Znak handlowy

Remigisz Szulc
23.08.2015

Palmer twierdzi także, że uzasadnione jest prawo o znaku handlowym.[97] Przypuśćmy, że jakiś Lachmannianin zmienia nazwę swojej podupadającej sieci fast-foodów z LachmannBurgers na RothbardBurgers, która jest już nazwą innej sieci. Ja, jako konsument, mam ochotę na RothbardBurgera. Widzę jedną z fałszywych restauracji RothbardBurgers, potajemnie prowadzoną przez Lachmannianina i kupuję w niej kanapkę. Według obecnego prawa, Rothbard, „właściciel” znaku handlowego RothbardBurgers, może uniemożliwić Lachmannianinowi używanie znaku RothbardBurgers w celu sprzedaży kanapek, gdyż jest on „myląco podobny” do jego własnego znaku handlowego. To znaczy, bardzo prawdopodobne jest wprowadzenie konsumentów w błąd co do prawdziwego źródła nabywanych dóbr. Ustawa daje więc posiadaczowi znaku handlowego broń prawną, która działa przeciw osobie naruszającej znak handlowy.

Zgodnie z prezentowaną przeze mnie optyką, łamane są prawa nie posiadaczy znaku handlowego, a konsumentów. W poprzednim przykładzie, ja (konsument) myślałem, że kupuję RothbardBurgera, ale zamiast niego otrzymałem nędznego LachmannBurgera z jego dziwacznym kalejdoskopowym sosem. Powinienem mieć prawo pozwać Lachmannianina za oszustwo i złamanie kontraktu (nie mówiąc już o rozmyślnym wyrządzeniu szkód emocjonalnych i zafałszowaniu prawd prakseologii). Jednakże trudno powiedzieć, jak ten akt oszustwa, popełniony przez Lachmannianina przeciwko mnie, dotyka praw Rothbarda. Działania Lachmannianina nie naruszają fizycznie własności Rothbarda. Ten pierwszy nie przekonywał nawet innych do zrobienia tego; można mu co najwyżej zarzucić namawianie osób trzecich do podjęcia działania w obrębie ich praw, mianowicie do kupienia hamburgera od Lachmannianina zamiast od Rothbarda. Dlatego wygląda na to, iż libertariańskie prawo o znaku handlowym możliwość skarżenia osoby kopiującej go powinno oddać w ręce konsumentów, a nie samych użytkowników znaku.

Ponadto, takie nowe rozszerzenia pojęcia znaku handlowego jak prawa przeciwko rozmyciu znaku handlowego czy pewnym formom cybersquattingu również nie mogą być uzasadnione. Posiadacz znaku handlowego nie ma do niego prawa, nie ma więc również prawa do jego ochrony przed rozmyciem. Prawo przeciwko cybersquattingowi jest oparte wprost na ignoranckim ekonomicznie sprzeciwie wobec „paskarstwa” czy arbitrażu (tu: „spekulacji” – red.). Nie ma nic złego w tym, że ktoś kupuje domenę, by potem sprzedać ją temu, kto da więcej.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie