Resident Evil Village na PS5 – recenzja z perspektywy gracza, który ma wrażenie powtórki z RE4

Mateusz Nowak
12.06.2026

Resident Evil Village to gra, która na pierwszy rzut oka robi bardzo dobre wrażenie. Ma świetny klimat, efektowne lokacje, niezłą oprawę, wyraźny horrorowy sznyt i walkę, która ogólnie daje radę. Problem w tym, że to moja druga gra z serii Resident Evil po Resident Evil 4 Remake i bardzo szybko zacząłem mieć dziwne poczucie, że gram w tę samą historię, tylko przebraną w inne dekoracje.

Nie chodzi nawet o to, że Village jest identyczne jeden do jednego. Oczywiście, mamy tu inną wieś, innego bohatera, inną motywację, inny zestaw przeciwników i bardziej baśniowo-gotycki klimat. Tylko konstrukcja całości wydaje się zaskakująco znajoma. Znowu trafiamy do odciętej od świata wioski. Znowu mamy dziwną społeczność, potwory, kult, wielkich lokalnych bossów, zamczysko, mroczne laboratoria, dziwaczną biologię i historię, która miesza horror z groteską. Po RE4 trudno nie mieć wrażenia, że fundament jest bardzo podobny.

Walka sama w sobie jest w porządku. Strzelanie działa, broń ma sens, rozwój ekwipunku daje trochę satysfakcji, a starcia potrafią być napięte. Nie jest to jednak system walki, który mnie porwał. Bardziej poprawny niż genialny. Czuć, że gra chce czasem być survival horrorem, czasem strzelanką, czasem filmową przygodą, ale nie zawsze robi to z równą siłą. Są momenty dobre, są momenty efektowne, ale też takie, w których człowiek po prostu idzie dalej, strzela do kolejnych przeciwników i czeka, aż fabuła popchnie go do następnej atrakcji.

Najmocniejszą stroną Village jest klimat. Tutaj gra potrafi działać bardzo dobrze. Zamek, wiejskie chaty, mgła, ciasne korytarze, dziwne rytuały, groteskowi przeciwnicy – to wszystko buduje charakter. Gra wygląda dobrze i ma kilka naprawdę zapadających w pamięć miejsc. Niektóre fragmenty są bardziej horrorowe, inne bardziej akcyjne, a jeszcze inne wręcz odjechane. I właśnie w tych zmianach nastroju Village bywa najciekawsze.

Tylko że im dalej, tym mocniej czułem, że za tym wszystkim stoi bardzo podobny schemat do RE4. Mamy kolejne wyraźnie oddzielone etapy, kolejnych władców danego obszaru, zbieranie kluczy, odblokowywanie przejść, powroty, rozwiązywanie prostych zagadek i coraz bardziej absurdalne wyjaśnienia fabularne. To może być znak firmowy serii, ale dla kogoś, kto nie ma wieloletniego sentymentu do Resident Evil, łatwo odebrać to jako powtórkę.

Fabuła też nie porwała mnie tak, jak mogłaby. Jest pretekst, jest tajemnica, jest osobisty motyw bohatera, ale emocjonalnie nie weszło mi to szczególnie mocno. Ethan jako postać nie jest dla mnie kimś, kto niesie całą historię na plecach. Bardziej działa jako człowiek wrzucony w serię koszmarnych atrakcji. To wystarcza, żeby iść dalej, ale nie wystarcza, żeby naprawdę przejąć się wszystkim, co się dzieje.

Największy problem mam więc nie z jakością wykonania, tylko z poczuciem świeżości. Resident Evil Village jest dobrze zrobione, miejscami bardzo klimatyczne i całkiem sprawne jako gra akcji z elementami horroru. Ale po Resident Evil 4 Remake miałem wrażenie, że zamiast nowego doświadczenia dostałem inną wersję bardzo podobnego pomysłu. Inne dekoracje, inny zestaw potworów, trochę inny ton, ale mechanizm opowieści i struktura przygody są zbyt bliskie, żebym mógł to całkowicie zignorować.

Z mojego punktu widzenia Village to gra dobra, ale nie taka, która mnie zachwyciła. Walka jest okej, klimat potrafi być świetny, lokacje mają charakter, ale całość za mocno przypomina mi RE4 w innym opakowaniu. Gdyby to była moja pierwsza gra z Resident Evil, pewnie odebrałbym ją mocniej. Jako druga część, w którą gram, zostawiła mnie z myślą: „no dobrze, ale ja już trochę w to grałem”.

Ocena indywidualna: 7/10

To solidna, klimatyczna i dobrze zrobiona gra, ale z mojego punktu widzenia za bardzo jedzie po podobnych torach co Resident Evil 4. Nie żałuję, ale też nie mam poczucia, że dostałem coś naprawdę świeżego.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie