Niewidzialni sprzątacze Internetu: o pracy, której nie chcemy widzieć

Redakcja
05.09.2025

Internet bywa czysty tylko dlatego, że ktoś wciąż sprząta. Klikamy „zgłoś”, przewijamy dalej i żyjemy w przekonaniu, że samo się robi. Nie robi się. Z drugiej strony ekranu siedzą ludzie, którzy dzień po dniu oglądają najgorsze obrazy, czytają najbardziej agresywne komentarze i podejmują szybkie decyzje, czy coś zostaje, czy znika. Nazywamy ich moderatorami treści. To zawód, w którym KPI potrafi zagłuszyć sumienie, a przenośnia „higiena informacyjna” zamienia się w bardzo dosłowne dbanie o psychikę.

Skala, która zamienia człowieka w algorytm

W moderacji liczy się czas: na rozpatrzenie zgłoszenia bywają sekundy, na uzasadnienie decyzji – chwila. Tysiące zgłoszeń na zmianie, różne języki, odcienie ironii i złośliwości, zdjęcia pozbawione kontekstu. W takich warunkach łatwo wpaść w tryb mechaniczny i zgubić człowieczeństwo w imię „spójności decyzji”. A jednak to człowiek jest ostatnią linią obrony przed absurdem. To on czuje, kiedy mem przestaje być żartem, a staje się przemocą. To on wie, że te same słowa w ustach przyjaciół są żartem, a w ustach prześladowcy – raną.

Psychika nie jest z betonu

Praca przy cudzych nieszczęściach ma swoją cenę: bezsenność, nadmierna czujność, wybuchowość, odruch wylogowywania się z życia po zmianie. To nie jest „słabość pokolenia”, tylko konsekwencja stałego kontaktu z treściami, których przeciętny użytkownik nie ogląda nigdy. Higiena pracy to nie benefit, tylko warunek: przerwy, rotacja trudnych zadań, dostęp do psychologa, możliwość odmówienia toksycznego pakietu bez strachu o wynik. Niewidzialność tych ludzi kończy się tam, gdzie zaczyna się odpowiedzialność organizacji za ich zdrowie.

Outsourcing odpowiedzialności

Wielkie platformy lubią mówić o bezpieczeństwie, ale rzadziej mówią o łańcuchu zleceń. Moderacja bywa wypychana do firm zewnętrznych, gdzie liczy się szybkość, nie sens. Tam najłatwiej o wypalenie i błędy: presja czasu, mętne procedury, pogoń za wskaźnikiem. Kiedy bezpieczeństwo jest „kosztem sprzedaży”, przegrywamy wszyscy – bo sieć staje się mniej przewidywalna, a pracownicy mniej uważni. Jeśli dobrostan moderatorów nie jest częścią strategii, to jest tylko słowem w prezentacji.

AI – tarcza, nie wymówka

Automaty potrafią odsiać spam i wyłapać schematy, ale nie rozumieją wstydu, ironii, traum. Sztuczna inteligencja ma sens, gdy skraca kontakt człowieka z najgorszymi materiałami i podpowiada decyzję, a nie wtedy, gdy zastępuje myślenie. Najlepszy system to duet: algorytm filtruje, człowiek decyduje, a organizacja bierze odpowiedzialność za wynik.

Transparentność zasad

Moderatorzy bywają zakładnikami niedopowiedzianych regulaminów. Użytkownik dostaje komunikat „złamałeś standardy”, a pracownik – listę, która nie zawsze pasuje do rzeczywistości. Potrzeba przejrzystości po obu stronach: jasne kategorie naruszeń, prawo do odwołania, publiczne raporty z błędów i korekt. Dzięki temu decyzje nie są tajemnicą stada, tylko praktyką, którą można doskonalić. Moderatorzy zyskują ochronę: „robię tak, bo tak rozumiemy tę zasadę” – i łatwiej im zachować spójność.

Rola mediów i nas samych

Media lubią tropić „absurdy moderacji”: że ktoś usunął zdjęcie karmiącej matki, a zostawił groźny wpis. Warto o tym pisać. Ale warto też pytać: jakie warunki mają ludzie, którzy to robią? Ile mają czasu, jak są szkoleni, czy mają wsparcie psychologiczne? My – użytkownicy – możemy też prościej: zgłaszać odpowiedzialnie, nie w odwecie; nie podkręcać virali z „szokującymi treściami”; nie śmiać się z błędu pracownika, który „opuścił gardę” po dwunastej godzinie czytania przemocy.

Dlaczego to nas powinno obchodzić

Bo „czysty internet” nie jest gwarantowany konstytucją ani regulaminem. To codzienna, niewdzięczna praca ludzi, którzy biorą na siebie brud, żebyśmy my mogli żyć w złudzeniu porządku. Jeśli im nie pomożemy, system się sypnie. Nie od razu. Najpierw zacznie przenikać więcej toksyn. Potem oswoimy przemoc jako „normę”. Na końcu stwardnieje nam język, a wraz z nim – relacje. To cena, której nie chcemy płacić.

Plan minimum dla firm

Zapewnijcie realne wsparcie psychologiczne, nie ulotkę na recepcji. Ustalcie limity ekspozycji na treści skrajne. Dajcie moderatorom wpływ na kształt standardów – ich doświadczenie to złoto. Mierzcie nie tylko szybkość, ale i jakość decyzji, z miejscem na refleksję. Komunikujcie użytkownikom więcej niż „naruszenie zasad” – pokażcie proces, nie tylko werdykt. To nie zabije magii platformy. Zbuduje do niej zaufanie.

Puenta

Moderatorzy nie są niewidzialni. Są po prostu wygodnie ignorowani. A przecież to od nich zależy, czy jutro Internet będzie miejscem do rozmowy, czy polem bitwy. Zamiast dyskutować, czy algorytmy nas zbawią, uznajmy, że na końcu zawsze jest człowiek. I że temu człowiekowi należy się bezpieczne miejsce pracy, głos i szacunek.

Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie