Szkoła po TikToku: czy „stara matura” ma sens w nowym świecie krótkiej treści

Redakcja
01.09.2025

W klasie maturalnej siedzą dwa światy. Pierwszy – podręcznik, lektury, wypracowanie na 250 słów, arkusz z zadaniami. Drugi – krótkie wideo, slajdy, memy, mikroeseje doprawione emotikonem. Te światy nie muszą się zwalczać. Ale dziś często się mijają. „Stara matura” nagradza długie formy i cierpliwe argumenty, TikTok – tempo i błyskotliwość. Ten felieton nie będzie lamentem nad „upadkiem czytelnictwa”. Będzie pytaniem: czego naprawdę chcemy uczyć i jak to zrobić bez zdrady jednego z tych światów.

Atencja: waluta XXI wieku

Szkoła zakłada, że uwagę „się ma”. Internet zakłada, że uwagę „się zdobywa”. Uczeń doświadcza dysonansu: lekcja jest jak wykład z lat 90., a jego mózg przyzwyczajony do pętli bodźców. Nie demonizujmy neurobiologii – nie „zepsuły” jej aplikacje. Zmienił się kontekst. Jeśli nie zmienimy rytmu dydaktyki, przegramy walkę, zanim zaczniemy pisać temat lekcji na tablicy.

Krótkie formy nie są wrogiem głębi

Haiku nie jest gorsze od epopei. 90-sekundowe wideo też może być dobre – jeśli wymusza esencję. Problem zaczyna się, gdy krótkie formy są jedynym językiem ucznia. Naszym zadaniem nie jest ich zakazywać, ale nauczyć tłumaczenia: jak zrobić z 90 sekund szkic tezy, który potem rozwiniesz do 250 słów; jak z mema zbudować przykład retoryczny, a z wątku w mediach – analizę źródła.

„Stara matura” – co w niej cenne

Umiejętność trzymania linii argumentu przez kilka akapitów, praca z tekstem, który nie ma przycisków „lubię to”, cierpliwość w weryfikowaniu źródeł. To nie relikwie. To kompetencje obywatelskie. Nie musimy ich porzucać. Wystarczy przestać udawać, że uczymy w próżni. Uczeń ma w kieszeni cały świat. I to dobrze – bo może sięgnąć po kontekst, zamiast go wymyślać.

Nowa didaktyka: tłumaczenie światów

Wyobraźmy sobie lekcję, która zaczyna się od 90-sekundowego klipu – streszczenia motywu „bohatera tragicznego” – a kończy wypracowaniem. Albo matematykę, na której uczeń tworzy 60-sekundowy tutorial do zadania, a potem pisze tekst o błędach, które popełnił. „Od klipu do eseju” to nie sztuczka, tylko pomost. Krótkie, by zdobyć uwagę. Długie, by zbudować rozumienie.

Ocena: więcej rubryk, mniej nastroju

Jeśli nauczyciel jest jedynym sędzią „dobre/złe”, uczeń gra pod gust. Rubryki oceny – klarowne kryteria języka, struktury, argumentu – zdejmują presję domysłu. Uczeń wie, gdzie przegrał: w spójności, w przykładach, w logice. Można je przenieść na krótkie formy: oceniać klarowność tezy, adekwatność źródła, etykę cytowania, a nie tylko „czy było fajnie”.

Technologia jako piórnik, nie jako dyrektor

AI potrafi przygotować konspekt, zarys, przykłady. Zakaz nic nie da – ucieknie przez inne okno. Lepiej nauczyć: jak pytać narzędzie, jak weryfikować wynik, gdzie przebiega granica uczciwości („sztuczna inteligencja – tak, ale z przypisem i własną redakcją”), jak rozpoznać plagiat. To kompetencje, które zostaną z uczniem dłużej niż nazwy rycerzy w „Rolandzie”.

„Praca domowa” w nowym wydaniu

Niech mniej mierzy czas, więcej – efekt. Zamiast „czytaj 30 minut”, „przynieś trzy pytania do tekstu”. Zamiast „wykuj definicję”, „przygotuj 60-sekundowe wideo, w którym wyjaśnisz ją koledze z klasy młodszej”. Uczymy uczenia – a to sztuka zadawania pytań, nie tylko recytacji odpowiedzi.

Humanistyka kontra algorytm

Najpiękniejsze, co ma „stara szkoła”, to zdolność do powolnego namysłu. Algorytmy karmią się szybkim kliknięciem. Literatura i historia uczą odroczonej nagrody. Nie rezygnujmy z tego. Ale nie uczmy cierpliwości za pomocą nudy. Pokażmy, że czytanie długiego tekstu też jest przygodą – z zagadką, z konfliktem, z mądrze ustawioną pauzą. Długa forma nie musi być rozwlekła. Może być gęsta.

Po co w ogóle matura

Nie dla samego egzaminu. Dla kapitału umysłowego: umieć rozróżnić argument od memu, emocję od dowodu, trend od wiedzy. Jeśli matura w tym pomaga – broni się. Jeśli staje się rytuałem bez treści – pora ją naprawić. Po TikToku nie wrócimy do świata kredy i dziennika papierowego. Ale możemy wyjść z tej przygody mądrzejsi – jeśli potraktujemy cyfrową codzienność ucznia jako zasób, a nie wroga.

Autor:  Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl,  CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie