Odpowiedź autora artykułu - nr 1

Marek Szydełko
22.08.2015

Odpowiedź autora artykułu - nr 1

“1. dla kogo słuszne? dla Pana czy osoby z którą Pan polemizuje?”
 W tym zdaniu antycpuję pogląd pana Pilipiuka (wiem, to niezbyt elegancki chwyt).
 
 “To nie argument. Skupić się należy na tym co słuszne i naprostowaniu tego, a nie co głupiego / barbarzyńskiego CHCĄ wymusić zmiany technologiczne. Chyba że: owce prowadzone na rzeź.”
 Nie ma nic głupiego i barbarzyńskiego w tym, że technologia pozwala nam szybko i sprawnie dzielić się informacją. To jest postęp technologiczny i z mojego punkty widzenia, bardzo dobry i słuszny. Nie widzę potrzeby korygowania tego w imię interesów twórców.
 
 “Nie zawsze to była prawna ochrona. czasem po prostu opieka (mecenat) finansowa, etc. Tylko tacy się rozwinęli i mieli dzięki swojemu rozwojowi zapewniony byt stosowny do włożonego wysiłku. Inni kończyli źle. Wniosek: potrzebna jest jakaś ochrona.”
 Mój wniosek jest inny: inni niech zajmują się czymś innym. Nie powinniśmy wprowadzać sztucznych konstrukcji prawnych, które dotyczą wszystkich i znacząco wpływają na rozwój technologii, kultury i nauki, po to aby zapewniać ochronę tym nielicznym, którzy “skończą źle”. Ale każdy wnioskuje jak mu pasuje.
 
 “Jeśli ktoś myśli , że jest coś co bez pieniędzy się świetnie rozwija to jest albo głupi albo tkwi w błędzie. Jak ktoś chce podać przykład Mozilli i Firefox to uprzedzam, że jest i jedno i drugie. Dawno by ten “niekomercyjny” projekt umarł gdyby nie wpompowane pieniądze przez Google.”
 A gdzie ja twierdzę, że coś powstaje za darmo? Wszystko kosztuje, to akurat wiem doskonale.
 Problem w tym, że reżim praw autorskich (z nieuchronną totalną inwigilacją niezbędną do jego egzekwowania) nie jest właściwym sposobem finansowania. I historia oraz czasu obecne pokazuje, że wcale nie jest jedynym. Sprawdzał się nieźle, gdy kontrola produkcji i dystrybucji kopii dawała się nieźle prowadzić przy pomocy tradycyjnych metod policyjnych (kontrola drukarni, tłoczni, itp.) W świecie elektronicznej dystrybucji nie da się egzekwować praw autorskich bez totalnej kontroli eletronicznego przesyłu oraz urządzeń, na których informację można przechowywać.
 
 “1. w odniesieniu do obecnego czasu ta norma to hodowanie bezmyślnych -nastawionych na branie , zdobywanie bez wysiłku czyimś kosztem… złodziei”
 
Chodzi mi o sam proces przekazywania informacji, bez wchodzenia w to, po co i jaka to informacja. Do tego służy sieć komputerowa. Ludzie, którzy korzystają z tego środka, robią to zgodnie z jego funkcją. Tak naturalnie.
 
 “2. wg Pańskiego planu “normą” może być dopiero po jej ustanowieniu, teraz jest czymś nienormalnym (zgodnie z panującą rzeczywistością)”
 
Nie rozumiem – znaczy dopóki czegoś się nie zadekretuje, to pozostaje zboczeniem? Używanie internetu i komputerów do przesyłania oraz składowania informacji to tylko abberacja? Ktoś musi to oficjalnie “unormować”?
 
 “1. niech sę przekształci jak sam sobie wymyśli, od mojej pracy wara
 
2. owszem, ale znosimy prawo własności w ogóle – będzie prościej…”
 Nie można posiadać myśli. Koniec kropka.
 
 “1. od ogółu: trudność w przestrzeganiu określonej zasady prawa (jeśli jest słuszna) nie jest powodem /argumentem za zniesieniem tego prawa – tylko wskazuje na braki w edukacji/lub moralne zepsucie społeczeństwa, które domaga się zniesienia tego prawa”
 Argumentem jest tutaj niesłuszność i niemoralność tej zasady. Powszechność jej nieprzestrzegania jedynie podkreśla jej niesłuszność i niemoralność.
 To jak z obowiązkiem meldunkowym – istnieje, ale nikt go nie przestrzega. I nie jest to argument za utrzymaniem tego obowiązku, ani też nie dowodzi jego moralności.
 
 “>>>W świecie cyfrowych bitów, nie można nad nimi zapanować, zapanujmy więc nad edukacją społeczną , to wystarczy nie kradnij…”
 Bitów nie da się ukraść. Jak się bity powiela, to ich przybywa. Nikt nikomu bitów nie zabiera.
 
 “>>zajmuję się tworzeniem gier komputerowych
 
niech za słowami idą czyny: którą wyprodukowaną przez Pana grę mogę pobrać za darmo ? Liczę na wiedźmina Jeśli zasłoni się Pan tym , że nie jest Pan jej producentem. No cóż pisarz też nie jest – on pisze tylko na zamówienie producenta, jest jego pracownikiem.”
 Moja najstarsze gry są dostępne za darmo. Oczywiście nie jestem “właścicielem” tytułów, nad którymi pracowałem, więc w świetle obecnych norm nie mogę ich udostępniać. Jak kiedyś będą miał jakiś “swój” tytuł, to pewnie go udostępnię za darmo.
 
 “>>Przypominajmy że prawa autorskie to wynalazek XX wieku.
 1. znam więcej wynalazków 20 wieku, czy ich powstanie w tym terminie obliguje do ich kasacji?
 2. wiele praw XX wieku powstało by regulować nowe dziedziny/zjawiska – też są niewłaściwe, bo XX wiek… ?”

 Konkretnie to wymysł 18. wieku. Ale chodzi chyba tutaj o wskazanie, że to konstrukcja prawna, bez której obchodziliśmy się całkiem długo.
 
 “Niestety autor / producent ma prawo określić warunki licencji i dozwolonych sposobów używania jego produktów. Ja nie uważam tego za złe. Ale jak mi nie odpowiadają jakieś warunki licencji to nie kupuje. Moje prawo.”
 
Autor może, bo takie jest obecnie prawo. Nie oznacza, że jest to naturalne prawo autora. Oczywiście, że unikanie “nabywania” utworów z nadmiernie restrykcyjnymi warunkami licencji to dobra rada i dobry wybór.
 
 “2. proponuje poczekać aż ktoś wymyśli a potem ukraść pomysł / produkt. Bo po co się wysilać (dla jakieś idei? jeśli tak to jakiej? ogólnego wzrostu zadowolenia ludzkości? mam ją gdzieś).”
 Podkreślam – pomysłu nie można ukraść. Produkt jedynie w formie materialnej, pozbawiając go posiadacza. Inaczej nie ma kradzieży.
 
 “1. mówi o autorach, którzy chronią swoje prawa – a więc z założenia juz ich produkty cieszą się zainteresowaniem.”
 
To nie jest automatyczna implikacja. Każdy autor chroni swoje prawa na mocy panującego prawa, nawet jeśli tego nie chce (warto poczytać Vagle na temat public domain).
 
 21.06.2009 @ 11:50
 Autor: Maciek

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie