Po sąsiedzku. Sąsiad z demencją – gdy ktoś się gubi, zostawia gaz, błąka się po klatce. Jak reagować po ludzku i zgodnie z prawem

Jerzy Biernacki
13.12.2025

W większości bloków „wszyscy się znają z widzenia”. Tym łatwiej zauważyć, że z kimś zaczyna dziać się coś niepokojącego. Sąsiad, który zawsze był konkretny i poukładany, nagle myli piętra, błąka się po klatce jakby szukał własnych drzwi, kilka razy dziennie pyta o to samo. Zdarza się, że zostawia otwarte drzwi wejściowe, nie zakręca gazu, wychodzi w kapciach zimą. Na początku można to zrzucić na „gorszy dzień” czy roztargnienie. Ale kiedy sytuacja się powtarza, intuicja podpowiada jedno: to może być demencja albo inna choroba otępienna.

Sąsiad z demencją to nie „problem bloku”, tylko chory człowiek, który żyje tuż obok i coraz gorzej radzi sobie z codziennością. Jednocześnie to realne zagrożenia: dla niego samego (upadki, zamarznięcie, zagubienie) i dla innych (pozostawiony gaz, ogień, zalanie mieszkania). Między obojętnością a „wezmę sprawy w swoje ręce” jest sporo miejsca na mądrą, ludzką reakcję – taką, która szanuje godność sąsiada, a jednocześnie nie udaje, że nie ma problemu.

Jakie sygnały może zauważyć sąsiad

Diagnozę stawia lekarz, nie sąsiad. Ale to właśnie ludzie z klatki często jako pierwsi widzą, że coś jest nie tak. Jeżeli mieszkasz ściana w ścianę, na tym samym piętrze czy nad kimś, wiele rzeczy po prostu „wpada w oko” albo „wpada w ucho”.

Niepokojące sygnały mogą być różne, na przykład:

  • sąsiad kilka razy dziennie wychodzi z mieszkania i jakby zapomina, dokąd szedł – krąży po korytarzu, zagląda do innych drzwi, myli piętra;
  • pojawiają się częste pytania o to samo („gdzie tu jest przystanek?”, „które to piętro?”) nawet w krótkich odstępach czasu;
  • z mieszkania dochodzi intensywny zapach przypalonego jedzenia, widać dym z okapu, a sąsiad wydaje się nie reagować;
  • współmieszkańcy bloku kilka razy musieli przypominać o zakręceniu gazu albo zakręcić go sami;
  • drzwi do mieszkania często zostają otwarte na oścież, choć w środku nikogo nie widać;
  • sąsiad wychodzi z domu w nieadekwatnym stroju – w kapciach i cienkim swetrze przy mrozie, z gołą głową podczas ulewy, bez kluczy, dokumentów;
  • osoba starsza ucieka z mieszkania, błąka się w piżamie po klatce lub podwórku, wygląda na zagubioną, przestraszoną, ale jednocześnie upiera się, że „musi iść do pracy” albo „wraca do domu”, choć od dawna jest u siebie.

Żaden pojedynczy epizod nie musi od razu oznaczać choroby. Ale powtarzające się zachowania, które wcześniej nie występowały, są sygnałem, że coś się zmienia. I że być może rodzina lub opiekunowie potrzebują sygnału także od sąsiadów, którzy widzą więcej niż lekarz podczas krótkiej wizyty.

Demencja to choroba, nie złośliwość czy „lenistwo”

W potocznym języku wciąż zdarza się mówić „zdziwaczał”, „psuje się na starość”, „robi na złość”. Tymczasem demencja i choroba Alzheimera to konkretne schorzenia, w których dochodzi do uszkodzenia mózgu. To nie jest kwestia złej woli, gorszego charakteru ani „niewychowania”. Osoba z otępieniem traci orientację w czasie i przestrzeni, gorzej zapamiętuje nowe informacje, może mieć kłopot z rozpoznawaniem miejsc i ludzi, z oceną ryzyka.

Dlatego sąsiad z demencją może szczerze wierzyć, że nic złego się nie dzieje: że przecież „zakręcił gaz”, że „jest u siebie w domu”, że „musi iść do pracy”, której od lat nie wykonuje. Z zewnątrz wygląda to jak upór, ale w środku to często lęk, chaos, trudne do opisania poczucie zagubienia. Zrozumienie, że patrzymy na objawy choroby, a nie „złośliwość”, bardzo pomaga zachować spokój i nie reagować złością.

Twoja rola jako sąsiada – nie lekarz, ale ważny świadek

Sąsiad nie ma obowiązku stawać się domowym terapeutą ani pielęgniarzem. Masz swoje życie, pracę, rodzinę. Ale to właśnie sąsiedzi są najbliższymi świadkami codzienności – widzą, czy ktoś od tygodni nie wychodzi z domu, czy nie chodzi nocami po klatce, czy nie stwarza niechcący zagrożeń. Taka wiedza bywa kluczowa zarówno dla rodziny chorego, jak i dla lekarzy, pracowników socjalnych czy policji.

Twoja rola może być szczególnie ważna, gdy:

  • nie ma bliskiej rodziny albo mieszka daleko;
  • rodzina minimializuje problem („tato trochę zapomina, ale daje radę”), a ty widzisz, że „dawanie rady” już dawno się skończyło;
  • sąsiad mieszka sam, a objawy postępują – coraz częściej się gubi, częściej dochodzi do niebezpiecznych sytuacji.

Bycie „świadkiem” oznacza też, że możesz zacząć spisywać niepokojące sytuacje – choćby w telefonie, w formie krótkich dat i dwóch zdań opisu. Taka lista bywa bardzo pomocna, kiedy przychodzi moment rozmowy z rodziną, z ośrodkiem pomocy społecznej czy z lekarzem.

Sytuacje nagłe: co robić, kiedy jest realne zagrożenie

Są momenty, w których nie ma czasu na długie rozważania. Jeśli czujesz zapach gazu na klatce, widzisz dym wydobywający się z mieszkania, słyszysz wołanie o pomoc albo widzisz zagubioną, wychłodzoną osobę starszą – trzeba działać tu i teraz, niezależnie od tego, jak oficjalnie nazywa się jej choroba.

Przykładowe sytuacje i możliwe kroki:

  • Zapach gazu, dym, ryzyko pożaru. Najpierw zadbaj o swoje bezpieczeństwo – nie włączaj oświetlenia, nie używaj otwartego ognia, wietrz klatkę, jeśli to możliwe. Alarmuj innych sąsiadów. Wzywaj służby ratunkowe (112). Jeśli znasz rodzinę chorego i możesz szybko zapukać, zrób to równolegle, ale nie zamiast telefonu po pomoc.
  • Błąkanie się po klatce, podwórku, w nieadekwatnym stroju. Podejdź spokojnie, przedstaw się, mów prostym językiem. Zaproponuj, że odprowadzisz do mieszkania. Jeżeli osoba nie potrafi wskazać numeru mieszkania, możesz zapytać innych sąsiadów, ochronę, administrację. Gdy nie udaje się ustalić, skąd ta osoba wyszła – w sytuacji zagrożenia (mróz, noc, brak butów) warto wezwać policję lub pogotowie.
  • Osoba zamknięta w mieszkaniu, krzyk, prośby o pomoc. Spróbuj na spokojnie zapytać przez drzwi, co się dzieje. Jeśli z rozmowy wynika, że może być zagrożone zdrowie lub życie (upadek, ból, brak możliwości wstania, podejrzenie udaru, ataku serca), nie wahaj się wezwać pogotowia ratunkowego, nawet jeśli sąsiad nie życzy sobie „karetki”. To nie jest donos – to reakcja na realne niebezpieczeństwo.

W Polsce nie ma kar za to, że „na wszelki wypadek” wezwałeś pomoc, gdy obawiałeś się o czyjeś życie lub zdrowie. Są natomiast przepisy, które przewidują odpowiedzialność za zaniechanie pomocy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. Lepiej zadzwonić jeden raz „za dużo” niż o jeden raz za późno.

Rozmowa z rodziną – jak powiedzieć, że coś jest nie tak

Jeśli wiesz, że sąsiad z demencją ma bliskich – dzieci, wnuki, rodzeństwo – ważne, żeby nie zatrzymywać obserwacji dla siebie. Rodzina nie zawsze widzi to, co dzieje się na klatce czy pod blokiem. Ktoś wpada na godzinę, przywozi zakupy, rozmawia chwilę przy herbacie – i naprawdę może nie zauważyć, że tata błąka się po nocach albo myli piętra.

Jak rozmawiać, żeby nie zabrzmieć jak oskarżyciel?

  • zamiast oceniać („nie radzicie sobie z mamą”), opisuj konkrety („w ostatnim tygodniu trzy razy widziałam ją błąkającą się po klatce w piżamie”);
  • mów w pierwszej osobie („martwię się”, „niepokoi mnie”), a nie w formie wyroku („to jest skandal”, „jak można tak zaniedbać rodzica”);
  • podkreśl, że celem jest bezpieczeństwo sąsiada, nie kontrolowanie rodziny;
  • możesz zaproponować wspólne poszukanie informacji o pomocy – lekarzu, poradni pamięci, ośrodku pomocy społecznej, stowarzyszeniach wspierających osoby z demencją i ich opiekunów.

Nie musisz znać wszystkich przepisów. Możesz powiedzieć wprost: „Nie jestem specjalistą, ale wiem, że są poradnie pamięci, lekarze geriatrzy, ośrodek pomocy społecznej w gminie. Może warto tam zadzwonić, zanim wydarzy się coś poważniejszego?”. Czasem taki impuls z zewnątrz pomaga rodzinie zrobić krok, którego długo się bała.

A jeśli nie ma rodziny albo nikt nie reaguje?

Zdarza się, że osoba z demencją żyje zupełnie sama. Bliscy nie żyją, mieszkają bardzo daleko albo nie utrzymują kontaktu. Bywa i tak, że rodzina widzi problem, ale jest kompletnie przeciążona – pracą, własnym zdrowiem, innymi obowiązkami – i „odkłada” na później konieczne decyzje. W takich sytuacjach sąsiad nie ma narzędzi, by samodzielnie „załatwić” choremu opiekę, ale nie jest też bezradny.

Możliwe ścieżki działania to na przykład:

  • zgłoszenie sytuacji do ośrodka pomocy społecznej (MOPS/OPS) w gminie – pracownik socjalny ma obowiązek przyjrzeć się sprawie, przeprowadzić wywiad środowiskowy, ocenić, jakiej pomocy trzeba;
  • kontakt z administracją lub zarządcą budynku – nie po to, by „pozbyć się problemu”, ale żeby wiedzieli, że w bloku mieszka osoba, która może wymagać szczególnej troski (np. przy awariach, remontach, ewakuacji);
  • rozmowa z dzielnicowym – policja w wielu miejscach zajmuje się także sytuacjami osób starszych, zagubionych, wymagających wsparcia; takie informacje nie trafiają automatycznie „do rejestru przestępców”, ale pomagają służbom reagować adekwatnie, gdy znów coś się wydarzy.

Nie zastąpisz rodzinie trudnych decyzji o leczeniu, opiece całodobowej czy ewentualnym ubezwłasnowolnieniu. Ale możesz sprawić, że system dowie się o istnieniu człowieka, który sam nie potrafi już o siebie zawalczyć. To często pierwszy krok do tego, by ktoś w ogóle przyjrzał się jego sytuacji.

Pomoc tak, ale bez łamania prawa i godności

Intuicja podpowiada czasem radykalne rozwiązania: „zabierzmy mu klucze, niech nie wychodzi”, „odetnijmy gaz”, „zamknijmy drzwi na dwa zamki, to przestanie błąkać się nocami”. Takie działania mogą wydawać się „dla jego dobra”, ale w praktyce oznaczają pozbawianie dorosłego człowieka podstawowych praw – bez wyroku sądu, bez opinii lekarzy, tylko na podstawie sąsiedzkiego przekonania, że „tak będzie lepiej”.

W polskim prawie istnieją procedury dotyczące sytuacji, w których osoba z poważnymi zaburzeniami (w tym z otępieniem) zagraża sobie lub innym. Decyzje o przymusowym leczeniu, umieszczeniu w domu pomocy społecznej bez zgody czy ubezwłasnowolnieniu zapadają jednak w sądzie, w oparciu o dokumentację medyczną, opinie biegłych i wniosek osób uprawnionych. Sąsiad może te procedury zainicjować pośrednio – na przykład zgłaszając problem do OPS czy lekarza – ale nie powinien samodzielnie „zamykać” chorego w domu.

W praktyce oznacza to, że:

  • możesz zwrócić uwagę rodzinie, że pozostawienie samej osoby z zaawansowaną demencją jest niebezpieczne;
  • możesz zgłosić sytuację do instytucji, które mają narzędzia do działania;
  • nie powinieneś sam zabierać kluczy, odcinać mediów, wyrzucać osobistych rzeczy, decydować za chorego o miejscu pobytu.

Granica bywa cienka, bo czasem „ratowanie życia” wymaga zrobienia czegoś wbrew woli osoby (na przykład wyprowadzenia ją z zadymionego mieszkania). Tu warto kierować się zdrowym rozsądkiem: działamy możliwie minimalnie, tylko tyle, ile trzeba, a potem oddajemy sprawę w ręce służb.

Jak rozmawiać z sąsiadem z demencją na co dzień

Demencja nie zabiera człowiekowi całkowicie poczucia godności ani potrzeby bycia traktowanym poważnie. Nawet jeśli sąsiad nie pamięta twojego imienia, nie kojarzy, na którym piętrze mieszkasz i który mamy rok, nadal jest osobą, a nie „przypadkiem medycznym”. Sposób, w jaki się do niego zwracasz, naprawdę ma znaczenie.

Na co dzień pomaga kilka prostych zasad:

  • mów spokojnie, wyraźnie, krótkimi zdaniami zamiast długich wywodów;
  • zadawaj jedno pytanie naraz („Czy chce pan, żebyśmy poszli razem do mieszkania?” zamiast „Może wejdziemy, zrobię herbatę, a potem zadzwonię do pani córki?”);
  • unikaj kłótni i ostrego poprawiania („przecież to nie ten blok”) – zamiast tego możesz „wejść” w jego tok myślenia i łagodnie przekierować („Myśli pan o dawnym mieszkaniu, a teraz ma pan nowe tu, na trzecim piętrze. Chodźmy zobaczyć”);
  • nie mów o człowieku przy nim tak, jakby go nie było („on nic nie rozumie”, „z nim się już nie da pogadać”);
  • jeśli proponujesz pomoc, rób to tak, żeby zostawić sąsiadowi poczucie sprawczości („Czy pozwoli pan, że przytrzymam drzwi?” zamiast „Ja muszę to za pana zrobić”).

Nie mamy wpływu na przebieg choroby, ale mamy wpływ na to, ile w tej chorobie zostanie zwykłego szacunku. To, jak mówi do chorej osoby lekarz czy opiekun, to jedno. To, jak mówi do niej codziennie sąsiad z klatki – to drugie, wcale nie mniej ważne.

Sąsiedzka sieć wsparcia – nie udawaj, że jesteś sam

Opiekunowie osób z demencją często słyszą zachętę, by nie zostawać samym z chorobą: korzystać z grup wsparcia, szukać pomocy w OPS, stowarzyszeniach, poradniach. Podobna zasada dotyczy sąsiadów. Jeżeli na twojej głowie jest zgłaszanie wszystkich niepokojących sytuacji, otwieranie drzwi, pilnowanie gazu, to szybko może okazać się za dużo.

Warto więc:

  • wymienić się numerami telefonów z innymi zaufanymi sąsiadami, którzy też widzą sytuację i mogą reagować;
  • umówić się, kto może w razie czego zadzwonić do rodziny, gdy coś się dzieje (żeby nie było tak, że zawsze ta sama osoba bierze to na siebie);
  • zachęcić rodzinę do zostawienia kartki przy drzwiach w dyskretnym miejscu z numerem kontaktowym do opiekuna – dla służb, administracji, innych mieszkańców;
  • na zebraniu wspólnoty delikatnie poruszyć temat wsparcia dla tego konkretnego sąsiada, bez „prania brudów”, ale z podkreśleniem bezpieczeństwa wszystkich.

Nie chodzi o tworzenie „komitetu do spraw pana X”, tylko o to, byś nie czuł, że jesteś jedyną osobą w bloku, która zauważa problem. Demencja to choroba całej sieci relacji, nie tylko „sprawa rodziny”. Sąsiedzi mogą być cieniem ochronnym – ale pod warunkiem, że nie są w tym osamotnieni.

Dbając o sąsiada, nie zapominaj o sobie

Obserwowanie postępującej demencji z bliska bywa emocjonalnie trudne, nawet jeśli to „tylko” sąsiad. Złość na sytuacje zagrożenia, bezsilność wobec braku reakcji rodziny, współczucie, lęk, że kiedyś my sami możemy być w podobnym położeniu – to wszystko układa się w ciężki pakiet. Warto dać sobie prawo do emocji i do szukania wsparcia.

Jeśli czujesz, że sytuacja cię przerasta, możesz porozmawiać z kimś zaufanym: innym sąsiadem, zaprzyjaźnionym lekarzem, pracownikiem socjalnym. Możesz też zadzwonić do organizacji, które zajmują się chorobami otępiennymi – często oferują poradnictwo nie tylko dla rodzin, ale też dla osób z otoczenia chorego. Tam usłyszysz, że to dobrze, że reagujesz. I że masz prawo jednocześnie pomagać i stawiać granice.

Bycie dobrym sąsiadem nie oznacza brania całej odpowiedzialności na swoje barki. Oznacza raczej, że nie odwracasz wzroku, gdy tuż obok kogoś cichy chaos zamienia się w zagrożenie. A potem – że robisz to, co realnie możesz: dzwonisz, rozmawiasz, informujesz odpowiednie instytucje. Bez heroizmu, bez wchodzenia w rolę sędziego. Po prostu po ludzku.

Źródła

  • https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/opieka-nad-chorym-z-demencja – artykuł na portalu Pacjent.gov.pl o tym, jak organizować opiekę nad osobą z demencją, w tym o bezpieczeństwie w domu i roli opiekuna.
  • https://pacjent.gov.pl/aktualnosc/poradnik-dla-opiekunow-osob-chorych-na-alzheimera – poradnik dla opiekunów osób z chorobą Alzheimera przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia, z praktycznymi wskazówkami dotyczącymi funkcjonowania chorego w domu i w społeczności.
  • https://alzheimer-waw.pl – strona Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera, informacje o chorobie, poradniki, dane kontaktowe do stowarzyszeń i telefon zaufania.
  • https://alzheimer.org.uk – strona Alzheimer’s Society (Wielka Brytania), materiały o zachowaniach typowych dla demencji (w tym „chodzenie bez celu”, błądzenie) oraz sposobach reagowania bliskich i sąsiadów.
  • https://www.nia.nih.gov/health/alzheimers-changes-behavior-and-communication – artykuł National Institute on Aging (USA) o zmianach zachowania i komunikacji w chorobie Alzheimera, z praktycznymi wskazówkami, jak rozmawiać z osobą z otępieniem.
Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie