
Mała firma jest jak żaglówka przy bulwarze: nie imponuje rozmiarem, ale potrafi zawinąć tam, gdzie duże statki nawet nie zauważą zatoczki. I w tym właśnie tkwi przewaga. Problem zaczyna się wtedy, gdy codzienność – maile, faktury, drobne pożary – pożera ster i mapę. Ten tekst jest dla właścicieli i właścicielek mikro i małych firm, którzy chcą odzyskać sprawczość: poukładać sprzedaż bez miliona narzędzi, zobaczyć pieniądze „wcześniej niż później”, przyspieszyć decyzje i przestać budzić się w nocy z pytaniem „czy dam radę, jeśli coś się posypie?”.
Nie będzie tu wielkich słów o „transformacji”. Będą za to proste nawyki, które można wdrożyć w tym miesiącu, bez armii konsultantów i bez wymiany wszystkiego, co działa. Mała firma nie potrzebuje więcej hałasu. Potrzebuje kilku cichych systemów, które chodzą jak dobra maszyna do kawy: zawsze wtedy, gdy są potrzebne.
Wielcy mają budżety i zespoły. Ty masz czas, uwagę i reputację. Oznacza to, że każdy proces musi mieścić się w tych trzech walutach. Zanim coś „dorzucisz”, zadaj trzy pytania:
Jeśli choć na jedno pytanie odpowiadasz „nie”, zatrzymaj się. Mała firma wygrywa brakiem zbędnych ruchów. Twoim celem nie jest „więcej”. Twoim celem jest mniej, ale lepiej.
W małej firmie „kasa na koncie” to tlen. Księgowy zysk bywa iluzją, bo rachunek wyników nie płaci faktur i pensji. Potrzebujesz najprostszego systemu operacyjnego finansów – pięciu liczb, które widzisz co tydzień:
Docelowo chcesz mieć 13-tygodniową prognozę gotówki – nie po to, by zgadywać przyszłość, ale by z wyprzedzeniem zobaczyć, kiedy trzeba przycisnąć sprzedaż, a kiedy odłożyć inwestycję. I jedna zasada: faktura nie znaczy pieniędzy. Pieniądze są, gdy są.
Największa różnica między firmą, która „jakoś jedzie”, a firmą, która rośnie spokojnie, to powtarzalny rytm sprzedaży. Nie chodzi o call center, tylko o codzienny mikro-rytuał. Oto wersja minimalna, sprawdzona w setkach małych biznesów:
Największy mit małych firm? „Nie lubię sprzedawać”. Spokojnie – sprzedaż to służba: próbujesz dopasować, a nie wcisnąć. Prawda jest taka, że nikt nie pokocha Twojej oferty, jeśli Ty nie przypomnisz, że istnieje.
Reklamy są drogie. Widoczność – niekoniecznie. W małej firmie działa regularność, nie widowiskowość.
Nie ścigaj się z „wielkimi” w polubieniach. Ścigaj się o pamięć u ludzi, którzy naprawdę płacą.
Nie potrzebujesz ISO, by przestać tracić czas na „a jak my to robimy?”. Wystarczą trzy żywe papiery (tak, Google Doc też jest papierem):
Sekret? Aktualizacja po każdym potknięciu. Gdy coś się spaliło, dokument rośnie o jedno zdanie: „zawsze, od teraz”. To organiczna jakość.
Małe firmy często „rodzinują” relacje. To piękne – i ryzykowne. Drużyna działa lepiej, gdy każdy zna swoją rolę, wynik i prawo do „stop”. Co to znaczy w praktyce?
Jeśli zatrudniasz pierwszą osobę: zacznij od umowy o wynik, nie od opisu stanowiska. W małej firmie stanowiska i tak się zmieniają – wynik zostaje.
Kiedy ostatnio podnosiłeś ceny? Jeśli nie pamiętasz – czas to zrobić. Inflacja, koszty i ryzyko nie pytają o zgodę. Model, który działa:
Nie przepraszaj za ceny. Tłumacz wartość i ryzyko, które bierzesz na siebie. Klient rozumie więcej, niż myślisz – byle mówić po ludzku.
Zamiast czekać na kryzys, zrób pre-mortem: załóż, że projekt/kwartał się nie udał. Zadaj zespołowi pytanie: „Co nas zabiło?” Wypisz 10 powodów. Przy każdym dopisz mały bezpiecznik:
Potrzebujesz pół godziny szczerości co trzy miesiące.
W małej firmie technologia ma służyć, a nie „błyszczeć”. Wybieraj narzędzia według trzech kryteriów:
Nie mnoż narzędzi. Jedno do zadań, jedno do dokumentów, jedno do faktur, jeden dysk chmurowy. Największe oszczędności to te, których nie wydasz na chaos.
Wielcy mają skrypty. Ty masz pamięć i szybkość. Zrób z tego atut:
Dołóż jedno pytanie po każdym zleceniu: „Co moglibyśmy zrobić lepiej?”. 10 szczerych odpowiedzi da więcej niż tysiąc lajków.
Nie potrzebujesz rzecznika. Potrzebujesz 3 akapity i 5 zdjęć, które masz zawsze pod ręką:
Gdy ktoś Cię poleca, niech ma gotowca do przekazania. Ułatw ludziom mówienie o Tobie dobrze.
W małej firmie właściciel to najważniejszy zasób. Jeśli się wypali, firma staje. Wpisz do kalendarza dwa niehandlowe bloki w tygodniu: jeden na „pracę nad firmą” (plan, liczby, ulepszenia), drugi na regenerację. Paradoksalnie, właśnie to daje najwięcej pieniędzy – bo podejmujesz lepsze decyzje, gdy nie jesteś ciągle w trybie pożaru.
Za miesiąc porównasz odczucia. Jeśli nie będzie lepiej – napisz, co nie zagrało. Poprawimy.
Mała firma nie wygrywa wielkimi planami. Wygrywa konsekwencją w małych sprawach: telefon dziś, oferta dopięta jutro, faktura przypilnowana pojutrze. To mało spektakularne – i dlatego działa. Kiedy codzienność jest poukładana, „wielkie projekty” przychodzą same. Bo klienci czują, że tu jest porządek. A porządek to luksus, za który chętnie płacą.
Nie musisz być największy. Wystarczy, że będziesz najbardziej przewidywalny w swojej skali. Reszta zrobi się głośno dopiero wtedy, gdy Ty zrobisz to cicho – dzień po dniu.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.