Wielkie hity, które wywołały skandale

Remigisz Szulc
22.12.2018

Muzyka powinna budzić emocje, za to ją przecież uwielbiamy. Czasami artyści sięgają jednak po bardzo mocne środki wyrazu, aby zwrócić uwagę na jakiś problem lub po prostu wywołać skandal, co jest sprawdzoną metodą zyskiwania popularności. W historii muzyki było wiele takich przypadków. Wymieniamy piosenki, które stały się światowymi hitami, a „przy okazji” wywołały skandale.

„Like a Virgin”

Utwór Madonny z 1984 roku do dziś można usłyszeć w rozgłośniach radiowych na całym świecie. W swoim czasie piosenka była jednak uznawana za obrazoburczą. Rodząca się gwiazda Madonny tylko na tym zyskała, a artystka poszła za ciosem i serwowała nam kolejne numery mające wywoływać skandale. Wśród nich znalazły się chociażby takie hity, jak „Papa don’t Preach” z 1986 roku czy wreszcie „Like a Prayer” z 1989 roku. Koncerty Madonny nadal budzą sprzeciw środowisk katolickich.

„Relax”

Wielki przebój grupy Frankie Goes To Hollywood z 1983 roku szturmem zdobył listy przebojów i dziś mało kto pamięta, jak ogromny skandal wywołało jego pierwsze publiczne odtworzenie. Wsłuchując się w słowa można je dość łatwo zinterpretować, jako opis homoseksualnej orgii (pojawiają się np. frazy: „Czy chcesz dojść?” albo „Kiedy chcesz to ssać?”). Nic dziwnego, że prezenter z radia BBC po pierwszym puszczeniu kawałka zwrócił się do władz stacji o jego natychmiastowe zakazanie.

„I kissed a girl”

Hit Katy Perry z 2008 roku nie jest jakimś szczególnym dziełem pod względem czysto muzycznym i bez wątpienia został obliczony na wywołanie skandalu. Efekt udało się osiągnąć z nawiązką, bo dziś amerykańska wokalistka jest zaliczana do grona największych gwiazd muzyki pop.

Perry śpiewa o tym, że pocałowała dziewczynę, co może nie było aż tak trudne do przełknięcia dla pruderyjnego amerykańskiego odbiorcy,  gdyby nie fakt, że Katy jest córką pastora i wcześniej specjalizowała się w śpiewaniu pieśni religijnych. Za tę piosenkę wokalistce oberwało się nawet od matki, która publicznie ją skrytykowała.

„Je t’aime, moi non plus”

Na koniec zostawiliśmy sztandarowy przykład obrazoburczej piosenki, która stała się wielkim przebojem. Numer śpiewany, czy może raczej wyszeptany przez duet Serge Gainsbourg i Jane Birkin, to typowa miłosna ballada. Jest tylko małe „ale”. Pod koniec wokaliści wydają niepokojące dla odbiorców dźwięki, które przypominają odgłosy gry wstępnej. Pamiętajmy, że piosenka powstała pod koniec lat 60., gdy nawet zachodnie społeczeństwa nie były jeszcze zbyt liberalne. Utwór był oficjalnie krytykowany przez organa watykańskie.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Polecane

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.