
Ostatni tydzień roku i pierwszy weekend stycznia to moment, w którym branża technologiczna zwykle łączy podsumowania z pierwszymi ruchami na nowy sezon inwestycyjny. Tym razem dominowały trzy wątki: infrastruktura pod AI (centra danych i półprzewodniki), konsolidacja w ekosystemie sztucznej inteligencji oraz rosnąca presja regulacyjna dotycząca danych, reklam i ochrony nieletnich. Poniżej 10 wydarzeń z Polski i świata, które najlepiej pokazują, w jakim kierunku zaczyna się układać 2026 rok.
SoftBank ogłosił przejęcie DigitalBridge – inwestora i operatora skoncentrowanego na infrastrukturze cyfrowej, w tym centrach danych i zasobach niezbędnych do obsługi ruchu sieciowego oraz obciążeń obliczeniowych. Wartość transakcji Reuters opisał na poziomie 4 mld dolarów, a sama zapowiedź podbiła kurs DigitalBridge. W praktyce to kolejny sygnał, że „wyścig na moc obliczeniową” przestał być tylko narracją branżową, a stał się twardą walką o aktywa: ziemię, energię, chłodzenie oraz lokalizacje pozwalające szybko skalować.
Dlaczego to ma znaczenie? Bo największym ograniczeniem rozwoju generatywnej AI coraz częściej nie jest sam algorytm, lecz infrastruktura i jej koszty – a wąskim gardłem stają się dostęp do energii, terminy dostaw oraz możliwości przyłączeniowe. SoftBank, mając doświadczenie w budowaniu portfela technologicznego, próbuje przesunąć ciężar z „aplikacji” na „fundamenty” – czyli na to, co decyduje o możliwości wdrażania modeli w produkcji, utrzymania ich w SLA i opłacalnego zwiększania skali.
W ujęciu rynkowym takie przejęcia domykają też ważną zmianę: data center przestaje być „nudnym” segmentem usługowym, a staje się strategicznym zasobem, podobnie jak sieci energetyczne czy logistyka. Im bardziej firmy uzależniają się od treningu i inferencji modeli, tym silniej infrastruktura staje się elementem przewagi konkurencyjnej – i tym bardziej prawdopodobne są kolejne konsolidacje, partnerstwa i długie kontrakty „z gwarancją mocy”.
Meta poinformowała, że przejmuje startup Manus – firmę o chińskich korzeniach, która przeniosła siedzibę do Singapuru i zasłynęła tym, że promowała ideę „ogólnego agenta AI”, zdolnego wykonywać zadania bardziej autonomicznie niż klasyczne chatboty. Według informacji Reutersa, transakcja ma wyceniać Manus na 2–3 mld dolarów. Meta zapowiedziała, że będzie integrować rozwiązania Manus z własnymi produktami, w tym z Meta AI, i rozwijać usługę komercyjnie.
Wydarzenie jest ciekawe z dwóch powodów. Po pierwsze, pokazuje przesunięcie w kierunku agentowości: rynek coraz mniej interesuje się samym „pisaniem odpowiedzi”, a coraz bardziej tym, czy model potrafi planować, utrzymywać kontekst, wykonywać wieloetapowe działania i współpracować z narzędziami. Po drugie, transakcja dotyka geopolityki i regulacji: nawet jeśli Manus działa poza Chinami i jego produkty nie są oferowane w Chinach, sama historia firmy może uruchamiać dodatkową kontrolę i dyskusję o ryzykach w łańcuchu dostaw technologii AI.
Dla użytkowników i firm konsekwencją może być szybsze pojawianie się „asystentów”, którzy nie tylko odpowiadają, ale też „robią”: przygotowują zestawienia, wykonują operacje w aplikacjach, proponują kolejne kroki i automatyzują powtarzalne procesy. To zwiększa wygodę, ale też podnosi wymagania wobec bezpieczeństwa – bo im bardziej agent jest uprawniony do działania, tym bardziej wrażliwe stają się błędy, halucynacje czy nadużycia. Rok 2026 zaczyna się więc kolejnym ruchem, który podkręca tempo tego trendu.
Reuters opisał, że Nvidia jest w zaawansowanych rozmowach dotyczących zakupu izraelskiego AI21 Labs – startupu z obszaru sztucznej inteligencji, wycenianego w doniesieniach na 2–3 mld dolarów. AI21 było wcześniej wyceniane w rundzie finansowania w 2023 r. na 1,4 mld dolarów, a wśród uczestników rundy pojawiały się m.in. Nvidia i Google. W materiale podkreślono też, że kluczowym aktywem mogą być ludzie: około 200 pracowników o wysokich kompetencjach badawczo-inżynieryjnych.
Ten wątek jest ważny, bo w AI trwa „wojna o talenty”, a niektóre przejęcia są de facto sposobem na szybkie pozyskanie zespołu i know-how. W praktyce przypomina to wcześniejsze fale konsolidacji w chmurze czy w bezpieczeństwie: wielcy gracze kupują mniejsze firmy nie tylko dla produktu, ale dla doświadczenia, pipeline’u badań, biblioteki danych, infrastruktury treningowej i kultury inżynierskiej. W AI dodatkowym paliwem jest presja czasu: przewagi buduje się szybko, ale równie szybko można je stracić.
Jednocześnie Izrael pozostaje jednym z kluczowych hubów R&D dla globalnych firm technologicznych. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, może wzmocnić ekosystem lokalny, ale też podnieść presję konkurencyjną na mniejsze podmioty, które będą musiały walczyć o specjalistów wynagrodzeniami i ciekawymi projektami. W szerszym obrazie jest to kolejny sygnał, że rynek nie zamierza hamować inwestycji w AI mimo rosnących kosztów – zamiast „budować wszystko od zera”, giganci przyspieszają przez akwizycje i integracje.
Baidu poinformował, że jego jednostka Kunlunxin – zajmująca się układami AI – złożyła poufny wniosek o debiut giełdowy w Hongkongu (z datą złożenia 1 stycznia 2026). W relacji Reutersa podkreślono kontekst: Chiny intensyfikują wysiłki, by budować krajowe alternatywy dla zaawansowanych półprzewodników z USA, w warunkach narastających ograniczeń eksportowych. Kunlunxin zaczynał jako wewnętrzny projekt Baidu, ale z czasem stał się bardziej samodzielny i rozszerzał sprzedaż poza macierzystą grupę.
To wydarzenie jest istotne, bo półprzewodniki stały się „strategiczną walutą” w AI. Modele można skopiować, pomysły można powielić, ale dostęp do mocy obliczeniowej i produkcji chipów jest ograniczony, kosztowny i coraz bardziej polityczny. Z tego powodu nawet decyzje stricte finansowe – jak IPO czy spin-off – są odbierane jako element długofalowej strategii państwa i biznesu, a nie tylko standardowy ruch kapitałowy.
Z perspektywy rynku kapitałowego Hongkong staje się miejscem, gdzie kumuluje się fala ofert firm AI i chipowych, bo daje dostęp do inwestorów i płynności, a jednocześnie jest bliżej azjatyckich łańcuchów dostaw. Dla Baidu oznacza to możliwość pozyskania kapitału na R&D, produkcję i komercjalizację. Dla globalnej branży to sygnał, że 2026 r. może przynieść kolejną rundę „reindustrializacji” wokół obliczeń: więcej firm będzie próbowało uniezależnić się od jednego dostawcy GPU czy jednej jurysdykcji, co przełoży się na inwestycje w nowe architektury i optymalizacje inferencji.
W tym tygodniu pojawiła się ważna informacja z rynku półprzewodników: Nvidia kupiła akcje Intela o wartości 5 mld dolarów, realizując prywatną emisję uzgodnioną wcześniej (w ramach wrześniowego porozumienia). Reuters wskazał, że cena w umowie wynosiła 23,28 USD za akcję, a zakup objął ponad 214,7 mln akcji. W tekście pojawia się też kontekst regulacyjny – amerykańskie organy antymonopolowe miały wcześniej zatwierdzić inwestycję.
W wymiarze technologicznym nie jest to „zwykła” transakcja finansowa. To ruch, który może wpływać na układ sił w branży: Nvidia dominuje w akceleratorach AI, a Intel od lat walczy o odzyskanie tempa w projektowaniu i produkcji. Kapitał od Nvidii jest więc postrzegany jako forma wsparcia i stabilizacji dla Intela w czasie kosztownych inwestycji w moce wytwórcze i modernizację procesów. Dla rynku jest to też czytelny sygnał: półprzewodniki są dziś tak kluczowe, że decyzje inwestycyjne największych graczy interpretowane są jak element strategii przemysłowej.
Dla rynku AI ma to jeszcze jeden wymiar: zależność między projektantami chipów a producentami staje się bardziej złożona. Jeśli kluczowy dostawca akceleratorów angażuje się kapitałowo w firmę, która próbuje wrócić do gry w foundry i rozwijać własne rozwiązania, to rośnie rola długoterminowych partnerstw, wspólnych roadmap i uzgodnień dotyczących produkcji. Jednocześnie takie ruchy sugerują, że 2026 r. może być rokiem intensyfikacji „polityki przemysłowej” w półprzewodnikach – łączenia kapitału, know-how i zasobów produkcyjnych w celu zmniejszania ryzyka łańcucha dostaw.
Unia Europejska kontynuuje twardą linię wobec największych platform, ale w tym tygodniu ważny akcent padł na obszar reklamy i danych: Reuters opisał, że Komisja Europejska zaakceptowała propozycję Meta, by w modelu „pay-or-consent” wykorzystywać mniej danych osobowych do targetowania reklam. Rozwiązanie ma zostać wdrożone w styczniu 2026 r., a akceptacja oznacza, że Meta nie musi mierzyć się z ryzykiem dziennych kar za dalszą niezgodność. Komisja opisała jednocześnie zobowiązania Meta jako zapewnienie użytkownikom w UE realnego wyboru w zakresie reklam spersonalizowanych.
Technologicznie to pozornie „temat prawny”, ale w praktyce jest to ingerencja w architekturę całego ekosystemu reklamowego. Reklama internetowa opiera się na profilowaniu, a profilowanie na danych: jeśli prawo wymusza ograniczenia, platforma musi przebudować mechanizmy pozyskiwania zgód, segmentacji i pomiaru efektywności. To wpływa na to, jak działają algorytmy aukcyjne, jak mierzy się konwersje i jak reklamodawcy planują budżety. Zmiana w sposobie zasilania modeli reklamowych danymi zwykle odbija się też na mniejszych firmach, które korzystają z „gotowych” narzędzi platform i rzadziej mają własne dane first-party w dużej skali.
W perspektywie użytkownika stawką jest przejrzystość i kontrola. W perspektywie firm – stabilność kampanii i możliwość docierania do odbiorców przy mniejszej ilości danych. W tle jest europejska próba ograniczania asymetrii: żeby platforma nie mogła w praktyce „wypychać” użytkownika do zgody pozornym wyborem. Rok 2026 będzie testem: czy reklama spersonalizowana utrzyma efektywność przy ograniczeniu danych, czy też zobaczymy większy zwrot w stronę reklamy kontekstowej, danych first-party i alternatywnych metod atrybucji.
Francja rozważa bardzo zdecydowany ruch regulacyjny wobec platform społecznościowych: według informacji podanych przez Reutersa, administracja prezydenta Emmanuela Macrona ma przygotowywać rozwiązania, które od września 2026 r. zabronią korzystania z mediów społecznościowych dzieciom poniżej 15 lat. Równolegle w debacie pojawia się rozszerzenie zakazu używania telefonów komórkowych na szkoły średnie – dotąd telefony były zakazane w szkołach podstawowych i gimnazjach (w ujęciu francuskim: „middle school”).
Z perspektywy technologii to ważny test wykonalności: jak realnie weryfikować wiek w internecie, nie tworząc przy tym masowych baz wrażliwych danych? To problem, który od lat pozostaje nierozwiązany na poziomie globalnym. Jeśli państwo narzuca twarde limity, platformy muszą wdrażać systemy weryfikacji, mechanizmy odwoławcze, rozwiązania dla kont rodzinnych oraz procedury dla szkół. To oznacza koszty, spory interpretacyjne i ryzyko „obchodzenia” przepisów, ale też duży impuls do rozwoju technologii tożsamości cyfrowej projektowanej z myślą o prywatności.
W praktyce skutki mogą sięgnąć dalej niż sama Francja. W UE regulacje często tworzą efekt domina: gdy duży rynek wprowadza wymogi, firmy wolą ujednolicić rozwiązania dla większej części Europy niż utrzymywać dziesiątki wariantów. Dla branży oznacza to koszty dostosowania, ale też nowe możliwości dla firm dostarczających technologie weryfikacji wieku, bezpiecznych portfeli tożsamości czy narzędzi rodzicielskich. Jednocześnie to kolejny sygnał, że era „samoregulacji platform” się kończy – a w 2026 r. presja na ochronę nieletnich będzie rosła także poprzez zmiany w projektowaniu produktów i algorytmach rekomendacji.
Na początku 2026 r. sektor kosmiczny przypomniał, że tempo innowacji w obserwacji Ziemi rośnie: SpaceX wyniósł na orbitę trzeci satelitę z włoskiej konstelacji COSMO-SkyMed drugiej generacji. Jak opisuje Via Satellite, start odbył się 2 stycznia z bazy Vandenberg w Kalifornii na rakiecie Falcon 9, a po locie potwierdzono pozyskanie sygnału. Satelita jest typu SAR (synthetic aperture radar), czyli obserwuje Ziemię niezależnie od pogody i pory dnia, a konstelacja ma charakter dual-use – cywilno-obronny.
To wydarzenie jest technologicznie ważne, bo SAR wraca na pierwszy plan. W czasach, gdy obrazy optyczne są dostępne niemal wszędzie, przewagą staje się zdolność „widzenia” przez chmury i w nocy, a także większa stabilność danych w sytuacjach kryzysowych. Takie satelity są kluczowe dla monitorowania klęsk żywiołowych, infrastruktury krytycznej, zmian środowiskowych, ale też dla rozpoznania wojskowego i szeroko rozumianej analityki bezpieczeństwa. W praktyce rośnie popyt na dane, które można zestawiać porównawczo w długich seriach czasowych i automatycznie wykrywać zmiany.
Rozwój takich konstelacji napędza też rynek analiz: coraz większą wartością staje się nie sam obraz, ale wnioski wyciągnięte automatycznie – np. wykrywanie zmian, klasyfikacja obiektów czy alerty. To łączy segment kosmiczny z AI i z systemami bezpieczeństwa, tworząc jedną, coraz bardziej zintegrowaną gałąź innowacji. W 2026 r. będzie to szczególnie widoczne: przewagę buduje nie tylko „kto ma satelitę”, ale „kto najszybciej zamienia dane satelitarne w decyzję operacyjną”.
W Polsce tydzień przełomu roku przyniósł istotny „kamień milowy” cyfrowej administracji: od 1 stycznia 2026 r. kończy się okres przejściowy dla podmiotów publicznych w systemie e-Doręczeń, co oznacza obowiązek stosowania tego kanału jako podstawowego sposobu doręczania korespondencji do obywateli i firm. NASK opisuje to jako przejście do jednolitego standardu cyfrowej komunikacji w urzędach i symboliczne odchodzenie od papierowych awizo.
Równolegle w przestrzeni publicznej pojawiają się zapowiedzi, że cyberbezpieczeństwo i odporność cyfrowa będą jednym z filarów działań państwa w latach 2026–2027. W materiale PAP MediRoom sygnalizowano m.in. kontynuację budowy Centrum Cyberbezpieczeństwa NASK oraz rozwój portalu cyber.gov.pl jako miejsca, gdzie można zgłosić incydent i uzyskać wiedzę. Dla obywateli oznacza to, że cyfryzacja usług będzie coraz mocniej wiązana z wymaganiami bezpieczeństwa: uwierzytelnianiem, kontrolą dostępu, logowaniem zdarzeń i edukacją „higieny cyfrowej”. W praktyce rośnie też ryzyko operacyjne: masowa korespondencja cyfrowa przyciąga cyberprzestępców, którzy będą próbować podszywać się pod instytucje i tworzyć wiarygodne kampanie phishingowe.
Dlaczego to jest wydarzenie technologiczne, a nie tylko administracyjne? Bo e-Doręczenia wymuszają interoperacyjność między systemami: urzędy muszą integrować platformę z własnymi narzędziami, archiwizacją i obiegiem dokumentów. To generuje popyt na integracje, modernizację, audyty i szkolenia, a jednocześnie podnosi oczekiwania wobec jakości usług publicznych. W 2026 r. zobaczymy, czy standard cyfrowy stanie się realnie wygodny i powszechny, czy też natknie się na typowe bariery: nierówną dojrzałość IT w instytucjach, braki kadrowe i różne poziomy jakości wdrożeń.
W polskim ekosystemie innowacji uwagę zwraca informacja o udziale Creotech Instruments w europejskim projekcie PIONIER-Q-SAT, dotyczącym budowy naziemnej stacji do dystrybucji klucza kwantowego (QKD). Według komunikatu spółki, prace mają rozpocząć się 1 stycznia 2026 r. i potrwać do połowy 2029 r., a całkowita wartość projektu przekracza 9,9 mln euro. Media biznesowe w Polsce podkreślają, że udział w projekcie może otwierać nową linię produktową w obszarze rozwiązań kwantowych.
QKD jest istotne, bo dotyka przyszłości bezpieczeństwa komunikacji. W uproszczeniu chodzi o to, by klucze kryptograficzne dystrybuować w sposób, który – dzięki własnościom fizyki kwantowej – pozwala wykryć podsłuch. W świecie, gdzie rośnie ryzyko „harvest now, decrypt later” (zbierania zaszyfrowanych danych dziś i łamania ich w przyszłości), technologie kwantowe stają się elementem długofalowej strategii ochrony infrastruktury krytycznej: energetyki, finansów czy administracji. To trend, który będzie przyspieszał w 2026 r., bo firmy i państwa coraz częściej budują plany ochrony danych z horyzontem wielu lat.
Wymiar satelitarny QKD jest szczególnie ciekawy: satelity mogą łączyć odległe punkty na Ziemi, oferując kanał dystrybucji kluczy tam, gdzie światłowody są trudne lub kosztowne. Stacje naziemne to z kolei twarda infrastruktura: optyka, systemy śledzenia, integracja z sieciami telekomunikacyjnymi i procedury operacyjne. Dla Polski udział w takich projektach jest ważny pod kątem budowania specjalizacji w niszach o wysokiej wartości dodanej. Jeśli kompetencje zostaną utrzymane i skomercjalizowane, mogą przełożyć się na nowe kontrakty – zarówno w Europie, jak i na rynkach globalnych.