
Gry komputerowe i na konsolę są horrendalnie drogie, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Coraz mniej graczy może sobie pozwolić na zakup premierowych wydawnictw, cierpliwie czekając na spadki cen. To rodzi zainteresowanie tzw. alternatywnymi metodami zakupu – i nie chodzi wcale o jawne piractwo, ale o kupowanie gier na czyjeś konto. Wyjaśniamy, na czym to właściwie polega.
Na popularnych portalach ogłoszeniowych aż roi się od ofert sprzedaży gier w niewiarygodnie niskich cenach, gdzie sprzedający tłumaczy, że po otrzymaniu zapłaty udostępni kupującemu swoje konto.
Zasada jest bardzo prosta: sprzedający kupuje grę z legalnego źródła, aktywuje ją na jakimś koncie (najczęściej utworzonym specjalnie do tego celu), a następnie sprzedaje dostęp różnym osobom. Kupujący po prostu loguje się przekazanymi danymi na swoim komputerze czy konsoli.
Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Bez wątpienia ta metoda pozwala sporo zaoszczędzić i ograć grę bez konieczności jej zakupu za wysoką cenę. Z drugiej jednak strony sam proceder jest mocno szemrany.
Po pierwsze: nigdy nie masz pewności, że sprzedający rzeczywiście udostępni Ci dane do konta. Po drugie: istnieje ryzyko blokady regionalnej (gdy np. konto zostało założone w USA i nie można się do niego zalogować w Polsce). Po trzecie: mogą być problemy z uruchomieniem trybu online. Wreszcie po czwarte: grając na czyimś koncie nie zapisujesz postępów na własnym profilu, w efekcie czego po pewnym czasie możesz nawet utracić dostęp do zapisanego stanu gry.
Choć cena jest kusząca, to jednak nie polecamy tej metody oszczędzania na zakupie gier. Bezpieczniej jest poczekać na obniżki w sklepach z legalnymi kluczami do gier, co w dobie dynamicznego rynku wydawniczego oznacza najczęściej 2-3 miesiące uzbrajania się w cierpliwość.