Coraz częściej sięgamy po nagrywanie rozmów: na zebraniu rodziców, w przychodni, podczas trudnej rozmowy z szefem czy administratorem budynku. Motywacja bywa prosta: „chcę mieć dowód”. Smartfon w kieszeni kusi, by nacisnąć przycisk. Ale razem z tą łatwością przychodzi odpowiedzialność. Ten tekst porządkuje trzy poziomy: co w Polsce wolno, czego nie wolno (i dlaczego), jak nagrywać etycznie, oraz co zrobić z nagraniem, żeby nie wpaść w prawne i życiowe tarapaty.
W polskim prawie zasadniczą różnicą jest to, czy uczestniczysz w rozmowie. Jeśli tak, nagrywanie co do zasady nie jest przestępstwem. Przestępstwem może być podsłuchiwanie osób trzecich, uzyskiwanie informacji „nie dla ciebie” albo przechwytywanie cudzej korespondencji. Ta granica wynika z ochrony tajemnicy komunikacji i prywatności. Innymi słowy: o ile własną rozmowę możesz utrwalić, to „polowanie na cudze słowa” już podpada pod odpowiedzialność karną.
Osobną kwestią jest wykorzystanie nagrania. Polskie sądy cywilne nie wykluczają z góry prywatnych, nawet potajemnych nagrań – podlegają one ocenie wiarygodności i okoliczności pozyskania. Co innego publikacja: tu dochodzą prawa do wizerunku, głosu (dobro osobiste) oraz ochrona danych osobowych. Dowód w sporze to jedno, wrzucenie nagrania do sieci – to coś zupełnie innego.
Zebranie rodziców w szkole. Rodzic jest stroną rozmowy – nagranie samej rozmowy co do zasady nie jest zabronione. Ale uwaga na otoczenie: na sali mogą paść dane innych dzieci, a na nagraniu znajdą się głosy osób, które nie są stroną twojej rozmowy. W praktyce – jeśli chcesz mieć materiał porządkowy (kto, co ustalił), najlepiej uprzedzić, że nagrywasz. Minimalizujesz wtedy ryzyko konfliktu i wtórnego naruszenia cudzej prywatności.
Wizyta u lekarza. Pacjent uczestniczy w rozmowie, więc sam akt nagrywania nie jest z zasady karany. Warto jednak pamiętać: w gabinecie funkcjonuje tajemnica medyczna, a w placówce – regulaminy porządkowe. Nagranie do prywatnego użytku i dla własnej pamięci to co innego niż ujawnienie w sieci głosu lub wizerunku lekarza, pielęgniarki czy – co gorsza – fragmentów innych pacjentów na korytarzu. Publiczna publikacja bez podstawy prawnej i zgód może naruszać dobra osobiste oraz przepisy o wizerunku.
Rozmowa z pracodawcą lub przełożonym. Jako strona rozmowy możesz ją utrwalić. W sporach pracowniczych sądy dopuszczały prywatne nagrania – podlegają one ocenie, ale nie są z góry odrzucane. Pamiętaj jednak, że nadużywanie „trybu nagrywania wszystkiego” niszczy zaufanie, a niektóre organizacje w regulaminach przewidują zasady zachowania poufności. Co innego nagranie ustaleń po to, by mieć zapis; co innego prowokowanie sytuacji pod nagranie.
W okienku urzędowym. Rozmowa w sprawie publicznej, z funkcjonariuszem czy pracownikiem instytucji, dotyczy twojej sprawy – możesz ją utrwalić, a przedstawienie nagrania w skardze lub odwołaniu bywa skuteczne. Nie zmienia to faktu, że publikacja w internecie twarzy i głosu konkretnej osoby bez podstawy prawnej i zgody może naruszać dobra osobiste. Udostępniając materiał publicznie, bierzesz na siebie ciężar zgodności z przepisami o wizerunku i danych osobowych.
Ryzyko karne pojawia się wtedy, gdy próbujesz dostać się do cudzej komunikacji, do której nie jesteś uprawniony: podsłuch w pokoju nauczycielskim bez bycia w środku rozmowy, nagrywanie „zza drzwi” pozbawione twojego udziału, zakładanie urządzeń rejestrujących w biurze. Gdy jesteś uczestnikiem rozmowy, nie „włamujesz się” do niczyjej tajemnicy – utrwalasz własną interakcję. Ale jeśli przekraczasz tę granicę i utrwalasz cudze rozmowy, ryzykujesz odpowiedzialność karną.
W sprawach cywilnych (spory pracownicze, rodzinne, konsumenckie) sądy potrafią dopuścić nagranie z telefonu jako dowód, jeśli ma znaczenie dla rozstrzygnięcia i jego autentyczność nie budzi wątpliwości. Nie ma generalnego zakazu, ale jest ważenie wartości: czy sposób pozyskania naruszał rażąco zasady współżycia społecznego, czy była inna możliwość udowodnienia twierdzeń, czy materiał nie został zmanipulowany. Zdarza się, że nagranie przechyla szalę, ale bywa też, że sąd je ocenia krytycznie – zwłaszcza gdy nagrywanie było elementem „pułapki” albo prowokacji.
W sferze prywatnej (do użytku osobistego) RODO nie ma zastosowania. Problem zaczyna się, gdy nagranie zaczynasz wykorzystywać w ramach działalności organizacji, firmy, fundacji, szkoły – lub gdy zamieniasz je w materiał „publiczny”. Wtedy stajesz się administratorem danych: pojawia się konieczność podstawy prawnej przetwarzania, obowiązków informacyjnych, minimalizacji zakresu danych. Publikacja w mediach społecznościowych to już zazwyczaj nie „użytek osobisty”, tylko upublicznienie cudzego głosu/wizerunku i danych.
Nawet jeśli nagrywałeś legalnie, nie znaczy to, że możesz nagranie dowolnie rozpowszechniać. W Polsce wizerunek – a w praktyce także rozpoznawalny głos – jest dobrem osobistym chronionym przez prawo cywilne i prawo autorskie. Do publicznej publikacji (np. na platformach społecznościowych) co do zasady potrzebna jest zgoda osoby nagrywanej, chyba że zachodzi ustawowy wyjątek (np. wizerunek osoby powszechnie znanej w związku z pełnieniem funkcji publicznych w trakcie publicznego wydarzenia). Dotyczy to również pracowników obsługi klienta czy lekarzy – ich „rola służbowa” nie znosi praw do wizerunku.
Prawo to jedno, ale chcemy jeszcze żyć z ludźmi po tej rozmowie. Dobra praktyka to: jeśli tylko okoliczności na to pozwalają, powiedz, że nagrywasz – zwłaszcza w relacjach długofalowych (klasa, wspólnota mieszkaniowa, zespół w pracy). Uprzedzenie często obniża temperaturę sporu i porządkuje rozmowę: mniej krzyków, więcej konkretów. Unikaj nagrywania „dla sportu”. Jeśli je uruchamiasz – rób to w jasno określonym celu: protokół ustaleń, potwierdzenie obietnic, dokumentacja usterek. Po rozmowie spisz ustalenia i podeślij uczestnikom – paradoksalnie to często lepszy „dowód”, niż sam plik audio.
Gdy nagrywasz: „Dla jasności ustaleń włączę nagrywanie. To tylko na potrzeby mojej sprawy.” Albo: „Uruchamiam nagrywanie, żeby mieć protokół. Po rozmowie podsumuję na piśmie.”
Gdy nie chcesz być nagrywany: „Nie wyrażam zgody na publikację mojego głosu ani wizerunku. Jeżeli potrzebny jest protokół, poproszę o notatkę służbową lub e-mail z ustaleniami.” Warto dodać: „Jeśli nagranie ma być użyte wyłącznie do odtworzenia ustaleń, proszę, by nie było udostępniane osobom trzecim.”
To zrozumiały lęk. Warto mieć plan B: po rozmowie wyślij krótkie podsumowanie mailowe z prośbą o potwierdzenie („Ustaliliśmy: a, b, c”). Rób zdjęcia tablicy z ustaleniami. Proś o pieczątkę i podpis na protokole z oględzin. Nagranie nie jest jedynym narzędziem – i często nie jest najlepszym. A jeśli już nagrywasz, rób to świadomie: z myślą o tym, że materiał trafi do oceny osoby trzeciej (sądu, organu), która będzie patrzyła nie tylko na treść, ale i na sposób pozyskania.
Po pierwsze – publikacja w emocjach. Plik wrzucony wieczorem „bo mnie poniosło” bywa najdroższym błędem: roszczenia o naruszenie dóbr osobistych, żądania usunięcia, przeprosiny, czasem odszkodowanie. Po drugie – nagrywanie osób postronnych (dzieci w tle, pacjentów na korytarzu, klientów w biurze). Po trzecie – brak zabezpieczenia nagrania: telefon w naprawie, a plik trafia w niepowołane ręce. Po czwarte – montaż. Nawet „niewinne” cięcia podważają wiarygodność. Jeśli musisz skrócić, zachowaj wersję oryginalną i opis edycyjny.
Paradoks polega na tym, że im bardziej transparentnie nagrywasz (uprzedzasz, wyjaśniasz cel, chronisz cudze dane), tym większa szansa, że nie będziesz musiał tego nagrania używać. Ludzie rozmawiają spokojniej, gdy wiedzą, że każde słowo zostanie odtworzone. A jeśli dojdzie do sporu, „czyste” pozyskanie materiału działa na twoją korzyść – także w ocenie sądu.
Nagrywanie własnych rozmów to narzędzie – bywa konieczne, ale łatwo zamienia się w kij, który bije we wszystkich. W Polsce możesz utrwalić rozmowę, w której uczestniczysz, lecz publikowanie to inny poziom ryzyka: wizerunek, dane osobowe, dobra osobiste. Zanim włączysz nagrywanie, odpowiedz sobie na trzy pytania: po co mi ten plik, czy mogę uprzedzić, oraz co zrobię z materiałem za godzinę, jutro, za rok. To determinuje, czy „dowód” będzie pomocą – czy problemem.
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.