
„Klient nasz pan” to zdanie, które zabiło niejedną firmę. Nie dlatego, że klient nie jest ważny. Dlatego, że robiąc „wszystko dla wszystkich”, rozciągamy się do granic możliwości. Marża spada, terminy się rozpływają, zespół się pali, a na koniec i tak ktoś jest niezadowolony. W świecie nieograniczonych opcji największą odwagą jest odmawiać – mądrze, rzeczowo i bez poczucia winy.
Bo boimy się, że klient odejdzie. Bo goni nas target. Bo wydaje nam się, że „jakoś to zrobimy”. Każde z tych „bo” ma sens w krótkim terminie, ale w długim zamienia biznes w worek życzeń. A worek życzeń jest nieszczelny – pieniądze uciekają przez wszystkie dziury jednocześnie.
Najłatwiej odmówić, gdy odmawiasz według zasad. Masz politykę dopasowania klienta: branże, z którymi pracujesz; progi budżetowe; standardy współpracy (dostępność materiałów, osoba decyzyjna, respekt dla terminów). Jeśli brief łamie trzy z pięciu zasad – odpada. To nie emocje. To higiena.
Po pierwsze – szanuje intencję („rozumiem, co chcecie osiągnąć”). Po drugie – wyjaśnia ryzyko („w tym budżecie i czasie możemy jedynie obiecać przeciętny wynik”). Po trzecie – proponuje alternatywę: mniejszy zakres, inny termin, zaufanego partnera. Po czwarte – zostawia otwarte drzwi („wróćmy, gdy X będzie gotowy”). To „nie” buduje reputację. Bo pokazuje, że umiesz chronić jakość – również przed sobą samym.
Najlepsi odchodzą nie przez brak wyzwań, tylko przez chaos i nadmiar „ratunkowych projektów”. Mądre „nie” to sygnał dla zespołu: nie sprzedajemy ich czasu za każdą cenę. W zamian dostajemy lojalność, fokus i jakość. To rzeczy, których nie da się kupić rekrutacją „last minute”.
Gdy nie bierzesz wszystkiego, co się świeci, możesz dać więcej uwagi tym, którzy już płacą. „Tak” staje się realnym zobowiązaniem, a nie automatycznym odruchem. Zgoda przestaje być obietnicą na slajdzie, a staje się projektem, który dowozisz bez wstydu.
Są wyjątki: projekt uczący nowej kompetencji, partner otwierający drzwi do rynku, temat spójny z misją. Ale nawet wtedy stawiaj granice: pilotaż zamiast pełnej umowy, test po 30 dniach z opcją wyjścia, rozliczenie etapowe. „Tak” bez zabezpieczeń to nie odwaga – to hazard.
Narysuj mapę „anty-idealnego klienta”: cechy, które zawsze kończą się bólem (brak decydenta, presja „na wczoraj”, brak danych). Wspólnie z zespołem ustal „czarne flagi”. Daj handlowcom prawo do eleganckiego „nie” – i nie karz ich za brak podpisu, jeśli uratowali firmę przed „niemożliwym”.
„Nie” to najtańsze ubezpieczenie jakości. Nie wymaga aplikacji, integracji, dodatkowych budżetów. Wymaga jedynie kręgosłupa i procedury. A gdy już wprowadzisz je w życie, zobaczysz coś zaskakującego: najlepsi klienci będą cię za to szanować. Bo w świecie, w którym wszyscy obiecują wszystko, ktoś, kto potrafi odmówić – znaczy naprawdę wiele.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.