
To był tydzień pod znakiem banków centralnych, nietypowej „dziury” w danych ze Stanów Zjednoczonych, gwałtownych ruchów na metalach szlachetnych oraz wyraźnego ochłodzenia na rynku ropy. Poniżej zebraliśmy najważniejsze wydarzenia w układzie tematycznym, z krótkim wyjaśnieniem, co realnie znaczą dla firm i konsumentów w Polsce i na świecie.
Rada Polityki Pieniężnej 7–8 października obniżyła stopy procentowe o 0,25 pkt proc., sprowadzając stopę referencyjną do 4,50%. To trzecia z rzędu redukcja i jednocześnie sygnał, że większość Rady skłania się ku ostrożnemu luzowaniu, skoro inflacja CPI utrzymuje się blisko celu. Dla kredytobiorców oznacza to dalsze, choć stopniowe, obniżanie rat – o ile banki przełożą zmiany na WIBOR/WIRON i ofertę. Dla złotego to mieszany impuls: sama skala cięć (mała) nie musi osłabiać waluty, ale przy globalnym obniżaniu stóp przez Fed i (w mniejszym stopniu) gołębich sygnałach w Europie, różnice rentowności mogą się ścierać. Kluczowe jest też to, że NBP komunikacyjnie wciąż nazywa ruch „dostosowaniem”, a nie długim cyklem – co ma studzić oczekiwania na gwałtowne cięcia. W tle pozostaje kwestia wzrostu gospodarczego: przy realnych stopach bliskich zera i hamującej inflacji bodziec kosztowy dla inwestycji może być zauważalny, ale popyt zewnętrzny (Niemcy/Euroland) i kurs euro będą równie ważne dla przemysłu. Na kolejne miesiące rynek wycenia warunkowe pole do dalszych redukcji – pod warunkiem, że jesienne odczyty CPI i nowa projekcja NBP nie pokażą „odbijania” usług. Z perspektywy budżetów domowych ważne będzie też tempo indeksacji płac oraz to, czy banki nie skompensują spadku stóp marżami.
GUS potwierdził w tym tygodniu (publikacja pełnych danych) szybki szacunek CPI na poziomie 2,9% r/r i 0,0% m/m. To druga z rzędu „dwójka z przodu” i sygnał stabilizacji w okolicy celu NBP. Struktura jest jednak nierówna: ceny towarów rosną wolniej (~1,9% r/r), natomiast usługi pozostają „lepko” wysokie (~5,8% r/r). Oznacza to, że presja kosztowa w segmentach pracy/usług wciąż nie wygasła – a to właśnie ta część koszyka bywa najtrudniejsza do schłodzenia. Dla RPP to argument za kontynuacją ostrożnych cięć (bo trend główny jest zgodny z celem), ale także przestroga przed zbyt szybkim luzowaniem, które mogłoby „odkleić” usługi. Dla gospodarstw domowych stabilizacja CPI oznacza realny wzrost siły nabywczej przy utrzymaniu dynamiki wynagrodzeń powyżej inflacji; w praktyce „drożyzna” staje się mniej dokuczliwa, choć nie znika, zwłaszcza w kategoriach usługowych (opieka zdrowotna, rekreacja, gastronomia). Dla firm – zwłaszcza detalicznych – środowisko „niższej inflacji” wymusza bardziej konkurencyjną politykę cenową i większą walkę o klienta, ale obniża zmienność kosztów. W eksporcie ważny pozostaje kurs EUR/PLN i popyt w strefie euro, gdzie inflacja lekko odbiła do 2,2% r/r we wrześniu (flash). Wniosek: scenariusz „miękkiego lądowania” w Polsce jest wciąż w grze, choć z ryzykiem, że usługi będą trzymały inflację wyżej niż towary.
Historyczna seria na rynku złota przyspieszyła: kruszec wspiął się ponad 4 300 USD za uncję, a tygodniowy wzrost sięgnął ok. 8%, co jest najsilniejszą zwyżką od kryzysowego 2008 r. Na rajd złożyły się: oczekiwania cięć stóp w USA, przedłużająca się przerwa w publikacji części danych makro (shutdown), osłabienie dolara, centralne zakupy banków i napięcia geopolityczne (m.in. spory handlowe USA–Chiny). Banki inwestycyjne (HSBC) zaczęły podnosić średnie prognozy na 2025–2026, a fundusze ETF raportują wzrost napływów. Dla polskich inwestorów istotna jest relacja złota do złotego i do inflacji: przy spadającej CPI złoto pełni bardziej rolę dywersyfikacji i „ubezpieczenia” portfela, niż prostego hedża inflacyjnego. Trzeba jednak pamiętać, że wskaźniki techniczne (RSI) krzyczą o wykupieniu – krótkoterminowo możliwa jest korekta. Z punktu widzenia gospodarki skok cen złota to pośredni barometr niepewności – kiedy rośnie, zwykle rosną też premie za ryzyko gdzie indziej. Dla firm oznacza to większą wrażliwość kosztu finansowania oraz wahliwość kursów walutowych; dla konsumentów – ryzyko zmian cen biżuterii i elektroniki (pośrednio przez metale). Jeśli Fed zrealizuje „bezpieczne” cięcie stóp jeszcze w październiku, a shutdown opóźni kluczowe publikacje (CPI, sprzedaż), złoto może utrzymać wysokie poziomy do czasu „odmrożenia” danych.
W kontraście do metali, ropa kontynuuje zjazd: Brent osunął się w okolice 61–62 USD, najniżej od maja. Powody: obawy o globalny popyt (spowolnienie w Chinach, niepewność w Europie), prognozy IEA wskazujące na nadwyżkę podaży w 2026 r. oraz sezonowo niski przerób w rafineriach jesienią. Dla polskich firm transportowych i przemysłowych to oddech po zeszłorocznych wzrostach; dla inflacji – czynnik dezinflacyjny, który może pomóc utrzymać CPI w „dwójce” również w IV kwartale (choć część efektu jest już widoczna w danych paliw). Jednocześnie niższe ceny ropy nie muszą automatycznie oznaczać trwałej ulgi przy dystrybutorach: marże rafineryjne i kursy walutowe potrafią wygładzać lub opóźniać przeniesienie spadków na konsumentów. W skali globalnej spadające notowania paliw to mniejsza presja na koszyki transport/logistyka, ale i sygnał chłodniejszej koniunktury – co bywa mieczem obosiecznym dla eksporterów. Warto obserwować decyzje OPEC+ i raporty zapasów; w razie zacieśnienia podaży powrót do 65–70 USD jest możliwy. Na razie jednak rynek gra pod miękkie lądowanie i mniejszą skłonność do „wojen cenowych” w przemyśle.
Na dorocznych spotkaniach MFW i Banku Światowego dominowały dwa wątki: rosnące napięcia handlowe (zwłaszcza USA–Chiny) i potrzeba utrzymania niezależności banków centralnych w świecie rozbieżnych polityk monetarnych. Kristalina Georgiewa wskazała, że globalny wzrost w 2025 r. powinien wynieść ~3,2%, ale nie uwzględnia on jeszcze potencjalnych nowych barier handlowych (np. taryf, ograniczeń dot. metali ziem rzadkich). Z europejskiej perspektywy Christine Lagarde przypomniała, że autonomia decydentów monetarnych to klucz do wiarygodności – zwłaszcza gdy jedne gospodarki boją się deflacji (Chiny), a inne wciąż walczą z uporczywą inflacją usług. Dla Polski przekaz jest jasny: utrzymanie przejrzystości komunikacji NBP i opieranie decyzji na danych to najlepsza tarcza przeciw nadmiernej zmienności złotego i kosztu długu. W krótkim terminie to również zapowiedź, że banki centralne nie będą „pod politykę” ratować wzrostu za wszelką cenę, a fiskus nie otrzyma „otwartego czeku”. Dla przedsiębiorstw oznacza to bardziej przewidywalne (choć nie niższe z definicji) koszty finansowania oraz większą wagę scenariuszowania ryzyk handlowych i kursowych na 2026.
Władze EBC sugerują, że po dwóch punktach procentowych cięć w ostatnich 12 miesiącach przestrzeń do kolejnych redukcji jest ograniczona. Pierre Wunsch (Belgia) ocenił, że przy inflacji zbliżonej do celu i „znośnej” aktywności gospodarczej nie ma presji, by schodzić niżej – chyba że napłyną dane o gwałtownym schłodzeniu popytu. W tym samym czasie Eurostat potwierdził flash HICP dla strefy euro na 2,2% r/r we wrześniu; w Niemczech finalny odczyt to 2,4% HICP. Rynek stóp w Eurolandzie zdaje się akceptować „pauzę” – co zdejmuje część presji z kursu euro i może stabilizować koszty importu energii. Dla Polski (silnie powiązanej handlowo) to pozytyw: mniejsze ryzyko recesyjnej polityki pieniężnej po stronie EBC i przewidywalniejsze otoczenie dla eksportu. Ale z punktu widzenia kredytów i inwestycji w strefie euro „wyżej na dłużej” względem bardzo niskich stóp sprzed pandemii oznacza, że koszt kapitału pozostanie istotny, a selektywność projektów – większa. Warto też odnotować, że EBC równolegle pcha prace nad cyfrowym euro (o czym niżej), co ma wymiar infrastrukturalny, a nie cykliczny.
W tym tygodniu zaktualizowano komunikat EBC dotyczący wybranych dostawców usług dla ekosystemu cyfrowego euro (w tym rozwiązania offline). Choć projekt jest w fazie przygotowawczej, doprecyzowanie listy partnerów to duży krok organizacyjny – standaryzuje wymogi interoperacyjności i bezpieczeństwa, a bankom oraz fintechom daje sygnał, jakie interfejsy i testy szykować w 2026 r. Dla sektora płatniczego i e-commerce oznacza to, że europejska alternatywa dla BigTechowych portfeli zbliża się do etapu pilotażu. Z perspektywy makro, cyfrowe euro może zmienić dynamikę depozytów i rozliczeń detalicznych (np. ograniczenie opłat pośredników) oraz poprawić odporność systemu na awarie globalnych sieci kartowych. Jednocześnie EBC mocno podkreśla wymóg prywatności i brak „programowania” pieniądza w zastosowaniach detalicznych. Dla firm w Polsce praktyczne skutki pojawią się dopiero przy pilotażach – ale już dziś warto śledzić specyfikacje API i wymagania bezpieczeństwa (zwłaszcza dla PSP i integratorów).
Przedłużający się shutdown federalny sparaliżował publikację szeregu kluczowych raportów (CPI przesunięte na 24 października). Rynek i komentatorzy oczekują, że FOMC – pozbawiony pełnego obrazu koniunktury – zdecyduje się na ostrożne cięcie o 25 pb jeszcze w październiku, by nie „przestrzelić” restrykcyjnością polityki wobec słabnącego rynku pracy. To nietypowa sytuacja: polityka pieniężna musi reagować na sygnały pośrednie (ankiety, dane prywatne), podczas gdy zwykle opiera się na twardych odczytach. Efekty? Rosną oczekiwania na łagodniejszą ścieżkę stóp i słabszego dolara, co winduje złoto i wspiera część rynków wschodzących. Jednocześnie Departament Skarbu ostrzega, że przerwa w funkcjonowaniu administracji kosztuje gospodarkę miliardy dolarów tygodniowo. Dla polskich eksporterów ważna jest przejrzystość harmonogramu danych – „odmrożenie” CPI tuż przed posiedzeniem Fed może wprowadzić dużą zmienność kursową. Dla rynków długu – krótkoterminowo spadek rentowności, ale dalsze losy zależą od tego, jak głęboko Fed zetnie stopy do końca roku i co pokażą odroczone publikacje.
ONS raportował przyspieszenie aktywności w danych miesięcznych (m.in. usługi i budownictwo), a jednocześnie rynek czeka na publikacje CPI i PPI za wrzesień (22 października). W mediach i analizach finansowych mocno wybrzmiewa temat „wiarygodności fiskalnej” przed jesiennym budżetem oraz deficytu miejsca manewru podatkowego. Prognozy sugerują, że inflacja może znów zbliżyć się do 4% r/r – co trzyma Bank Anglii w trybie ostrożności i wydłuża horyzont utrzymywania stóp. Dla polskich firm z ekspozycją na UK to środowisko o podwyższonej zmienności popytu konsumenckiego: realne dochody stopniowo rosną, ale niepewność podatkowa i rachunki domowe (energia, czynsze) wciąż ważą na decyzjach zakupowych. Kurs GBP/EUR i koszty finansowania w funtach pozostaną nerwowe do czasu budżetu i nowych projekcji OBR. Z makropunktu widzenia brytyjska gospodarka przechodzi „wąskim gardłem”: uniknęła głębokiej recesji, ale bez istotnej poprawy produktywności i inwestycji publicznych trudno liczyć na powrót do dawnych trendów wzrostu.
Rynek czeka na pakiet publikacji makro za III kwartał – konsensus wskazuje na spowolnienie dynamiki PKB (ok. 4,7% r/r) oraz słabszą ścieżkę kwartalną (wstępne rynkowe estymaty mówią o ~0,8% k/k). Władze mogą odpowiedzieć obniżką stopy LPR (zwłaszcza 5-letniej) i miękkim luzowaniem kredytów hipotecznych. Z punktu widzenia globalnej koniunktury kluczowe jest to, że Chiny nie generują dziś inflacji dla świata – raczej ryzyko „deflacyjnego eksportu” (nadwyżki mocy, presja na ceny dóbr). Dla Europy i Polski oznacza to krótkoterminowo tańszy import komponentów i niższą presję kosztową w przemyśle, ale długoterminowo groźbę marżowej wojny cenowej w branżach narażonych na konkurencję (AGD, fotowoltaika, elektromobilność). Ewentualne cięcie LPR i nowe bodźce fiskalne byłyby krokiem w kierunku realizacji celu ~5% wzrostu w 2025 r., ale bez ożywienia rynku nieruchomości trudno będzie o trwałe przyspieszenie popytu wewnętrznego. Bilans dla rynków towarowych (miedź, ropa) pozostaje przez to bardziej neutralny niż pro-wzrostowy.
Turecka CPI odbiła we wrześniu do 33,3% r/r – to pierwszy wzrost po okresie dezinflacji, który zmusza inwestorów do rewizji scenariusza dalszych, szybkich cięć stóp. Lira kontynuuje osłabienie i bije rekordy słabości wobec dolara, a badanie oczekiwań inflacyjnych banku centralnego pokazuje dalsze pogorszenie ścieżki na 12 i 24 miesiące do przodu. W efekcie rynek przed najbliższym posiedzeniem TCMB spodziewa się mniejszego tempa luzowania, a niektórzy analitycy wręcz pauzy. Z punktu widzenia regionu oznacza to podwyższoną zmienność przepływów portfelowych i ryzyko „zarażenia nastrojem” wybranych rynków wschodzących. Dla polskich importerów z Turcji – wyzwanie logistyczno-walutowe (ceny w lirze, rozliczenia, ryzyko kredytowe kontrahentów). Z makro perspektywy historia Turcji przypomina, jak trudno wiarygodnie kotwiczyć oczekiwania inflacyjne bez spójnej polityki i komunikacji; to również ostrzeżenie dla krajów balansujących między wzrostem a stabilnością cen, że „pośpiech” w odwracaniu restrykcji monetarnej może kosztować utratę zaufania rynku.
Bank Włoch zredukował ścieżkę wzrostu na 2026 r. (0,7% zamiast 0,9%), wskazując na negatywny wpływ amerykańskich ceł na większość importu z UE oraz umocnienie euro, które obniża konkurencyjność eksportu. W krótkim terminie gospodarka Italii ma odbić z technicznego dołka, ale to odbicie ma być bardzo płytkie. Wnioski dają się rozszerzyć na większą część strefy euro: jeżeli cła USA utrzymają się dłużej, integratorzy łańcuchów dostaw będą optymalizować marże przez relokacje i automatyzację, a firmy z Europy mogą intensywniej szukać zbytu w regionach o niższych barierach (MENA, ASEAN). W Polsce efekt może być dwojaki: część zamówień (np. półprodukty, komponenty) przeniesie się w głąb UE (onshoring near-EU), ale eksporterzy gotowych wyrobów do USA będą „ściskani” kursowo-celnie. Dla rządów oznacza to presję na polityki wspierające produktywność (ulgi na automatyzację/AI) i dywersyfikację rynków zbytu.