
Ten tydzień w kulturze był w dużej mierze „tygodniem Nowego Roku”: od koncertów plenerowych i telewizyjnych widowisk w Polsce, przez rytuały muzyki klasycznej w Wiedniu, aż po globalne, medialne symbole – Times Square czy Rose Parade. Poniżej zebrałem 10 wydarzeń z Polski i ze świata, które najmocniej wybrzmiały w przestrzeni publicznej w ostatnich dniach.
Każde wydarzenie opisuję szerzej – nie tylko „co się stało”, ale też dlaczego to ma znaczenie kulturowe: jak buduje wspólnotę, jakie niesie emocje, co mówi o mediach i o tym, jak dziś świętujemy oraz konsumujemy kulturę.
Transmitowany na żywo „Sylwester z Dwójką” w Katowicach był jednym z najbardziej widocznych wydarzeń masowej kultury w Polsce w tym tygodniu. Plenerowa scena stanęła w Strefie Kultury przed Spodkiem, a format był typowo telewizyjny: krótki, dynamiczny repertuar, szybkie wejścia artystów, dużo światła i reżyseria nastawiona na wspólne odliczanie do północy. To nie „koncert klubowy”, tylko wielkie, wspólnotowe widowisko, w którym publiczność jest jednocześnie widownią i elementem scenografii – a obraz z tłumu staje się równorzędnym bohaterem transmisji. W praktyce „kulturalność” tego formatu polega mniej na artystycznym ryzyku, a bardziej na społecznym rytuale: domowym świętowaniu zsynchronizowanym z jedną, wspólną narracją.
W programie zapowiadano przekrojową mieszankę „ikon” i młodszej sceny, a jako najmocniejszą niespodziankę podawano występ Stinga. Wśród nazwisk wymienianych w zapowiedziach pojawiały się m.in. Maryla Rodowicz, Justyna Steczkowska, Doda, Kayah, Margaret, Cleo, Ich Troje, Michał Szpak, Dawid Kwiatkowski czy Viki Gabor – czyli dokładnie to, co w telewizyjnym sylwestrze działa najlepiej: wysoka rozpoznawalność, refren do wspólnego śpiewania i tempo zmian na scenie. Organizacyjnie istotna była też „twarda” godzina startu transmisji (19:50), która narzuca rytm całemu wydarzeniu. Taki sylwester jest więc jednocześnie imprezą na żywo, programem telewizyjnym i reklamą miasta.
Zakopane zorganizowało plenerowe powitanie Nowego Roku na Górnej Równi Krupowej – wydarzenie, które łączy turystyczną wizytówkę miasta z pomysłem na program „dla wszystkich”. W opisie imprezy akcentowano muzyczną „podróż przez dekady”, czyli repertuar zbudowany z hitów, które mają zadziałać zarówno na przyjezdnych, jak i na lokalną publiczność. To jest kultura miejskiego świętowania w wersji turystycznej: mniej artystycznego ryzyka, więcej wspólnego tańca, śpiewu i poczucia, że w jednym miejscu spotykają się różne pokolenia. W takim formacie rośnie znaczenie samej atmosfery: ludzi, którzy przychodzą nie po „konkretny koncert”, tylko po bycie częścią wydarzenia.
W programie zapowiadano m.in. finałowy set De Mono przed północą oraz kontynuację już po wybiciu Nowego Roku z energetycznym show Gipsy King Party feat. Rico Sanchez. To pokazuje klasyczną sylwestrową konstrukcję emocji: najpierw piosenki „do wspólnego refrenu”, potem tańsza, bardziej taneczna faza po północy. Organizatorzy opisują Rówień Krupową jako wielki parkiet taneczny pod tatrzańskim niebem – i to nie jest tylko marketing. Zakopane jest tu scenografią samą w sobie, a koncert działa jak produkt turystyczny, który konkuruje o uwagę z innymi miastami. Kulturowo widać, jak mocno sylwester jest dziś „wydarzeniem miejsca”: liczy się nie tylko muzyka, ale i to, że dzieje się „tu”, w konkretnym punkcie miasta), dzięki czemu ma własny charakter i własną energię.
Koncert Noworoczny Filharmoników Wiedeńskich to w kulturze europejskiej rytuał, który 1 stycznia porządkuje emocje po nocy sylwestrowej. Zamiast hałasu i fajerwerków dostajemy elegancki, przewidywalny format, w którym muzyka Straussa i jego epoki ma brzmieć „jak początek roku powinien brzmieć”. W 2026 roku koncert odbył się w Złotej Sali Musikverein i po raz pierwszy poprowadził go Yannick Nézet-Séguin. W samych zapowiedziach podkreślano też „symboliczny” wymiar programu: obok tradycji Straussa pojawiały się akcenty pokazujące, że ta instytucja potrafi delikatnie przesuwać granice repertuaru i opowiadać o swojej tożsamości na nowo.
Z kulturowego punktu widzenia fascynujące jest to, jak ten format łączy tradycję z nowoczesną dystrybucją. Organizatorzy podają, że koncert jest transmitowany do ponad 150 krajów i oglądany przez około 50 milionów widzów. W praktyce oznacza to, że „Wiedeń 1 stycznia” jest jednocześnie doświadczeniem lokalnym (publiczność w sali) i globalnym (telewizja i streaming). To przykład kultury, która buduje wspólnotę ponad językami: nawet jeśli ktoś nie odróżnia polki od walca, rozumie komunikat – to jest chwila oddechu, piękna i powtarzalności. Taka powtarzalność bywa dziś luksusem, dlatego koncert pozostaje jednym z najbardziej nowoczesnych wydarzeń medialnych świata muzyki klasycznej.
W Polsce kulturalny „pierwszy dzień roku” również ma swoje stałe punkty, a jednym z nich był XXI Koncert Noworoczny Mazowieckiego Teatru Muzycznego im. Jana Kiepury w Filharmonii Narodowej w Warszawie. To wydarzenie stoi na styku muzyki poważnej i szerokiej rozrywki: z jednej strony prestiż sali i koncertowy ceremoniał, z drugiej – idea programu atrakcyjnego dla możliwie szerokiej publiczności. Organizatorzy podkreślali motyw „młodości” oraz to, że na scenie pojawiają się młodzi śpiewacy i soliści, którzy zdobywają doświadczenie na dużych scenach operowych. Taki komunikat jest ważny, bo buduje poczucie „uczestnictwa w czymś, co rośnie” – w karierach artystów i w samej instytucji.
Kulturalnie ważne jest to, że taki koncert działa jak pomost. Dla części widzów to pierwszy kontakt z Filharmonią Narodową i operową galą wokalną; dla innych – przyjemny, nieobciążający powrót do muzyki klasycznej w świątecznej oprawie. Do tego dochodzi współczesny aspekt „wydarzenia hybrydowego”: zapowiadano transmisję na żywo w TVP3 Regiony, a uczestników proszono o przybycie wcześniej, bo po rozpoczęciu koncertu wejście miało być możliwe dopiero w przerwie. To pokazuje, że koncert jest dziś jednocześnie spotkaniem „na sali” i produktem medialnym, który ma własne zasady. W efekcie kultura pełni tu rolę regeneracyjną: 1 stycznia daje coś spokojniejszego niż sylwestrowy hałas, ale nadal dostępnego i otwartego na nowych odbiorców – i dzięki temu buduje publiczność na przyszłość.
Nowojorski „ball drop” na Times Square to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli popkultury na świecie – i w tym tygodniu znów odegrał rolę globalnego obrazu Nowego Roku. Tłum w sercu Manhattanu, konfetti, scena z występami muzycznymi, odliczanie i charakterystyczna kula opadająca w ostatnich sekundach roku: to format tak powtarzalny, że stał się językiem samym w sobie. Relacje wskazywały na detal, który świetnie opisuje kulturę „na pokaz”: kula, pokryta ponad 5 tysiącami kryształów, zjeżdża po maszcie jak sceniczny rekwizyt o randze symbolu. Właśnie tak działa współczesna popkultura: materialny detal staje się znakiem, który rozpoznaje świat.
To wydarzenie jest kulturalne nie tylko dlatego, że towarzyszą mu występy, ale przede wszystkim dlatego, że jest wielkim spektaklem medialnym. Uczestnicy są jednocześnie publicznością i scenografią, a miasto „sprzedaje” światu obraz energii i ciągłości. W relacjach podkreślano też to, co dziś jest nieodłączną częścią wielkich rytuałów: pogodę i bezpieczeństwo. Tysiące osób stały na mrozie, a jednocześnie funkcjonowały w realiach wzmożonych zabezpieczeń. To pokazuje, że kultura masowych zgromadzeń musi dziś działać równocześnie na poziomie emocji i organizacji ryzyka. A mimo to ludzie wciąż przychodzą – bo potrzeba wspólnego momentu, nawet w największym tłumie, pozostaje jedną z najmocniejszych sił kultury popularnej.
Sydney tradycyjnie jest jednym z pierwszych wielkich miast, które wita Nowy Rok widowiskiem nad portem – z fajerwerkami nad Harbour Bridge i Operą w tle. Tegoroczne świętowanie miało jednak dodatkową warstwę emocjonalną: relacje zwracały uwagę na wzmożone zabezpieczenia oraz na to, że część obchodów nawiązywała do ofiar niedawnego, śmiertelnego ataku na zgromadzenie społeczności żydowskiej. W doniesieniach pojawiły się bardzo konkretne obrazy: widoczna obecność policji (w tym funkcjonariuszy z bronią długą), element upamiętnienia przed północą oraz symboliczna oprawa wizualna na moście. To zmienia ton imprezy: nadal jest święto, ale jest też pamięć i świadomość kruchości bezpieczeństwa.
Kulturalnie jest to ważne, bo pokazuje, jak publiczne rytuały potrafią „przyjąć” traumę i zmienić narrację bez rezygnacji z samego wydarzenia. Fajerwerki stają się wtedy nie tylko atrakcją, ale też deklaracją: miasto chce dalej żyć, a jednocześnie nie udaje, że nic się nie stało. Wiele kultur zna takie momenty – gdy celebracja zostaje „przefiltrowana” przez doświadczenie wspólnoty i nagle nawet banalny element (odliczanie, wiwaty) ma pod spodem dodatkowe znaczenie. Sydney jest tu dobrym przykładem współczesnej kultury miasta: spektakl i żałoba potrafią istnieć jednocześnie, a masowe świętowanie staje się formą wspólnego „zebrania się” po trudnym czasie. To jeden z tych momentów, gdy kultura pokazuje swoje społeczne zadanie – pomaga wrócić do wspólnego funkcjonowania w świecie realnych zagrożeń i zbiorowych emocji.
Końcówka roku w Indonezji przyniosła decyzje, które dobrze pokazują, że kultura świętowania nie jest oderwana od kontekstu społecznego. W wielu miejscach ograniczono lub odwołano fajerwerki w geście solidarności z ofiarami katastrofalnych powodzi i osuwisk ziemi na Sumatrze. Reuters relacjonował, że władze centralne poparły regionalne plany rezygnacji z pokazów, a władze i policja m.in. w Dżakarcie oraz na Bali zapowiadały brak zgody na oficjalne pokazy. Z kolei relacje z samych obchodów podkreślały, że na turystycznym Bali typowe „koncerty i fajerwerki” zostały zastąpione wydarzeniem kulturalnym z tradycyjnymi tańcami. To ważny sygnał: nawet w miejscach silnie turystycznych rytuał może zostać przestawiony na ton empatii.
Z perspektywy kultury to ciekawy przykład „negocjowania formatu”. Turysta często oczekuje uniwersalnego, głośnego sylwestra, ale społeczność ma własne rytuały, estetykę i tempo, a tradycyjny taniec nie jest „animacją”, tylko żywą praktyką kulturową. W efekcie witanie Nowego Roku na Bali staje się lekcją, że wejście w nowy rok nie musi wyglądać identycznie na całym świecie i że lokalne formy ekspresji mogą być równie atrakcyjne jak fajerwerki. Jednocześnie to sygnał społecznej wrażliwości: kultura świętowania potrafi się „przyciszyć”, kiedy wspólnota uznaje, że tego wymaga sytuacja. W praktyce takie decyzje mówią więcej o społeczeństwie niż niejedna uroczysta deklaracja – pokazują, że pamiętamy o tych, którzy cierpią, i potrafimy dostosować rytuał do realności.
Rose Parade w Pasadenie to dla amerykańskiej kultury doroczny rytuał, który 1 stycznia buduje poczucie „to już naprawdę nowy rok”. To nie tylko pochód, ale wielka prezentacja „sztuki użytkowej”: platformy kwiatowe, orkiestry marszowe, jednostki konne i cała symbolika wspólnoty, która przygotowuje się do jednego poranka. 137. edycja zapisała się jednak pogodą. Według relacji prasowych padało – i to wyraźnie, bo mowa była o 1–2 calach deszczu. Parada mimo wszystko wystartowała o 8:00 czasu lokalnego i przeszła trasą liczącą niemal 6 mil. To ważne, bo pokazuje typowy dla takich rytuałów upór w trwaniu: nawet jeśli warunki są „nieparadowe”, wydarzenie ma się odbyć, bo jest częścią kalendarza kultury.
Kulturalnie Rose Parade jest świetnym przykładem wydarzenia, które istnieje „tu i teraz”, a potem żyje jako zapis w pamięci i mediach. Kwiatowe instalacje są ogromnymi obiektami tworzonymi na krótką chwilę – a po paradzie zostaje dokumentacja, zdjęcia, transmisje i opowieści uczestników. To także wydarzenie o wyjątkowej skali pracy zespołowej: setki wolontariuszy i projektantów spędzają tygodnie, by platformy powstały, a w dniu parady wszystko zadziałało co do minuty. Deszcz w 2026 roku nie anulował sensu, tylko go uwypuklił: pokazał, że to rytuał zbudowany na wspólnocie i determinacji, nie na wygodzie. Mimo mokrych kurtek i zimna, rytuał zadziałał.
W kulturze masowej jednym z najmocniejszych sygnałów tygodnia była informacja, że film „Avatar: Fire and Ash” przekroczył miliard dolarów globalnych wpływów z biletów. Takie progi w kinie są czymś więcej niż statystyką: stają się symbolem skali oddziaływania i argumentem w dyskusjach o kondycji kin, roli blockbusterów oraz tym, czy wielkie franczyzy „zjadają” uwagę widzów. Reuters podawał, że film miał osiągnąć około 1,03 mld dolarów wpływów na świecie, a seria „Avatar” – po zsumowaniu części – urosła do wielu miliardów dolarów. To jest moment, w którym kultura spotyka się wprost z ekonomią: wynik finansowy zaczyna pełnić rolę kulturowej „pieczęci ważności”.
Kulturalnie interesująca jest dynamika odbioru takich tytułów. Jedni idą dla historii, inni dla świata przedstawionego i technologii obrazu (zwłaszcza seansów 3D), jeszcze inni dla samego faktu uczestnictwa w globalnym wydarzeniu, o którym „wszyscy mówią”. Przekroczenie miliarda działa jak pieczęć: to film, którego nie wypada pominąć, jeśli chce się uczestniczyć w rozmowie o popkulturze. W tle jest oczywiście ekonomia branży – ale dla kultury ma znaczenie także to, że kino wciąż potrafi wygenerować „wspólne przeżycie”, czyli sytuację, w której miliony ludzi oglądają ten sam tytuł i potem o nim dyskutują. W świecie rozproszonych treści streamingowych taki masowy seans pozostaje rzadkością, więc każda kolejna „miliardowa” premiera jest sygnałem: ludzie chcą coś zobaczyć razem, na dużym ekranie, w tej samej chwili.
Zapowiedź udziału Laury Pausini w ceremonii otwarcia zimowych igrzysk Milano Cortina 2026 to przykład, jak mocno współczesne ceremonie sportowe stały się wydarzeniami popkulturowymi. Igrzyska są oczywiście sportem, ale otwarcie to globalny spektakl – transmitowany, komentowany i analizowany podobnie jak wielki koncert. Reuters relacjonował, że Pausini będzie jedną z głównych wykonawczyń, a ceremonia ma odbyć się 6 lutego na stadionie San Siro w Mediolanie. To ważne, bo w takim ujęciu ogłoszenie artysty nie jest „dodatkiem do sportu”, tylko elementem narracji, która ma nadać igrzyskom ton, emocje i „moment” do zapamiętania.
Z kulturowego punktu widzenia widać tu dwa trendy. Pierwszy to łączenie marek: sport wzmacnia zasięg muzyki, a muzyka ociepla wizerunek sportowego megawydarzenia i nadaje mu emocjonalną narrację. Drugi to rosnąca rola „momentów” – fragmentów ceremonii, które potem żyją własnym życiem w mediach społecznościowych i newsach. Obecność artystki o międzynarodowej rozpoznawalności to inwestycja w pamiętny moment, który łatwo wyciąć, udostępnić i powtarzać. Na poziomie tygodniowego podsumowania kultury to też sygnał, że świat kultury „ustawia się” pod wielkie wydarzenia 2026 roku: już na początku stycznia zaczyna się budowanie napięcia i oczekiwań, w których muzyka i spektakl odgrywają rolę równą sportowi. To zapowiedź, że igrzyska będą opowiadane nie tylko wynikami, ale też obrazem, emocją i sceną – a więc językiem popkultury, który rozumie każdy, niezależnie od tego, czy ogląda sport, czy po prostu lubi duże, dobrze wyprodukowane spektakle.