Wybielanie zębów w domu: hit czy kit?

Palenie papierosów, picie kawy, herbaty i czerwonego wina, zażywanie leków (np. antybiotyków) i jedzenie niektórych produktów, jak chociażby grapefruity. Wystarczyły 2 minuty z „doktorem Google”, aby udało mi się ustalić najczęstsze przyczyny żółknięcia zębów.  Jestem Ania i sama mam do czynienia z tym problemem, choć nie palę, nie nadużywam wymienionych napojów i nie jestem lekomanką. Cóż, widocznie w moim przypadku w grę wchodzą też uwarunkowania genetyczne. W gruncie rzeczy nie ma to aż takiego znaczenia. Interesuje mnie natomiast, co mogę z tym fantem zrobić? Czy wybielanie zębów w domu jest w ogóle warte zachodu? Sprawdziłam to, a efektami „śledztwa” dzielę się z Wami w tym poradniku.

Dlaczego zdecydowałam się na wybielanie zębów w domu?

Ta decyzja nie ma żadnego drugiego dna. Powód był prozaiczny: bardzo wysokie koszty wybielania w gabinecie dentystycznym. Poczytałam też o możliwych następstwach takiego zabiegu i doszłam do wniosku, że:

  1. Nie stać mnie na to.
  2. Nie chcę ryzykować, że zyskam białe, ale za to bardzo osłabione zęby.

W tym momencie wiedziałam już, że jedynym rozwiązaniem, na które aktualnie mogę sobie pozwolić, jest wybielanie zębów w domu, ale – to bardzo ważne – niekoniecznie domową metodą. Próbowałam już tych wszystkich „cudownych” mikstur z sodą oczyszczoną, kurkumą czy olejem lnianym. Wszystko bez skutku. Tym razem postanowiłam więc przetestować gotowe produkty.

Pasty wybielające: efekt był marny

Od razu uprzedzam Wasze domysły: nie używałam jakiejś pasty z niskiej półki, która rzekomo gwarantuje efekt wybielenia zębów po 2 tygodniach. Nie jestem naiwna. Pastę wybielającą (a właściwie dwie, bo pierwsza okazała się totalnym nieporozumieniem) kupiłam w aptece. Produkt zalecany przez stomatologów, znakomite działanie, uśmiech bielszy o 3 odcienie – marketingowcy, którzy wprowadzali te produkty na rynek, naprawdę się postarali.

Niestety, pomimo stosowania obu past zgodnie z zaleceniami producentów, po 2 tygodniach nie zauważyłam żadnej znaczącej różnicy. Owszem, wydawało mi się, że zęby są nieco bielsze, ale to mogła być tylko autosugestia.

Celowo na czas kuracji zrezygnowałam też z picia kawy, a herbatę ograniczyłam do 2 kubków dziennie. Nie piłam też czerwonego wina, a papierosów – jak już wspomniałam – nie palę. Teoretycznie więc moje nabytki miały perfekcyjne warunki do działania i przekonania mnie, że cuda się zdarzają. No niestety, ten w postaci wybielenia moich zębów się nie zdarzył.

Co dalej?

Zgadliście: zaczęłam „googlać” i oczywiście znalazłam dziesiątki stron, na których można kupić kolejne, podobno niesamowicie skuteczne środki do wybielania zębów w domu. Po doświadczeniach z pastami wybielającymi byłam już znacznie ostrożniejsza. Dokładnie czytałam opisy produktów, konfrontowałam podane w nich informacje z wiedzą – nazwijmy to ogólnie – medyczną i… ponownie zaryzykowałam.

Wybór padł na produkt, który na rynku pojawił się całkiem niedawno i nie znalazłam wielu obiektywnych informacji na jego temat. Co mnie przekonało? Po pierwsze: skład. Po drugie: mało marketingowej „ściemy” w opisie. Po trzecie: fajna nazwa, która od razu trafiła w mój gust. Chodzi o CoCo White Mint. Tak, ja też myślałam, że ma to jakiś związek z kokosem, ale nie. W nazwie tak naprawdę kryje się główny składnik produktu, czyli – uwaga, trudna nazwa – „nano-carbon CoCo”. To właśnie ta postać aktywnego węgla ma usuwać z zębów nagromadzone zanieczyszczenia i toksyny, co potocznie nazywamy efektem wybielania. Dodatkowo w składzie znajdziemy m.in. glinkę bentonitową, o której już kiedyś słyszałam wiele dobrych rzeczy (świetnie odżywia i wzmacnia zęby).

Postanowiłam zaryzykować i zamówiłam CoCo White Mint. Koszt nie był jakiś szczególnie dotkliwy, a skoro skład produktu jest w 100% naturalny, to raczej niewiele ryzykowałam. Moje wrażenia? Opisuję je w kolejnym akapicie.

Aktywny węgiel: wybiela zęby czy nie?

Nie będę ukrywać, że miałam co do tego duże wątpliwości. Pisząc wprost: spodziewałam się kolejnej klapy. Producent zaleca stosowanie CoCo White Mint 2-4 razy w tygodniu po 2 minuty. Opakowanie wystarcza na 4 miesiące, ale ja chciałam ocenić efekty już po 2 tygodniach.

CoCo White Mint ma postać proszku, którego odrobinę wysypujemy na szczoteczkę i po prostu myjemy zęby przez 2-3 minuty. Później wystarczy już tylko przepłukać usta. Zostaje w nich przyjemny, miętowym smak.

Co z tym efektem wybielania? Byłam naprawdę mile zaskoczona. Spodziewałam się kolejnej „autosugestii”, ale nawet moi bliscy potwierdzili, że zęby są wyraźnie bielsze. Może nie idealnie białe, bo to byłaby już przesada, ale na pewno ładniejsze niż wcześniej.

To nie koniec moich testów. CoCo White Mint zostaje w mojej łazience i jestem bardzo ciekawa efektu za kolejne 2-3 miesiące. Wrażeniami oczywiście podzielę się w kolejnej recenzji. Już teraz wiem jednak, że to nie były pieniądze wyrzucone w błoto.

Artykuł partnera serwisu.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.