
W mikrofirmie każde „tak” kadrowe jest jak wzięcie współpilota na pokład: od tej decyzji zależy kurs, komfort i bezpieczeństwo lotu. Nie masz działu HR, assessment center ani budżetu na modne systemy. Masz za to produkt, klientów, deadline’y i przeczucie, że właśnie teraz potrzebujesz pierwszych ludzi „na pokładzie”. Jak rekrutować tak, by nie spalić kultury, nie wpaść w pułapki „po znajomości” i nie zafundować sobie długów organizacyjnych? Ten felieton-poradnik to plan na pierwsze trzy zatrudnienia — prosty, powtarzalny i możliwy do wdrożenia w tydzień.
W małej firmie role nie są jeszcze betonem, a zakres prac zmienia się z tygodnia na tydzień. Zamiast zaczynać od tytułów („sprzedawca”, „PM”, „junior dev”), zacznij od misji stanowiska w jednym zdaniu. Przykład: „Zwiększyć liczbę rozmów sprzedażowych tygodniowo z 8 do 20, przy zachowaniu satysfakcji klientów na 4,7/5”. Dopiero potem wypisz 6–8 zadań krytycznych, które to umożliwią (np. prospecting, zimne maile, demówki, follow-upy, aktualizacja CRM). Z tej listy naturalnie wynikną kompetencje i próg wejścia. Taki opis chroni Cię przed pokusą zatrudnienia „sympatycznego generalisty, który coś ogarnie”. Twoja firma nie potrzebuje „czegoś” — potrzebuje konkretnego rezultatu.
Dobry proces rekrutacyjny nie musi być rozbudowany, ale musi być spójny i powtarzalny. Oto szkielet na jedną stronę:
Ten szkielet zabezpiecza trzy rzeczy: (1) mierzalny wynik (zadanie), (2) uczciwość (wszyscy mają te same pytania i kryteria), (3) kulturę (rozmowa o wartościach na przykładach). Nie potrzebujesz do tego HR-techu — wystarczy dyscyplina i dokument tekstowy.
Największym błędem mikrofirm jest rekrutowanie na podstawie wrażeń z rozmowy. Sympatia i „flow” potrafią oślepić. Próbka pracy (work sample) sprowadza rozmowę na ziemię: kandydat robi kawałek tego, co będzie robił u Ciebie. Jeśli szukasz sprzedawcy — niech napisze 3 maile do leadów (dostaje kontekst i zasady RODO). Jeśli szukasz PM-a — niech ułoży 2-tygodniowy plan i ryzyka dla konkretnego zadania. Jeśli marketingu — niech przygotuje szkic kampanii z hipotezami i metrykami. Oceniaj efekt według prostej karty: klarowność, adekwatność, jakość, samodzielność, komunikacja. To narzędzie lepiej przewiduje przyszłe wyniki niż „luźna rozmowa o doświadczeniu”, a jednocześnie jest fair — bo każdy dostaje te same warunki.
Drugi filar to wywiad ustrukturyzowany: z góry ustalony zestaw pytań, zadawany wszystkim kandydatom w tej samej kolejności, z punktacją według skali behawioralnej (np. 1–5: od „nie odpowiada” do „ponadprzeciętnie, z przykładem i danymi”). Pytania buduj w logice STAR (sytuacja–zadanie–akcja–rezultat), skupiając się na konkretnych zachowaniach. Przykłady:
Po rozmowie nie pytaj „czy nam się podoba?”, tylko spisz ocenę w punktach i krótkie uzasadnienie. Taki minimalny rygor zabiera magię „intuicji”, ale oddaje Ci sprawiedliwość i powtarzalność.
Polecenia są złotem w małych firmach, pod warunkiem, że nie skracają procesu. Ktoś poleca? Świetnie — dodaj kandydata do puli. Ale: dostaje te same pytania, to samo zadanie i tę samą ocenę. Inaczej budujesz kulturę „swoich”, a nie „najlepszych do misji”. To Twoja pierwsza linia obrony przed kumoterstwem i rozczarowaniem zespołu.
„Czy czujemy chemię?” — to pytanie zabija różnorodność, a ratuje ego. Rozmowę o kulturze oprzyj na wartościach opisanych zachowaniami. Przykład: „mówimy wcześniej niż później” — opisz kandydata konkretami: czy proaktywnie sygnalizuje ryzyko? „Lecimy na liczbach” — czy nawykowo podpiera wnioski danymi? „Bez dumy właścicielskiej” — czy bierze na siebie „nie moje” zadania, gdy pali się projekt? Pytaj o epizody, nie deklaracje. Wartości bez zachowań są plakatem. Zachowania bez wartości — chaosem.
Świat poszedł w maile i ankiety, ale w mikrofirmie najlepiej działa krótka rozmowa. Zadzwoń do byłego przełożonego lub klienta oraz do rówieśnika z zespołu. Zadaj te same 6 pytań: zakres odpowiedzialności, top 3 atuty, obszar do rozwoju, przykład trudnej sytuacji i reakcji, sposób pracy z innymi, „czy zatrudnił(a)byś ponownie?”. Nie pytaj o życie prywatne, nie sprawdzaj rzeczy prawnie wrażliwych — trzymaj się profesji. Dwa konkretne telefony potrafią zdjąć różowe okulary albo rozwiać nieuzasadnione obawy.
Oferta to nie tylko kwota. To także plan pierwszych 90 dni, z trzema kamieniami milowymi i miernikami sukcesu. Np. dla sprzedawcy: (30) poznanie ICP i skrypty, 60 rozmów; (60) 12 demówek/tyg., 2 zamknięcia; (90) pierwsze 5 klientów własnych, udział w definicji nowego segmentu. Dla PM-a: (30) przejęte ceremonie, jeden sprint bez opóźnień; (60) wdrożony system priorytetyzacji; (90) skrócenie lead time o 20%. Plan zabiera mgłę i pozwala obu stronom sprawiedliwie ocenić start. To też antydług kulturowy: kiedy wszyscy wiedzą, co jest „wygraną”, mniej jest rozczarowań i niedopowiedzeń.
Na start wystarczą trzy źródła: (1) Twoja sieć i społeczność produktu (newsletter, LinkedIn, grupy branżowe), (2) wyspecjalizowane jobboardy niszowe, (3) alumni kursów lub bootcampów z portfolio. Z każdego źródła podawaj taką samą ścieżkę aplikacji (formularz/ankieta + zadanie). Unikniesz chaosu i „zaginionych DM-ów”. Nie gonisz „idealnych CV” — gonisz misję roli. To zmienia dynamikę.
„Usiądź i zapytaj, jakby co” — to nie onboarding. Zrób listę kontrolną na 5 dni: dostęp do narzędzi, krótkie wideo o produkcie, demo z założycielem, zestaw „jak robimy X” (gotowe szablony), cienie pracy u dwóch osób, pierwsze małe zwycięstwo (task do zamknięcia w 48 h). Na koniec tygodnia — 30-min feedback w obie strony. To spina motywację i skraca czas „rozkręcania się”.
W mikrofirmie wynagrodzenia często są prostą mieszanką: bezpieczna podstawa + premia za wynik bliski produktowi + ewentualny minipakiet udziałowy lub premia roczna zależna od progu rentowności. Lepiej dać mniejszą podstawę i przejrzystą premię, niż większą podstawę i mglisty „bonus uznaniowy”. Ludzie akceptują mniejsze kwoty, jeśli wiedzą, co zmienia ich wypłatę i mają na to wpływ.
Duże organizacje mają procesy i sztaby ludzi, ale też bezwład. Ty masz przewagę: krótki obieg decyzji, bliskość klienta, możliwość błyskawicznej korekty. Strukturalny wywiad i próba pracy nie są „korporacyjne”. To po prostu najkrótsza droga do sprawiedliwej i trafnej decyzji. Dobrze przygotowane pierwsze trzy zatrudnienia ustawią kulturę na lata: minimalizm procesów, jasność ról, szacunek do faktów, a nie do wrażeń. To jest Twoja „architektura kultury”.
Na koniec dostajesz szybki pakiet, który możesz wkleić do swojej dokumentacji:
Pierwsze trzy zatrudnienia to nie „papierologia bez HR”, tylko fundament firmy: ludzie, którzy wejdą pierwsi, staną się później Twoją kulturą w działaniu. Zatrudniaj zgodnie z misją roli, pokazuj realną pracę, pytaj o konkretne zachowania, sprawdzaj referencje i dawaj jasny plan na start. To mniej romantyczne niż „szukać gwiazd”, ale bezpieczniejsze i skuteczniejsze. A mikrofirmy — właśnie dzięki prostym, mądrze uporządkowanym praktykom — potrafią wygrywać z większymi nie liczbą osób, lecz jakością decyzji.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.