No i gdzie to 10k na rękę?

Redakcja
01.12.2025

Pozytywnym efektem trwającego, choć przemilczanego przez media spowolnienia gospodarczego (mówię o realiach, nie suchych statystykach GUS) jest stopniowe cywilizowanie się rynku pracy. Widzę to w mojej agencji, do której codziennie spływają CV różnej maści specjalistów: od programistów, przez grafików, po copywriterów. Znamienne jest to, że kandydaci mocno zrewidowali swoje oczekiwania płacowe. Po uwzględnieniu inflacji chcą zarabiać mniej, niż jeszcze 2-3 lata temu. Absurd? Nie, po prostu rzeczywistość, która brutalnie – dla wielu osób – rozprawia się z mitem, że „każdy zarabia dziś 10k na rękę”.

Pęka bańka płacowej fikcji

Choć sam nie szukam pracy, to zainspirowany napływem podań od osób, często z wysokimi kwalifikacji, gotowych zatrudnić się w mojej agencji za naprawdę rozsądne pieniądze, postanowiłem przyjrzeć się sytuacji na rynku zatrudnienia.

Pomijając Warszawę, która od dawna jest osobnym bytem gospodarczo-płacowym, szału z wynagrodzeniami rzeczywiście nie ma. Owszem, programistom nadal proponuje się atrakcyjne stawki, od kilkunastu do ponad 20 tysięcy złotych, ale poza tym jest co najwyżej średnio. Zdecydowanie dominują oferty z wynagrodzeniami na poziomie minimalnej krajowej lub nieco powyżej – i to nie tylko w sektorze marketingu, ale też produkcji, transportu, handlu czy administracji biurowej.

Gdzie zatem to mityczne 10k? Nie wiem. I szczerze współczuję ludziom, którzy muszą dziś znaleźć pracę, a dali sobie wmówić, że pięciocyfrowa pensja jest oczywistością. Nie, nie jest.

8865 zł

To rzekomo przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, wyliczone dla października 2025 roku. Mało, dużo? Zależy oczywiście od oczekiwań, potrzeb czy indywidualnych kwalifikacji. Takie dane są jednak obarczone ogromną niedokładnością – a wręcz można napisać, że są zupełnie oderwane od realiów płacowych w Polsce.

Po pierwsze: mówimy tutaj o kwocie brutto, co zasadniczo zmienia postać rzeczy. Pracownik, któremu nawet uda się znaleźć zatrudnienie za 8865 zł, na swoim koncie zobaczy około 6370 zł. Co ciekawe, pracodawcę ta pensja będzie kosztować około 10300 zł, co obrazuje skalę rzeczywistych kosztów pracy w naszym kraju.

Po drugie: przeciętne wynagrodzenie to jedna z najbardziej zafałszowanych statystyk. O wiele bardziej wiarygodna jest mediana, która w sektorze przedsiębiorstw wynosi 7082 zł brutto (około 5180 zł na rękę) – nie dość, że jest to znacznie mniej od przeciętnej pensji, to jeszcze mediana ma to do siebie, że połowa pracujących zarabia mniej niż 7082 zł, a połowa więcej.

Nie jest oczywiście tak, że wszyscy pracujący Polacy biedują. Wysokie, pięciocyfrowe wynagrodzenia istnieją, natomiast są ekstremalną rzadkością na umowie o pracę – to domena B2B, czyli mikrofirm zakładanych przez specjalistów chcących uciec przed wysokim opodatkowaniem pracy (ile z tych 10 tysięcy zastaje na rękę po opłaceniu ZUS, podatków, kosztów - to już temat na inny artykuł).

Wniosek jest prosty: jako ogół społeczeństwa zarabiamy bardzo mało, a ktoś, kto dziś rozważa rzucenie dotychczasowej pracy lub przejście z jednoosobowej działalności na etat, ponieważ zewsząd słyszy, że „wszyscy” zarabiają dziś 10k, powinien najpierw dokładnie przeanalizować oferty zatrudnienia w swoim zawodzie i regionie. To może diametralnie zmienić perspektywę nie tylko na kondycję rynku pracy, ale i całej polskiej gospodarki.

Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl, CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie