
Pytanie o pierwszą przyczynę często psuje się już na starcie, gdy sprowadza się je do prostego: kto zrobił świat? Jeszcze gorzej, gdy zaraz potem pada odpowiedź, która ma uchodzić za rozstrzygającą: a kto zrobił Boga? Brzmi błyskotliwie tylko wtedy, gdy pierwszą przyczynę myli się z kolejną rzeczą w szeregu. A ona właśnie tym nie ma być.
Dlatego poważny argument nie brzmi: wszystko ma przyczynę, więc musi istnieć pierwsza przyczyna.
Taka wersja jest słaba. Jeśli wszystko ma przyczynę, to rzeczywiście można zapytać, co było przyczyną pierwszej przyczyny. Wtedy argument zapętla się i przestaje działać.
Mocniejsza wersja mówi coś innego:
To, co zależne, nie może być własną ostateczną podstawą.
Chodzi tu o zależność w najgłębszym sensie: brak ostatecznej podstawy istnienia w sobie. To nie jest przede wszystkim kwestia wiary, nastroju ani upodobania do metafizyki. To wynika z logiki pojęć. Jeśli coś jest zależne, to znaczy, że nie ma pełnego oparcia w sobie. Jeśli coś jest skutkiem, to znaczy, że nie jest własną pierwszą przyczyną. Jeśli coś jest zapożyczone, to znaczy, że nie posiada tego źródłowo.
Inaczej te słowa tracą sens.
Rzecz zależna nie może być ostatecznym wyjaśnieniem samej siebie, bo wtedy nie byłaby naprawdę zależna. Skutek nie może być pierwszą przyczyną samego siebie, a zapożyczone nie może być źródłem tego, co zapożycza. Inaczej pojęcia zaczynają znaczyć własne przeciwieństwo.
Dlatego pytanie o pierwszą przyczynę nie jest dowolnym dodatkiem do myślenia. Wynika z logiki zależności: jeśli coś nie ma podstawy w sobie, nie może samo być ostatnią podstawą.
I dopiero tutaj pojawia się właściwe pytanie: co jest bardziej logiczne — pierwsza przyczyna czy świat, który wisi na samych zależnościach?
Wszystko, co pojawia się w świecie doświadczenia, wydaje się od czegoś zależeć. Roślina zależy od gleby, wody, światła i procesów biologicznych. Człowiek zależy od ciała, rodziców, jedzenia, powietrza, historii, środowiska. Planeta zależy od układu sił, grawitacji, ruchu, materii. Energia występuje w układach, stanach, polach i relacjach.
Nic z tego, co spotyka się na co dzień, nie wygląda na coś absolutnie samowystarczalnego. Nie jest to jeszcze dowód, że cały świat jako całość jest zależny, ale wystarcza, by postawić pytanie: skąd całość rzeczy zależnych miałaby nagle zyskać niezależność?
Jeśli rzeczy, które znamy ze świata, okazują się zależne od czegoś innego, to nie wystarczy powiedzieć: „cały świat jest niezależny”. To brzmi jak zmiana nazwy, nie jak wyjaśnienie.
Z logiki zależności wynika coś prostego: całość złożona wyłącznie z rzeczy, które nie mają podstawy w sobie, nie staje się automatycznie czymś mającym podstawę w sobie. Trzeba to dopiero wykazać. Nie wystarczy nazwać tej całości „światem”.
Najprostszy obraz to łańcuch.
Wyobrażenie jest proste: łańcuch, w którym każde ogniwo wisi na poprzednim. Jedno trzyma się drugiego, drugie trzeciego, trzecie czwartego. Taki łańcuch da się wydłużać bardzo długo, a nawet pomyśleć jako nieskończony.
Ale problem nie znika.
Jeśli cały łańcuch nie jest zaczepiony o nic niezależnego od niego, to nie ma na czym wisieć. Same ogniwa nie tworzą punktu zaczepienia. One tylko przekazują zależność dalej.
Nie chodzi więc tylko o obraz. Chodzi o logikę: ogniwo, które wisi na innym ogniwie, nie jest punktem zaczepienia. Może przekazywać ciężar dalej, ale nie może samo wyjaśniać, na czym wisi całość.
Oczywiście świat nie jest dosłownie łańcuchem. To tylko obraz, który ma unaocznić strukturę zależności. Argument nie opiera się na tym, że świat przypomina przedmiot wiszący na haku. Opiera się na czymś prostszym: to, co samo nie jest punktem zaczepienia, nie może ostatecznie wyjaśniać własnego zaczepienia. Jeśli ktoś odrzuca obraz łańcucha, nadal musi odpowiedzieć na pytanie: co jest bardziej logiczne — zależność mająca niezależną podstawę czy zależność oparta wyłącznie na kolejnej zależności?
I dokładnie o to chodzi w pytaniu o pierwszą przyczynę.
Jeżeli jedna rzecz zależy od drugiej, druga od trzeciej, trzecia od czwartej i tak dalej, to podstawa nadal się nie pojawia. Pojawia się tylko coraz dłuższy łańcuch zależności. A łańcuch bez punktu zaczepienia nie staje się wyjaśnieniem tylko dlatego, że jest bardzo długi albo nawet nieskończony.
Podobnie można to zobaczyć na przykładzie pożyczek. Jan ma pieniądze, bo pożyczył od Marka, Marek od Anny, Anna od Piotra. Taki ciąg można wydłużać. Ale jeśli nikt w całym układzie nie ma pieniędzy naprawdę własnych, tylko każdy je wyłącznie pożycza, to samo wydłużanie ciągu nie wyjaśnia, skąd wzięło się to, co jest przekazywane.
Tak samo ze światem. Jeżeli wszystko tylko odsyła do czegoś innego, a nigdzie nie ma punktu zaczepienia, to nie pojawia się wyjaśnienie. Pozostaje tylko odsyłanie dalej.
Dlatego pierwsza przyczyna nie jest „pierwszą rzeczą w kolejce”. Nie jest pierwszym klockiem domina. Nie jest najstarszym obiektem we wszechświecie. Nie jest czymś, co samo zostało wcześniej poruszone i jedynie stoi na początku szeregu.
Pierwsza przyczyna ma znaczyć coś innego: niezależną podstawę tego, co zależne.
I tu widać, dlaczego popularny zarzut „a co było przyczyną pierwszej przyczyny?” jest nietrafiony.
Ten zarzut działałby tylko wtedy, gdyby argument brzmiał: „wszystko ma przyczynę”. Ale mocniejszy argument tak nie brzmi.
On brzmi: rzeczy zależne nie mogą być swoim własnym ostatecznym oparciem.
Jeżeli coś jest zależne, pytanie brzmi, od czego zależy. Jeżeli coś jest skutkiem, pytanie dotyczy przyczyny. Ale pierwsza przyczyna nie ma być kolejnym zależnym skutkiem. Ma być tym, co nie jest zależne.
Zarzut „co spowodowało pierwszą przyczynę?” miesza więc dwa porządki. Traktuje pierwszą przyczynę tak, jakby była kolejnym zależnym elementem szeregu. Tymczasem cała jej rola polega właśnie na tym, że nie jest kolejnym ogniwem łańcucha.
Pytanie „co spowodowało pierwszą przyczynę?” oznacza w praktyce: „od czego zależy to, co z definicji nie jest zależne?”. Można nie zgadzać się, że taka niezależna podstawa istnieje. Ale nie można jej obalać tak, jakby była kolejną rzeczą zależną.
Teraz druga możliwość: może pierwszą przyczyną jest sam świat?
Ktoś może powiedzieć: „nie potrzeba niczego poza światem, bo świat sam jest podstawą”. To brzmi prosto, ale wcale nie rozwiązuje sprawy.
Bo trzeba zapytać: co znaczy „świat”?
Jeśli świat oznacza zbiór rzeczy zależnych, zmiennych, powiązanych i uwarunkowanych, to taki świat nie staje się niezależny tylko dlatego, że nazwaliśmy go całością.
To tak, jakby powiedzieć: każde ogniwo łańcucha wisi na poprzednim, ale cały łańcuch wisi sam na sobie. To nie jest wyjaśnienie. To tylko próba ukrycia problemu w większym słowie: „całość”.
Logika jest tu prosta: jeśli każdy element układu odsyła poza siebie, samo zebranie tych elementów razem nie tworzy jeszcze czegoś, co nie odsyła poza siebie. Jeśli ktoś twierdzi, że świat jako całość jest niezależny, musi to wykazać, a nie tylko nazwać świat samowystarczalnym.
Jeśli zaś ktoś mówi, że świat istnieje sam z siebie, nie może nie istnieć i ma podstawę w sobie, to przypisuje światu status czegoś absolutnego. Wtedy nie odrzuca pierwszej przyczyny. Po prostu mówi, że pierwszą przyczyną jest świat.
To nie jest ucieczka od metafizyki, tylko wybór innej metafizyki.
To wolno twierdzić. Ale trzeba to uzasadnić.
A świat, który znamy, nie wygląda na coś prostego, koniecznego i niezależnego. Wygląda raczej na coś zmiennego, złożonego i pełnego zależności.
Można też powiedzieć jeszcze inaczej: „świat po prostu jest i tyle”. To także jest możliwe stanowisko. Ale ono nie wyjaśnia. Ono ucina pytanie.
To trochę tak, jakby ktoś zapytał, na czym wisi łańcuch, a odpowiedź brzmiała: „po prostu wisi”. Można tak zakończyć rozmowę, ale to nie jest wyjaśnienie. To odmowa dalszego pytania.
Ktoś może jeszcze powiedzieć: nie trzeba punktu zaczepienia, bo łańcuch zależności jest nieskończony.
To brzmi sprytnie, ale problem zostaje ten sam.
Nieskończony łańcuch zależnych ogniw nadal nie daje punktu zaczepienia. Nieskończona liczba pożyczek nadal nie daje kogoś, kto ma pieniądze źródłowo.
Sama nieskończoność nie zmienia charakteru zależności. Wydłuża ciąg, ale nie daje podstawy. To, co zależne, nie staje się niezależne przez sam fakt, że ciągnie się bez końca.
Dlatego pytanie o pierwszą przyczynę nie jest pytaniem o to, czy potrafimy wskazać pierwszy element w czasie. Może nawet nie o to chodzi. Pytanie jest głębsze: czy zależność jako taka może istnieć bez czegoś niezależnego?
Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, to trzeba pokazać, jak łańcuch może wisieć bez punktu zaczepienia.
Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, pierwsza przyczyna nie jest dowolnym dodatkiem do rozumowania, lecz logicznym wnioskiem z samego problemu zależności.
Zarzut pierwszy: świat nie jest łańcuchem.
Oczywiście, że nie jest. Łańcuch nie ma opisywać świata, tylko pokazać różnicę między zależnością a punktem oparcia. Kto odrzuca obraz, nadal musi odpowiedzieć na właściwe pytanie: czy bardziej logiczna jest zależność mająca niezależną podstawę, czy zależność oparta wyłącznie na dalszej zależności?
Zarzut drugi: z zależności części nie wynika zależność całości.
To prawda, że nie każda cecha części przechodzi na całość. Każda cegła może być mała, a mur z tych cegieł już mały nie jest. Ale zależność, o której tu mówimy, nie jest zwykłą cechą rozmiaru, koloru czy kształtu. Chodzi o brak ostatecznej podstawy w sobie.
Jeśli każdy element układu nie ma własnego ostatecznego oparcia, to samo zebranie takich elementów razem nie tworzy jeszcze oparcia. Jeżeli ktoś twierdzi, że całość nagle zyskuje niezależność, powinien pokazać mechanizm tej zmiany, a nie tylko powołać się na samo słowo „całość”.
Nie wystarczy powiedzieć, że całość może mieć inne cechy niż części. Może mieć. Ale właśnie to trzeba pokazać. Nie chodzi o to, że całość nigdy nie może mieć cech innych niż części. Chodzi o to, że niezależności takiej całości nie wolno założyć bez wykazania.
Zarzut trzeci: świat może być faktem podstawowym.
Ktoś może powiedzieć: świat po prostu istnieje. Nie ma sensu pytać dalej.
To możliwe stanowisko, ale nie jest ono obaleniem pierwszej przyczyny. Jeśli świat jest faktem podstawowym, to sam zostaje czymś ostatecznym. Trzeba więc pokazać, że naprawdę ma podstawę w sobie.
Samo zdanie „świat po prostu istnieje” nie jest wyjaśnieniem, tylko zatrzymaniem pytania.
Zarzut czwarty: pierwsza przyczyna też jest tylko miejscem, w którym przestajemy pytać.
Krytyk może powiedzieć: ty zatrzymujesz pytanie na pierwszej przyczynie, ja zatrzymuję je na świecie. Obaj robimy to samo.
Nie całkiem.
Nie każde zatrzymanie pytania jest równie logiczne. Jeśli zatrzymujemy się na czymś zależnym, złożonym i zmiennym, zatrzymujemy się tam, gdzie pytanie nadal ma sens. Jeśli zatrzymujemy się na czymś, co ma być niezależną podstawą, zatrzymujemy się tam, gdzie pytanie o dalszą zależność nie działa w ten sam sposób.
Pierwsza przyczyna nie jest więc dowolnym miejscem, w którym ktoś postanowił przestać pytać. Jest wskazaniem na coś, co z samego sensu argumentu nie może być kolejnym zależnym ogniwem.
Zarzut piąty: nieskończony regres może wystarczyć.
Można powiedzieć: nie potrzeba pierwszej przyczyny, bo zależności ciągną się w nieskończoność.
Ale nieskończoność ciągu nie zmienia charakteru jego elementów.
Jeśli każde ogniwo jest zależne, to nieskończona liczba ogniw nadal nie daje punktu zaczepienia. Nieskończony regres może usuwać potrzebę wskazania pierwszego elementu w czasie, ale nie usuwa problemu podstawy.
Pierwsza przyczyna nie musi być pierwsza czasowo. Ma być pierwsza jako podstawa. Nie chodzi o to, co było najdawniej. Chodzi o to, bez czego zależność nie ma ostatecznego oparcia.
Zarzut szósty: słowo „zależność” jest za szerokie.
To dobry zarzut, jeśli tekst miesza różne przykłady bez wyjaśnienia. Roślina zależy od wody inaczej niż skutek od przyczyny. Energia zależy od układu inaczej niż pożyczone pieniądze od właściciela. Nie każda zależność jest tego samego rodzaju.
Dlatego trzeba powiedzieć jasno: przykłady mają tylko przybliżać problem. Właściwy argument dotyczy najgłębszej zależności — tego, czy coś ma ostateczną podstawę istnienia w sobie, czy jej nie ma.
Jeśli jej nie ma, nie może być ostatnim wyjaśnieniem. Może być ogniwem, etapem, warunkiem, skutkiem, nośnikiem albo elementem układu. Ale nie może być tym, na czym wszystko ostatecznie się opiera.
Zarzut siódmy: pierwsza przyczyna niczego nie wyjaśnia, tylko nadaje nazwę tajemnicy.
Ten zarzut trafia tylko wtedy, gdy ktoś oczekuje od argumentu więcej, niż on obiecuje. Argument z pierwszej przyczyny nie opisuje całej teologii, mechanizmu stworzenia ani natury Boga.
Pokazuje jedną rzecz: zależny świat nie może mieć ostatecznej podstawy w kolejnym zależnym elemencie. Pierwsza przyczyna jest więc minimalnym wnioskiem o niezależnej podstawie, nie pełnym opisem całej rzeczywistości.
Z samego tego argumentu nie wynika jeszcze wszystko o pierwszej przyczynie. Wynika jednak, jaką rolę musi pełnić: nie może być kolejnym ogniwem łańcucha.
Po przejściu przez zarzuty pytanie pozostaje to samo: co jest logiczniejsze? Uznać, że zależność ma niezależną podstawę, czy przyjąć, że cały porządek zależności wisi na niczym, na samym sobie albo na nieskończonym odsyłaniu?
Można odpowiedzieć na trzy sposoby.
Pierwsza droga: na niczym, świat po prostu jest.
Druga droga: na samym świecie, czyli świat jest czymś absolutnym.
Trzecia droga: na czymś niezależnym od świata zależnego, czyli na pierwszej przyczynie.
Pierwsza droga jest najsłabsza wyjaśniająco, bo w praktyce rezygnuje z wyjaśnienia.
Druga droga wygląda na mocniejszą tylko pozornie, bo nie rezygnuje z podstawy, lecz przenosi ją na sam świat. Musi jednak pokazać, że świat naprawdę jest niezależny, a nie tylko składa się z rzeczy zależnych.
Trzecia droga jest logicznie najmocniejsza, bo nie próbuje oprzeć zależnego na czymś równie zależnym.
Pierwsza przyczyna nie musi być łatwa do wyobrażenia. Nie musi być kolejnym obiektem w świecie. Właśnie nie powinna nim być, bo wtedy sama należałaby do szeregu rzeczy zależnych. Ma być tym, co wyjaśnia, dlaczego rzeczy zależne nie wiszą na niczym.
To nie kończy wszystkich sporów. Pokazuje jednak, że świat zależny bez niezależnej podstawy jest logicznie słabszy niż świat zależny oparty na pierwszej przyczynie.
Dlatego kto odrzuca pierwszą przyczynę, płaci cenę: albo robi ze świata byt konieczny i niezależny, albo przyjmuje nieskończony łańcuch bez punktu zaczepienia, albo zatrzymuje się na samym fakcie istnienia bez wyjaśnienia.
Teza o pierwszej przyczynie nie jest arbitralną metafizyczną deklaracją. Wynika z samego problemu zależności. Jeśli świat składa się z tego, co zmienne, uwarunkowane i niesamowystarczalne, to bardziej logiczne jest uznanie niezależnej podstawy niż twierdzenie, że całość zależności sama z siebie staje się niezależna.
Pierwsza przyczyna jest więc logiczniejsza od dwóch konkurencyjnych rozwiązań: od świata zawieszonego na samym fakcie istnienia oraz od świata ogłoszonego absolutem bez wykazania, że rzeczywiście ma w sobie podstawę własnego istnienia.
W tych alternatywach brakuje tego, co najważniejsze: logicznego przejścia od zależności do podstawy. Zdanie „świat po prostu jest” nie wynika z logiki zależności, tylko zatrzymuje pytanie. Zdanie „świat jest własnym absolutem” także nie wynika z logiki zależności, dopóki nie zostanie pokazane, że świat rzeczywiście ma w sobie niezależną podstawę istnienia.
Pierwsza przyczyna nie udaje, że suma zależnych elementów sama z siebie daje niezależność. Nie udaje też, że nieskończone odsyłanie jest fundamentem, a brak odpowiedzi — odpowiedzią.
Jej siła polega na prostym rozpoznaniu: jeśli coś jest zależne, nie może ostatecznie wisieć wyłącznie na innych rzeczach zależnych.
W pewnym sensie musi istnieć punkt zaczepienia: nie jako kolejny element szeregu, lecz jako niezależna podstawa tego, co zależne.
Właśnie ten punkt nazywamy pierwszą przyczyną.
Czytaj również: Pomiar nie jest rzeczywistością. O granicach ludzkiego odczytu świata
Autor: Andrzej Weiss, profil autora