
Wiem, że mamy dopiero wrzesień, ale to też ten moment, kiedy powoli zaczynamy układać plany na następny rok. Rozmawiając z klientami bez przerwy słyszę: „Panie Grzegorzu, pomyślimy w 2026” albo „Ruszajmy, ale dopiero od stycznia, bo teraz nie mam budżetu”. Często też przewija się wątek inwestycji – to bardzo modny temat wśród przedsiębiorców, którzy śmiertelnie zmęczeni prowadzeniem biznesu, zwłaszcza w ostatnich 2-3 latach, szukają opcji zdywersyfikowania źródła dochodów, nawet myśląc o wcześniejszej emeryturze i, cytuję: „rzuceniu tego wszystkiego w diabły”. Miałem taki etap w swoim życiu i mogę z własnego doświadczenia napisać, że żadna inwestycja, czy to na rynku finansowym, nieruchomości czy metali, nie może się równać z tą we własny biznes. Dlaczego? Dzielę się argumentami „z życia”.
Inwestowanie na wszelkich rynkach, które są niezależne od Ciebie, zawsze wiąże się z wysokim ryzykiem. Mieszkania na wynajem? Jasne, w ostatnich latach dawały stabilną stopę zwrotu, jednak co zrobisz, gdy da o sobie znać dramatyczna demografia? Nadpodaż mieszkań w oczywisty sposób spowoduje spadek ich cen oraz czynszów. Firma to jedyne aktywo, którego sukces lub porażka są właściwie w 100% zależne od Twoich decyzji.
Od lat interesuję się inwestowaniem, przeczytałem masę książek na ten temat, a jedną z zasad, którą zapamiętałem najlepiej, jest ta: inwestuj tylko w biznes, który rozumiesz. Jeśli korci Cię zakup akcji jakiejś amerykańskiej spółki technologicznej, o której nie wiesz nic poza tym, że korzystasz z jej narzędzi, to taka inwestycja jest z góry obarczona wysokim ryzykiem.
Znów: jedyną inwestycją, którą znasz od podszewki, jest Twoja firma – zbudowana i rozwijana przez Ciebie. Wiesz o niej wszystko, znasz realia branży, co daje Ci ogromną przewagę i pozwala podejmować właściwe decyzje inwestycyjne.
Obserwowanie, jak firma rośnie, jak klienci chwalą jej usługi i produkty, jak konkurencja kopiuje jej ruchy, to czysta ekstaza – na pewno dobrze o tym wiesz. Po co więc szukać adrenaliny na rynkach, które są sterowane przez kogoś zupełnie innego? Radocha z osiągnięcia zysku mija szybko – w odróżnieniu od tej, jaka towarzyszy podjęciu trafnych decyzji biznesowych.
Inwestując warto stawiać na sprawdzone konie. Jednego z nisz masz pod ręką: to Twoja firma. Skoro biznes wypalił, to wiesz, jak go prowadzić. Przejściowe trudności czy zmęczenie nie powinny być powodem, dla którego przestajesz rozwijać własny biznes i szukasz szczęścia na obcych rynkach. Spróbuj zainwestować w firmę, zmień model zarządzania, popracuj nad jej rozpoznawalnością, zbuduj atrakcyjną markę i przekonaj się, czy i tym razem ryzyko się opłaciło.
Doskonale rozumiem przemęczonych przedsiębiorców, którzy po latach kopania się z zusami, skarbówkami, inspekcjami i oczywiście klientami, dochodzą do momentu, że wizja czerpania tzw. pasywnego dochodu z inwestycji jawi się jako spełnienie marzeń. To naturalne, że na pewnym etapie biznesowego życia chcemy skonsumować efekty swojej ciężkiej pracy.
Zawsze jednak warto na spokojnie przeanalizować, czy obecny biznes rzeczywiście osiągnął szczyt rozwoju i nie da się z niego nic więcej wycisnąć? Czy inwestując w firmę i np. przekazując ją w zarządzanie doświadczonemu managerowi nie osiągniesz wyższego zwrotu niż na rynkach finansowych? Czy naprawdę chcesz wycofać się z aktywności zawodowej w wieku np. 40-50 lat, czyli w okresie, kiedy osiągasz najwyższą sprawność intelektualną wspieraną już bogatym doświadczeniem?
Rozważ te argumenty i nie podejmuj pochopnych decyzji. Nikt też przecież nie twierdzi, że wybór jest binarny, czyli albo inwestycja w biznes, albo w np. akcje. Można połączyć te modele, dywersyfikując źródła dochodów.
Na korzyść własnej firmy bez wątpienia przemawia też to, że przecież to dzięki niej masz w ogóle taki dylemat – skoro pozwoliła Ci zarobić sporo pieniędzy, to dlaczego rozważasz scenariusz, w którym nie będzie tego robić w przyszłości?
Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.