli jedno źródło radykalnie odstaje od całej reszty, powinno to skłonić raczej do ostrożności niż entuzjazmu.
Wielu „ekspertów od wszystkiego” operuje w modelu: najpierw dajemy sporo darmowych treści, a potem zapraszamy na płatny kurs, mastermind, program rozwojowy. Sam w sobie ten model nie jest niczym złym – to po prostu sposób sprzedaży. Problem pojawia się wtedy, gdy darmowe treści obiecują „kompletną wiedzę”, „rewolucję w życiu” i „wielkie otwarcie oczu”, a po zakupie okazuje się, że uczestnik dostaje to samo, tylko w dłuższej wersji.
Dla małych firm i osób w trudniejszej sytuacji finansowej to szczególnie ryzykowne. Perspektywa „inwestycji w siebie”, która w magiczny sposób odmieni biznes albo karierę, bywa bardzo kusząca. Kiedy na dodatek oferta jest limitowana w czasie, pojawia się presja: „muszę zdecydować teraz”. W efekcie podejmujemy decyzje nie z pozycji spokoju i kalkulacji, ale z poziomu lęku, że zostaniemy w tyle.
Warto w takich momentach zrobić prosty test: czy treści darmowe już mi realnie pomogły? Czy widzę w nich rzetelność, uczciwość w mówieniu o ograniczeniach i ryzyku? Czy ten człowiek kiedykolwiek powiedział „to nie dla wszystkich”? Jeśli odpowiedzi są przeczące, to istnieje spora szansa, że płatny produkt będzie przede wszystkim rozbudowaną wersją marketingu, a nie rzeczywistą pomocą.
Nie mamy wpływu na to, ilu „nieomylnego rodzaju ekspertów” pojawi się w sieci. Mamy za to pewien wpływ na to, jak my sami korzystamy z ich treści. W długiej perspektywie ważniejsze od tego, kogo słuchamy, jest to, jak sami podejmujemy decyzje.
Pomaga kilka nawyków. Po pierwsze, odraczanie decyzji: jeśli jakaś rada wywołuje w nas silne emocje („natychmiast muszę coś zmienić w swoim życiu”), dobrze jest dać sobie choćby dobę przerwy. Emocje nieco opadną, łatwiej będzie zobaczyć, czy to rzeczywiście mądre działanie, czy tylko chwilowy zachwyt.
Po drugie, stawianie sobie prostych pytań kontrolnych: „czego ten człowiek ode mnie chce?”, „na czym polega jego interes w tym, żebym postąpił właśnie tak?”, „co się stanie, jeśli jego rada nie zadziała?”. To nie jest zachęta do paranoi, tylko do uczciwego uwzględnienia faktu, że w większości przypadków „ekspert” jest też sprzedawcą – czasu antenowego, produktów, własnej marki.
Po trzecie, umiejętność przyznania się do niewiedzy. W świecie, gdzie każdy ma w sekundę gotową opinię, odwaga powiedzenia „nie wiem, muszę to sprawdzić”, staje się walutą o wysokiej wartości. To właśnie ona chroni nas przed łapaniem się na pierwsze lepsze proste rozwiązanie.
Eksperci, doradcy, influencerzy – wszyscy oni nie znikną. I dobrze. W wielu przypadkach potrafią inspirować, ułatwiać dostęp do wiedzy, motywować do zmian. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamieniamy ich w nieomylnych przewodników po każdej dziedzinie życia i przestajemy w ogóle włączać własny rozum.
Być może najzdrowszą postawą w XXI wieku jest pewien rodzaj łagodnego sceptycyzmu. Zamiast pytać: „czy ten guru ma rację?”, warto częściej pytać: „na czym opiera swoje wnioski?”, „co mówią inni na ten temat?”, „jakie są potencjalne koszty, jeśli się pomylę?”. To nie brzmi tak spektakularnie jak „sekret sukcesu w pięciu krokach”, ale ma jedną zaletę: naprawdę zwiększa szansę, że będziemy podejmować decyzje bardziej nasze niż cudze.
Nie musimy być ekspertami od wszystkiego. Wystarczy, że będziemy ekspertami od własnej ostrożności, ciekawości i gotowości do uczenia się – także wtedy, gdy oznacza to przyznanie, że ktoś w Internecie, kto mówi bardzo pewnym głosem, wcale nie ma ostatniego słowa.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.
1. https://www.apa.org/monitor/2022/11/strain-media-overload – artykuł American Psychological Association o przeciążeniu mediami, stresie informacyjnym i strategiach ograniczania negatywnego wpływu nadmiaru informacji. 2. https://infodemiology.jmir.org/2025/1/e70756 – badanie na temat jakości informacji zdrowotnych publikowanych w mediach społecznościowych, ze szczególnym uwzględnieniem rzetelności i transparentności treści. 3. https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11523579/ – przegląd kryteriów oceny jakości informacji zdrowotnych w social media z perspektywy ekspertów. 4. https://bmcpublichealth.biomedcentral.com/articles/10.1186/s12889-024-21095-3 – analiza roli influencerów w przekazywaniu treści dotyczących zdrowia fizycznego i psychicznego oraz potencjalnych korzyści i zagrożeń. 5. https://www.mdpi.com/2813-4176/3/3/11 – badanie na temat wpływu influencerów w mediach społecznościowych na decyzje konsumenckie oraz roli zaufania w tym procesie. 6. https://www.emerald.com/mbe/article/doi/10.1108/MBE-06-2025-0135/1302037/Unravelling-consumer-decision-making-under-the – artykuł o tym, jak cyfrowi influencerzy kształtują proces podejmowania decyzji zakupowych i postawy konsumentów. 7. https://www.apa.org/monitor/2023/06/cover-story-science-friendship – omówienie badań nad rolą relacji i zaufania (w tym zaufania do osób z sieci) w dobrostanie psychicznym dorosłych.