
Końcówka stycznia to klasycznie moment, gdy kultura „zagęszcza” tempo: duże finały i premiery w Polsce, mocny tydzień festiwali filmowych na świecie, a do tego wydarzenia pamięci, które w wielu krajach stają się ważnym elementem życia publicznego i edukacji. Poniżej zebrałem 10 wydarzeń z Polski i ze świata – każde opisane szerzej, z kontekstem i tym, co może z nich zostać na dłużej niż jeden nagłówek.
34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zagrał 25 stycznia 2026 r. i jak co roku był czymś więcej niż zbiórką – stał się wydarzeniem kultury wspólnotowej. WOŚP w praktyce działa jak coroczny „rytuał miejski”: koncerty, aukcje, działania lokalnych sztabów, wolontariat młodych ludzi, wspólne symbole (serduszka, identyfikacja wizualna, hasła) i poczucie, że w tym jednym dniu społeczeństwo potrafi się skleić ponad podziałami. Kulturowo ważne jest to, że WOŚP ma własny język, estetykę i sposób opowiadania o solidarności – a to wpływa na to, jak w Polsce myślimy o filantropii w ogóle. Tegoroczny cel dotyczył diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów, więc narracja wokół finału mocno akcentowała realny, konkretny „sens” działania: sprzęt i wsparcie, które widać w szpitalach.
To także tygodniowy „efekt kulturowy”: przez kilka dni przed i po finale media, instytucje i zwykli ludzie mówią o tym samym, a wiele marek i organizacji włącza się w akcje towarzyszące. Z perspektywy kultury jest to ciekawy przykład, jak działanie społeczne tworzy własny ekosystem wydarzeń, muzyki, aukcji i mikronarracji. W 2026 r. WOŚP znów pokazała, że kultura nie dzieje się wyłącznie w teatrach i muzeach – czasem dzieje się w tym, jak ludzie masowo wybierają wspólny gest i potrafią nadać mu święto-rytualny charakter.
W Krakowie jednym z najmocniejszych punktów tygodnia była długo wyczekiwana premiera „Nabucco” Giuseppe Verdiego w Operze Krakowskiej (28 stycznia). To tytuł, który w operowym świecie ma status „magnesu” – zarówno przez dramaturgię i efektowną partyturę, jak i przez „Va, pensiero”, chór, który dla wielu widzów jest niemal samodzielnym symbolem opery jako sztuki zbiorowego przeżycia. Premiera w operze jest zawsze czymś innym niż kolejne przedstawienie repertuarowe: buduje uwagę mediów, ściąga publiczność, która nie chodzi regularnie, oraz uruchamia dyskusję o tym, jak instytucja kultury czyta klasykę dzisiaj.
Z perspektywy tygodniowego „krajobrazu kultury” to ważne, bo przypomina, że instytucje repertuarowe – choć działają stabilnie i przewidywalnie – potrzebują takich momentów kulminacji, żeby odnawiać relację z publicznością. Premiera ma też efekt edukacyjny: wokół niej rośnie zainteresowanie prelekcjami, recenzjami, rozmowami o librettach, a nawet o historii kontekstu (w tym o tym, dlaczego „Nabucco” bywało czytane politycznie). W praktyce Kraków dostał w tym tygodniu wydarzenie „wysokiej kultury”, które jednak działa w masowej skali: przyciąga, porusza i buduje rozmowę o muzyce w przestrzeni publicznej.
W Londynie, 28 stycznia, odbył się specjalny pokaz dokumentu „Karski & the Lords of Humanity” w Ognisku Polskim, organizowany we współpracy z polskimi instytucjami kultury. To wydarzenie ma znaczenie nie tylko jako jednorazowy seans, ale jako przykład, jak polska kultura historyczna funkcjonuje w diasporze: nie przez monumentalne obchody, tylko przez spotkanie, film i rozmowę. Film o Janie Karskim wraca zwykle w okolicach Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, bo jego historia dotyczy próby „przebicia się” z prawdą do przywódców świata. Kulturowo to temat trudny, ale ważny: dotyka etyki świadka, odpowiedzialności, a także tego, jak opowiadamy o bezsilności i odwadze.
Tego typu pokazy w ośrodkach polonijnych mają długie echo: budują tożsamość, łączą pokolenia (bo na sali bywają i osoby pamiętające opowieści rodzinne, i młodzi, dla których to „pierwsze spotkanie” z Karskim), a przy okazji wprowadzają polskie wątki do lokalnego obiegu kultury. W tygodniu, w którym Europa mocno wracała do pamięci o Zagładzie, taki pokaz działa jak pomost: między filmem a historią, między Polską a światem, między emocją a wiedzą. To też sygnał, że kultura dokumentu – kiedy jest dobrze osadzona w kontekście – potrafi być narzędziem realnej rozmowy, a nie tylko „kolejnym filmem do obejrzenia”.
27 stycznia – rocznica wyzwolenia Auschwitz-Birkenau – znów stał się jednym z najmocniejszych momentów kultury pamięci w Europie i poza nią. W wielu krajach odbywały się uroczystości, spotkania edukacyjne, wydarzenia muzealne, publikacje świadectw i rozmowy z ocalałymi. To ważne w wymiarze kulturowym, bo pamięć o Zagładzie nie jest wyłącznie „historią”: jest elementem współczesnego języka moralnego i politycznego, a także testem dojrzałości instytucji publicznych. UNESCO i ONZ podkreślają, że rocznica ma sens nie tylko jako upamiętnienie, ale jako zobowiązanie do edukacji i ochrony godności człowieka – zwłaszcza w czasie, gdy rośnie napięcie społeczne, a w przestrzeni internetowej krążą treści zniekształcające fakty.
W praktyce ten tydzień pokazał, że kultura pamięci staje się coraz bardziej „wielokanałowa”: obok oficjalnych ceremonii rosną wydarzenia w muzeach, projekty artystyczne, działania szkół, a nawet formaty cyfrowe. Dzień pamięci jest więc jednocześnie tradycją (rytuał, znicze, przemówienia) i polem nowoczesnej komunikacji (wideo, kampanie edukacyjne, archiwa online). To też ważny moment dla Polski, bo Auschwitz jest punktem odniesienia globalnym – a więc polska przestrzeń pamięci staje się częścią światowej kultury publicznej. W tym sensie 27 stycznia działa jak „lustro”: pokazuje, jak państwa i społeczeństwa potrafią mówić o przeszłości tak, by była ona ostrzeżeniem i lekcją, a nie wyłącznie datą w kalendarzu.
W Salzburgu trwa Mozartwoche – festiwal organizowany przez Fundację Mozarteum, który w 2026 r. ma wymiar jubileuszowy (m.in. przez temat przewodni i rocznice związane z Mozartem oraz samym festiwalem). W tygodniu 23–30 stycznia wydarzenia festiwalowe naturalnie zbliżają się do „daty centralnej”, czyli urodzin Mozarta (27 stycznia), co zwykle podnosi temperaturę medialną i publiczną: więcej koncertów, większe zainteresowanie biletami, mocniejsza obecność w zagranicznych serwisach kulturalnych. To klasyczny przykład kultury „instytucjonalnej” w najlepszym sensie: konsekwentnie budowanej, rozpoznawalnej na świecie, a jednocześnie otwartej na współczesne interpretacje (bo Mozartwoche nie jest wyłącznie muzeum dźwięku – to festiwal, który co roku inaczej ustawia akcenty).
Znaczenie tego tygodnia polega na tym, że festiwal jest nie tylko prezentacją repertuaru, ale także elementem turystyki kulturowej i ekonomii kultury: przyciąga publiczność z zagranicy, wspiera lokalny sektor usług, a wizerunkowo podtrzymuje pozycję Salzburga jako miasta-marki. W skali europejskiej Mozartwoche jest też sygnałem, że „klasyka” wciąż może być żywa, jeśli ma dobrą opowieść, jakość wykonania i konsekwentną strategię programową. A rocznicowe ramy 2026 r. wzmacniają to jeszcze bardziej: publiczność dostaje powód, by wrócić do Mozarta nie z obowiązku, tylko z ciekawości.
Bruksela weszła w miesiąc fotografii z jubileuszową, 10. edycją PhotoBrussels Festival, która potrwa do 22 lutego. W tygodniu 23–30 stycznia festiwal żyje najbardziej „premierowo”: startują wystawy, odbywają się oprowadzania, spotkania autorskie i wydarzenia otwarcia. Dla kultury wizualnej to istotne, bo PhotoBrussels działa jak mapa – rozprasza sztukę po wielu miejscach miasta i zachęca do oglądania fotografii nie jako pojedynczych obrazów, ale jako opowieści o pamięci, tożsamości i polityce. Jubileusz dodaje temu jeszcze jedną warstwę: to moment podsumowania dekady i pokazania, jak zmieniały się tematy fotografii w Europie (od „intymnych narracji” po dokument wojny i kryzysów).
Kulturowo ważne jest też to, że festiwal działa równolegle na kilku publicznościach. Dla widza „od sztuki” jest programem wystawienniczym; dla zwykłego mieszkańca – pretekstem, by wejść do galerii, do której normalnie by nie wszedł; dla miasta – narzędziem wizerunkowym i turystycznym. W tym tygodniu wiele mediów opisywało PhotoBrussels jako festiwal, który potrafi łączyć mocny dokument i formy bardziej eksperymentalne, a jubileuszowa skala (dziesiątki wystaw) wzmacnia wrażenie, że fotografia jest dziś jednym z najważniejszych języków opowiadania świata. To dobry przykład „kultury rozproszonej”: nie jednej gali, tylko całego, gęstego ekosystemu.
29 stycznia wystartował International Film Festival Rotterdam (IFFR), jeden z najważniejszych europejskich festiwali dla kina autorskiego, eksperymentalnego i odkrywczego. Dla tygodnia 23–30 stycznia to wydarzenie „zamyka” miesiąc mocnym akcentem filmowym: Rotterdam tradycyjnie przyciąga twórców, krytyków i branżę, ale jest też festiwalem, który lubi ryzyko programowe. Co istotne, w komunikacji festiwalu mocno wybrzmiewa wątek dostępności – m.in. sensory-friendly screenings (seanse z dostosowanym dźwiękiem i światłem), co kulturowo oznacza przesunięcie standardu: festiwal nie jest już „dla wybranych”, tylko świadomie projektuje doświadczenie dla różnych potrzeb widzów.
To szczególnie ważne, bo w ostatnich latach europejskie instytucje kultury coraz częściej muszą udowadniać, że potrafią łączyć ambicję z inkluzywnością. IFFR w tym tygodniu wysyła sygnał, że nowoczesny festiwal to nie tylko selekcja filmów, ale też przestrzeń rozmów, wydarzeń towarzyszących, instalacji audiowizualnych i spotkań z twórcami. Dla widza końcówka stycznia w Rotterdamie jest jak „pierwsze duże okno” na kino 2026: na tematykę, estetyki i nastroje, które będą rezonować w kolejnych miesiącach sezonu festiwalowego. W tym sensie IFFR jest nie tylko przeglądem, ale barometrem – pokazuje, gdzie przesuwa się wrażliwość kina w Europie.
W Sundance Film Festival 2026 tydzień 23–30 stycznia to moment przejścia w fazę, która zmienia sposób uczestnictwa w kulturze filmowej: uruchomiono streaming online wybranych tytułów (od 29 stycznia do 1 lutego), a jednocześnie festiwal ogłaszał i komunikował nagrody w krótkim metrażu. To ważne zjawisko kulturowe, bo Sundance – jako symbol „niezależności” – coraz wyraźniej pokazuje, że dostęp do kina festiwalowego nie musi oznaczać fizycznej obecności w jednym mieście. Model online, utrzymany po doświadczeniach pandemicznych, przekształca festiwal w hybrydową platformę: część publiczności ogląda filmy na miejscu, część – w domu, ale w podobnym czasie, w podobnym rytmie premier.
Wątek shortów i ich nagród ma tu dodatkową wagę. Krótki metraż często jest pierwszym krokiem reżyserów i producentów, a jednocześnie formatem, który szybciej reaguje na rzeczywistość – bywa bardziej bezpośredni, odważny formalnie i tematycznie. Ogłoszenie laureatów w programie krótkich filmów (w tym Grand Jury Prize w shortach) podbija zainteresowanie „mniejszymi” formami i przypomina, że festiwalowa kultura nie opiera się wyłącznie na głośnych tytułach z gwiazdami. W tym tygodniu Sundance pokazało też coś jeszcze: że rynek i kultura przenikają się w nowy sposób, bo streaming i rozproszona widownia mogą wzmacniać rozpoznawalność filmów jeszcze przed decyzjami dystrybutorów.
25 stycznia, podczas 61. Solothurner Filmtage, wręczono nagrody aktorskie PRIX SWISSPERFORM 2026. To wydarzenie jest ciekawe kulturowo, bo pokazuje zmianę hierarchii prestiżu: telewizja i seriale nie są już „mniej ważne” od kina – coraz częściej stają się głównym polem jakościowego aktorstwa i opowiadania historii. Nagrody doceniają role w produkcjach telewizyjnych, a same Solothurner Filmtage są ważną instytucją dla szwajcarskiej kultury filmowej. W tygodniu, w którym Europa żyła festiwalami i tematami pamięci, Solothurn przypomniał, że kultura narodowa nie rozwija się bez stabilnych nagród i świąt branży, które budują rozpoznawalność twórców u własnej publiczności.
W praktyce tego typu wyróżnienia robią dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, porządkują „kanon sezonu”: wskazują role, o których będzie się mówiło, do których będą wracać media, a które mogą stać się punktem odniesienia dla młodych aktorów. Po drugie, wspierają produkcje – bo nagroda jest sygnałem jakości także dla platform, nadawców i międzynarodowych partnerów. W 2026 r. PRIX SWISSPERFORM jest więc nie tylko galą, ale elementem całego ekosystemu: finansowania, dystrybucji i budowania zaufania do treści „made in Switzerland”. A to, że ceremonia odbyła się w tym tygodniu, dobrze wpisuje się w europejską opowieść o kulturze audiowizualnej jako strategicznym zasobie.
27 stycznia American Library Association ogłosiło laureatów Andrew Carnegie Medals for Excellence w kategorii fikcji i non-fiction. Wydarzenie ma znaczenie kulturowe na kilku poziomach. Po pierwsze, to jeden z ważniejszych sygnałów jakości dla literatury „dorosłej” w amerykańskim obiegu czytelniczym, a wyróżnienia ALA mają szczególną wagę, bo są mocno związane z bibliotekami – instytucją kultury masowej, a nie elitarną. Po drugie, sama opowieść o nagrodach w tym roku mocno akcentowała temat bibliotek jako przestrzeni wspólnej: miejsca pracy, edukacji, integracji i bezpieczeństwa symbolicznego. W czasie, gdy w wielu krajach instytucje publiczne są pod presją oszczędności i sporów ideologicznych, takie nagrody przypominają, że biblioteka jest jednym z najbardziej „demokratycznych” punktów kultury.
Kulturowo ważne jest też to, że Carnegie Medals nie działają jak jednorazowy fajerwerk. Ogłoszenie zwycięzców uruchamia efekt długiego trwania: zwiększa zamówienia bibliotek, wpływa na listy czytelnicze, rozmowy klubów książki i programy wydarzeń literackich. Innymi słowy, nagroda realnie przesuwa uwagę czytelników w stronę konkretnych tytułów i tematów. W tym tygodniu literatura pojawiła się więc nie tylko jako „recenzje i premiery”, ale jako element infrastruktury kultury: sieci bibliotek, rekomendacji i instytucjonalnej troski o czytelnictwo. To dobry kontrapunkt dla głośnych festiwali filmowych – pokazuje, że kultura tygodnia to także spokojna, ale wpływowa praca instytucji czytelniczych.