Sąsiedzkie aplikacje i obywatelski monitoring: troska o wspólnotę czy cyfrowa inkwizycja?

Redakcja
13.09.2025

Na pierwszy rzut oka to spełnienie marzeń o bliskości: aplikacje „dla sąsiadów”, grupy osiedlowe, kamerki przy drzwiach, domowe wideodomofony. Chcemy czuć się bezpieczniej, szybciej sobie pomagać, oddać znaleziony klucz czy ostrzec przed fałszywym „inkasentem”. Ale pod spodem rodzi się nowa dynamika: prywatne narzędzia bezpieczeństwa zaczynają wyznaczać granice wolności w przestrzeni wspólnej, a z „dobrych intencji” czasem wyrasta nieformalny nadzór. Ten felieton jest o cienkiej linii między troską a podejrzliwością – i o tym, jak nie zamienić sąsiedztwa w cyfrowy posterunek.

Od czujnego sąsiada do platformy z megafonem

W każdym mieście istniały kiedyś oddolne formy kontroli społecznej: cieć na podwórku, „dyżurny” w klatce, kartka na tablicy ogłoszeń. Nowością nie jest więc sama czujność, tylko skala i prędkość jej dystrybucji. Aplikacje osiedlowe, gdzie jeden wpis potrafi dotrzeć do setek osób w kilka sekund, czynią z jednostkowego wrażenia – „ktoś kręci się pod klatką” – niemal komunikat alarmowy. Dają też złudzenie, że każdy może być redaktorem bezpieczeństwa, a więc interpretować rzeczywistość z pozycji megafonu: to ja decyduję, co jest „dziwne”, „podejrzane”, „obce”. Problem zaczyna się tam, gdzie wrażenie zamienia się w fakt, a fakt w zarzut – na oczach całej okolicy.

Ekonomia strachu i bodźców

Cyfrowe sąsiedztwa rządzą się tymi samymi prawami co reszta internetu: treści pobudzające – sensacyjność, konflikt, zagrożenie – mają przewagę nad spokojnym komunikatem. Dla wielu aplikacji to po prostu „engagement”: powiadomienia o incydentach klikają się lepiej niż nudne ogłoszenia o zebraniu wspólnoty. Psychologia zna ten mechanizm jako błąd dostępności – jeśli bodziec pojawia się często i głośno, zaczynamy wierzyć, że zjawisko jest częstsze niż w rzeczywistości. Paradoks? Im więcej notyfikacji o „podejrzanym przechodniu”, tym silniejsze poczucie zagrożenia, choć przestępczość realnie nie musi rosnąć. W rezultacie rośnie skłonność do nadmiernych reakcji: dzwonienia na policję w sprawach błahych, wrogości wobec obcych, agresji słownej – i technologicznego „doposażenia” (kolejne kamerki, czujniki, czarne listy).

Moderacja i uprzedzenia: gdy platforma podbija echo

Najtrudniejsze pytanie brzmi: kto ustala reguły rozmowy o bezpieczeństwie i jak filtruje stereotypy? W części serwisów moderacja spoczywa na wolontariuszach – „liderach” dzielnicy – oraz na automatycznych filtrach. To brzmi demokratycznie, ale bywa mieczem obosiecznym. Lokalny moderator nie musi być przygotowany do gaszenia sporów na tle etnicznym czy klasowym, algorytm zaś nie rozumie niuansu. W efekcie społeczności potrafią wpaść w koleiny: cyklicznie wracające posty o „podejrzanych” ludziach, których jedyną „winą” jest wygląd, strój czy akcent; masowe wątki o bezdomnych, w których empatia przegrywa z frustracją; wykluczanie młodzieży, dostawców czy osób „z zewnątrz”. Gdy platforma nie zareaguje projektowo – wymuszając opis zachowania zamiast wyglądu, przypominając o zasadzie „najpierw fakt, potem wniosek” – echo się wzmacnia. Mniej postów neutralnych, więcej emocjonalnych – i spirala się kręci.

Kamera jako argument, czyli „mam nagranie”

Upowszechnienie wideodomofonów i domowych kamerek przeniosło spór z poziomu opinii na poziom „dowodu”. Wystarczy link do nagrania z klatki, zdjęcie z chodnika, zrzut ekranu – i już mamy sąsiedzki „acta non verba”. Problem w tym, że wideo rzadko pokazuje kontekst: nie wiemy, czy osoba błądziła, czekała na znajomego, szukała adresu. Wiemy tylko, że była. A z obecności łatwo zrobić insynuację. Dodatkowo wiele urządzeń rejestruje przestrzeń poza granicą prywatnego terenu: klatkę schodową, chodnik, schody wspólne. Ktoś sfilmowany przypadkiem staje się nagle bohaterem wątku – z twarzą, z sylwetką, z ubraniem. Z punktu widzenia prawa i etyki to terytorium minowe: cudzy wizerunek, cudze dane, cudze prawo do bycia anonimowym przechodniem.

Prawo jest mniej intuicyjne, niż myślisz

W wielu krajach zasada jest podobna: jeśli kamera rejestruje wyłącznie Twoją posesję, sprawa jest dość prosta – odpowiadasz za bezpieczeństwo sprzętu i przechowywanie nagrań, ale nie wchodzisz w reżim pełnej ochrony danych. Kiedy jednak obiektyw „wycieka” w przestrzeń wspólną – na chodnik, klatkę, sąsiedni balkon – zaczynają obowiązywać ostrzejsze reguły: minimalizacja tego, co nagrywasz, jasna informacja, gdzie trafiają dane, komu je udostępniasz i na jak długo. Wspólnoty mieszkaniowe nierzadko mają własne regulaminy, a organy ochrony danych publikują praktyczne poradniki dla właścicieli takich instalacji. Brzmi skomplikowanie? Bo takie jest – ale to cena, jaką płacimy za prawo do prywatności naszych sąsiadów. Sprowadza się to do uczciwej zasady: nagrywaj tyle, ile musisz, nie tyle, ile możesz.

AI i biometryka w bramie klatki

Nowy element układanki to sztuczna inteligencja. Rozpoznawanie twarzy, „wykrywanie podejrzanych zachowań”, automatyczne alerty – to już nie jest futurystyczna wizja z filmów, lecz katalog funkcji, które producenci chętnie dołączają do urządzeń smart home. Tu jednak granice wyznacza nie tylko etyka, ale i prawo. W Unii Europejskiej rośnie reżim ograniczeń wobec biometrii i praktyk uznanych za nieakceptowalne: manipulowanie zachowaniami, „emotional AI” w pracy i szkole, niektóre formy społecznego „punktowania” obywateli, a także stosowanie biometrii w przestrzeni publicznej bez twardych gwarancji. Dla przeciętnego użytkownika bramofonu oznacza to jedno: lepiej dwa razy sprawdzić, co właściwie robi nasz „inteligentny” sprzęt i jaką logikę analizy danych włącza w tle. I czy na pewno chcemy, aby automat oznaczał „dziwnego gościa” tylko dlatego, że stał dwie minuty przy windzie.

Miękkie prawo wspólnoty: zasady, które warto uzgodnić

Prawo państwowe to jedno, ale życie toczy się w mikroładzach: wspólnotach, spółdzielniach, radach osiedli. To tam można przyjąć kodeks rozsądku, który nie wyklucza bezpieczeństwa, ale trzyma w ryzach obsesję. Oto proste reguły, które działają: po pierwsze, publikujemy w aplikacjach opisy zachowania, nie wyglądu („mężczyzna w czarnej kurtce zaglądał po kolei do skrzynek na listy”, zamiast „podejrzany facet o ciemnej karnacji”). Po drugie, nie wrzucamy wizerunków przechodniów, jeśli nie popełniają przestępstwa – a jeśli już robimy to w porozumieniu ze wspólnotą, to po konsultacji z policją i z wyraźnym uzasadnieniem. Po trzecie, transparentnie informujemy sąsiadów o kamerach – gdzie patrzą, jak długo przechowują nagrania i jak zgłosić prośbę o usunięcie materiału. Po czwarte, nie urządzamy „polowań” na osoby bezdomne czy młodzież – bezpieczeństwo nie jest pretekstem do dehumanizacji.

Polski kontekst: kultura, nie tylko przepisy

Polskie osiedla przyspieszyły cyfrowo: czaty w komunikatorach, aplikacje do ogłoszeń, systemy domofonowe z kamerą. Technologia jest ta sama, co na Zachodzie, ale nawyki bywają odmienne. Z jednej strony mamy wciąż żywe poczucie wspólnoty klatkowej – „ktoś nam tu kręci interesami” – z drugiej zakorzenioną nieufność do „obcych” i państwa. To mieszanka, która sprzyja szybkim osądom i sąsiedzkiemu „sądowi 24/7”. Tymczasem dojrzała wspólnota nie odmawia technologii, lecz oswaja ją kulturą: jasnymi zasadami, domyślną życzliwością, odruchem „sprawdzę dwa razy, zanim oskarżę”. Warto to sobie powiedzieć wprost: bez takiej kultury nawet najlepsze przepisy i najnowocześniejsze sprzęty nie uratują nas przed zrobieniem krzywdy komuś, kto po prostu zabłądził pod naszym blokiem.

„Mam prawo nagrywać” kontra „mam prawo być zostawiona w spokoju”

Te dwa zdania ścierają się dziś na klatkach i w wątkach aplikacji częściej, niż sądzimy. Tak – masz prawo zabezpieczać swoje mienie. Ale tak – Twój sąsiad ma prawo nie być rejestrowany, udostępniany i omawiany publicznie za każdym razem, gdy przejdzie z wózkiem pod Twoimi drzwiami. Pomiędzy tymi prawami jest przestrzeń kompromisu: technicznego (maska prywatności, ograniczenie pola widzenia, krótsze retencje), komunikacyjnego (tabliczka informacyjna, kontakt do administratora systemu) i społecznego (zasada: najpierw porozmawiaj, dopiero potem publikuj). To nie są „miękkie fanaberie”. To praktyki, które realnie obniżają temperaturę sąsiedzkich konfliktów i chronią nas przed wytwarzaniem atmosfery permanentnego podejrzenia.

Odważna teza na koniec: prawdziwe bezpieczeństwo jest ciche

Największą iluzją epoki jest przekonanie, że więcej kamer, alertów i wątków o „incydentach” równa się większe bezpieczeństwo. Czasem bywa odwrotnie: im głośniej rozmawiamy o zagrożeniu, tym słabiej rozróżniamy, co nim jest. Prawdziwe bezpieczeństwo w sąsiedztwie ma inne atrybuty: znajomość imion, telefon do opiekuna klatki, życzliwy zwyczaj podniesienia słuchawki domofonu, gdy kurier nie może wejść, a starsza sąsiadka czeka na lek. Technologia powinna tu być służebna – pomagać, a nie decydować. Jeśli zamienia nas w ławę przysięgłych w sprawie każdego przechodnia, coś poszło nie tak. Jeśli uczy nas rozmawiać ciszej, ostrożniej, mądrzej – wtedy ma sens.

Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.

Źródła i dalsza lektura

• ICO (UK) – praktyczny poradnik dla osób instalujących domowe CCTV i wideodomofony: https://ico.org.uk/for-the-public/home-cctv-systems/

• GOV.UK – rządowe wytyczne dotyczące domowych systemów CCTV (co wolno, obowiązki informacyjne, retencja): https://www.gov.uk/government/publications/domestic-cctv-using-cctv-systems-on-your-property/domestic-cctv-using-cctv-systems-on-your-property

• The Guardian – o zmianie polityki Amazon Ring w USA (koniec narzędzia ułatwiającego policji proszenie o nagrania bez nakazu): https://www.theguardian.com/technology/2024/jan/24/police-warrant-amazon-ring-footage

• EFF – krytyczna analiza relacji Ring–policja i ryzyk nadzoru sąsiedzkiego (omówienia, tło, postulaty): https://www.eff.org/deeplinks/2019/08/five-concerns-about-amazon-rings-deals-police oraz aktualizacja trendów: https://www.eff.org/deeplinks/2025/07/amazon-ring-cashes-techno-authoritarianism-and-mass-surveillance

• ACLU – komentarz do wycofania mechanizmu policyjnych próśb o nagrania w Ring oraz szersze ryzyka prywatności: https://www.aclu-il.org/en/news/amazon-drops-neighborhood-surveillance-program

• University of Houston – badanie o wpływie aplikacji sąsiedzkich na percepcję przestępczości (błąd dostępności): https://www.uh.edu/news-events/stories/2023/march-2023/03272023-fetterman-neighborhood-app-crime-fears.php oraz omówienie: https://www.govtech.com/public-safety/study-neighborhood-apps-skew-perceptions-of-crime-danger

• Wired – studium przypadku zmian w Nextdoor po krytyce za profilowanie rasowe; projektowe ograniczanie stronniczości w zgłoszeniach: https://www.wired.com/2016/08/nextdoor-breaks-sacred-design-rule-end-racial-profiling/

• Parlament Europejski – przewodnik po AI Act (zakazy praktyk wysokiego ryzyka, w tym ograniczenia biometrii w przestrzeni publicznej): https://www.europarl.europa.eu/topics/en/article/20230601STO93804/eu-ai-act-first-regulation-on-artificial-intelligence oraz kompas przepisów: https://artificialintelligenceact.eu/article/5/

• Nextdoor – oficjalne wytyczne społeczności przeciwko profilowaniu (dla kontekstu, jak platformy próbują uczyć użytkowników): https://help.nextdoor.com/s/article/Prevent-racial-profiling

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie