
Control: Ultimate Edition to dla mnie jedna z tych gier, które bardzo szybko pokazują, że nie chcą być zwykłą strzelanką ani kolejną bezpieczną grą akcji. Już od początku czuć, że tutaj najważniejszy jest klimat, tajemnica i bardzo specyficzne poczucie dziwności, które albo kupuje się od razu, albo w ogóle. Mnie ten świat kupił bardzo szybko. To nie jest gra, która próbuje wszystko tłumaczyć od razu i prowadzić gracza za rękę. Wręcz przeciwnie – od początku wrzuca w środek czegoś dziwnego, niepokojącego i momentami trudnego do ogarnięcia, ale właśnie dzięki temu ma swój bardzo wyraźny charakter. To tytuł, który stawia na klimat, surrealizm i własny styl, a nie na bycie łatwym i natychmiast przyswajalnym.
Największy plus to dla mnie klimat i sama siedziba FBC, czyli The Oldest House. To miejsce naprawdę robi duże wrażenie. Jest chłodne, dziwne, momentami wręcz hipnotyzujące. Chce się iść dalej nie tylko po to, żeby robić kolejne misje, ale też po prostu po to, żeby zobaczyć, co jeszcze ten świat ma do pokazania. Wiele lokacji ma świetny wygląd, a całość buduje bardzo mocne poczucie, że jesteśmy w miejscu, które rządzi się własną logiką. Ta gra bardzo dobrze wykorzystuje architekturę, puste przestrzenie, czerwone światło, dźwięki i nagłe zmiany nastroju. Dzięki temu nawet zwykłe chodzenie po budynku potrafi być ciekawe.
Drugą bardzo mocną stroną jest walka i same moce Jesse. Korzystanie z telekinezy, rzucanie elementami otoczenia, szybkie przełączanie się między zdolnościami i bronią daje dużo satysfakcji. To nie jest system oparty wyłącznie na strzelaniu, i właśnie dlatego wypada ciekawiej niż wiele innych gier akcji. Kiedy wszystko zaczyna dobrze działać, starcia robią się bardzo dynamiczne i dają poczucie mocy. Człowiek nie ma wrażenia, że tylko chowa się za osłoną i strzela, ale że naprawdę kontroluje pole walki. To jeden z największych atutów tej gry i właśnie dlatego rozgrywka potrafi wciągnąć nawet wtedy, gdy fabuła na chwilę zwalnia.
Na PS5 bardzo dużo daje też sama wersja Ultimate Edition. Gra ma dwa tryby graficzne. Tryb wydajności daje większą płynność, a tryb jakości stawia bardziej na efekty wizualne. I szczerze mówiąc, właśnie na tej konsoli Control pokazuje, że warto do niej wrócić albo poznać ją dopiero tutaj. Ta gra bardzo dużo zyskuje na płynności. O ile bardziej efektowny tryb graficzny wygląda atrakcyjnie, to w praktyce właśnie wyższa płynność daje większą przyjemność z grania, bo ruch i walka wypadają wtedy wyraźnie lepiej.
Dużym plusem jest też to, że Control nie jest kolejną grą, którą da się opisać w dwóch zdaniach i od razu zapomnieć. Ma własny styl, własny rytm i własne pomysły. Nawet jeśli ktoś nie zakocha się w tej fabule, to i tak raczej zapamięta ten tytuł, bo ma w sobie coś bardzo charakterystycznego. To właśnie odróżnia go od wielu poprawnych, ale zupełnie bezbarwnych gier akcji. Tutaj twórcy mieli wyraźny pomysł na świat, ton i sposób opowiadania. I to widać praktycznie przez całą grę. Właśnie dlatego łatwo przymknąć oko na część niedoskonałości, bo w zamian dostaje się coś z wyraźną tożsamością.
Nie znaczy to jednak, że Control nie ma wad. Największa z nich to to, że momentami potrafi być zbyt zagmatwana. Nie zawsze jasno pokazuje, gdzie iść i co zrobić. Czasem bardziej wrzuca gracza w środek swojej dziwności, niż naprawdę go prowadzi. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, bo wzmacnia tajemnicę i klimat. Dla innych będzie to zwyczajnie męczące, zwłaszcza kiedy trzeba błądzić po lokacjach albo wracać do miejsc, które nie są aż tak intuicyjne, jak mogłyby być. I to jest chyba najuczciwszy zarzut wobec tej gry: bywa bardzo ciekawa, ale nie zawsze równie czytelna.
Drugi minus to pewna powtarzalność, która zaczyna być bardziej odczuwalna po dłuższym czasie. Początek gry robi świetne wrażenie, bo klimat, pomysł i moce Jesse są bardzo świeże. Z czasem jednak część rozgrywki zaczyna już działać mniej mocno. Nadal jest dobrze, nadal walka daje satysfakcję, ale niektóre fragmenty nie robią już takiego efektu jak na początku. Można odnieść wrażenie, że gra najmocniej działa wtedy, gdy jeszcze odkrywamy jej zasady, świat i możliwości, a potem część tego pierwszego zachwytu naturalnie słabnie. To nie jest wada, która psuje całość, ale jest zauważalna.
Sposób opowiadania historii też nie każdemu podejdzie. Control nie daje wszystkiego na tacy. Stawia na niedopowiedzenia, dziwne dokumenty, tajemnicze rozmowy i urwane tropy. Dla mnie to buduje klimat, ale momentami potrafi też utrudniać wejście w historię. Jeśli ktoś lubi jasną fabułę, prostą motywację i wyraźnie poprowadzoną opowieść, może uznać, że Control za bardzo komplikuje rzeczy, które mogłyby być prostsze. To gra, która bardziej buduje nastrój i pytania niż daje jednoznaczne odpowiedzi.
Warto też pamiętać, że Ultimate Edition to pełne wydanie z dodatkami, więc pod względem zawartości jest to po prostu najlepsza wersja dla osoby, która chce wejść w ten świat od razu szerzej. To wzmacnia ogólną wartość zakupu. Trzeba tylko pamiętać, że jeśli ktoś wcześniej grał na PS4, zapis nie przeniesie się do wersji PS5.
Podsumowując: Control: Ultimate Edition to dla mnie bardzo dobra i bardzo charakterystyczna gra, która najmocniej wygrywa klimatem, pomysłem na świat i satysfakcjonującą walką opartą na mocach Jesse. Największe plusy to atmosfera, świetny świat gry, przyjemna rozgrywka i bardzo dobra wersja na PS5. Największe minusy to momentami zbyt nieczytelne prowadzenie gracza, trochę bardziej powtarzalna zabawa po dłuższym czasie i to, że nie każdemu podejdzie ten specyficzny sposób opowiadania historii. Dla mnie to nadal jedna z ciekawszych gier akcji ostatnich lat i zdecydowanie warto się nią zainteresować, zwłaszcza jeśli ktoś lubi gry z własnym charakterem, a nie kolejne bezpieczne gry robione według sprawdzonego schematu.
Autor: WG