Opłata za kliknięcie. Jak „junk fees” po polsku zjadają zaufanie klientów i marże firm

Mariusz Siwko
12.08.2025

Jest taki moment w ścieżce zakupowej, gdy klient już prawie klika „kup teraz”. Cena wygląda sensownie, opis jest poprawny, termin dostawy – akceptowalny. I wtedy, jak z pudełka po butach, wyskakuje to: „opłata serwisowa”, „koszt obsługi”, „dodatkowa opłata platformy”, „opłata operacyjna”, „fee za płatność”. Parę złotych tu, kilka procent tam. Niby drobiazg. Tylko że skala drobiazgów urasta dziś do nowej, cichej inflacji – i, co ważniejsze, do potężnego długu zaufania, który prędzej czy później każda marka będzie musiała spłacić.

Zjawisko ma już nazwę: junk fees, czyli „śmieciowe opłaty”. W wersji cyfrowej znane też jako drip pricing – cena „kapiąca” po kropli, odsłaniana po kawałku w miarę, jak użytkownik brnie przez kolejne ekrany. To nie jest przezroczyste. To jest pułapka na cierpliwość i na uwagę. To jest prosta wymiana: dziś parę groszy więcej, jutro parę tysięcy mniej w utraconym LTV, bo klient nie wróci.

Dlaczego to tak kusi?

Bo w Excelu wygląda niewinnie. Dorzucasz 2–5% „za obsługę” i nagle P&L przestaje skrzypieć. Przez jedno–dwa kwartały wynik się zgadza, CFO zadowolony, inwestor też. A potem dzieją się trzy rzeczy:

  1. Rośnie CAC, bo musisz dowieźć sprzedaż, której nie zapewnia już lojalność.
  2. Spada NPS, bo ludzie nie czują się fair potraktowani, a reputacja jest w internecie walutą szybszą od złotówki.
  3. Wchodzi regulator – nie z kijem na innowacje, tylko z miarką do uczciwości. I o ile klienci wybaczają, to regulator pamięta, cytuje, wylicza i ogłasza decyzje w BIP-ie.

W Polsce mieliśmy już głośne przykłady, kiedy „cena od…” prowadziła do realnej ceny „+ opłata serwisowa”, której na starcie nie było widać. Prezes UOKiK przygląda się takim praktykom od lat, a w sprawie eBilet doprowadził do zmiany sposobu prezentowania minimalnych cen i do zwrotów opłaty serwisowej osobom, które złożyły reklamacje. To nie anegdota, to sygnał ostrzegawczy: cena ma być kompletna na początku, a nie ujawniana na końcu. 

Jeśli prowadzisz e-commerce, platformę usługową czy sprzedajesz bilety, to nie jest już dyskusja „czy”, tylko „kiedy” ktoś sprawdzi, jak pokazujesz cenę i jakie opłaty doliczasz, kiedy i jak o nich informujesz oraz czy klient otrzymuje „total price” wystarczająco wcześnie, by mógł podjąć świadomą decyzję. O to właśnie toczy się dziś gra: o *pełną cenę zamiast cen „od”. I tak – to jest trend globalny. W USA Federalna Komisja Handlu przyjęła przepisy, które mają skończyć z „junk fees” w branżach szczególnie podatnych na kreatywne dopłaty – jak sprzedaż biletów na wydarzenia czy krótkoterminowe zakwaterowanie. Trudno o bardziej czytelny kierunek: koniec z przynętą cenową, czas na prawdę od pierwszego ekranu. 

W Europie włącza się też kontekst „zwodniczych wzorców projektowych” (dark patterns) – czyli interfejsów zaprojektowanych tak, by pchać użytkownika w stronę decyzji niekoniecznie zgodnej z jego interesem. To nie są rozważania akademickie; po nowym prawie cyfrowym UE (DSA) i wytycznych organów ochrony danych „ciemne wzorce” mają coraz mniej miejsca w poważnym biznesie. Jeśli Twoja „opłata za kliknięcie” jest schowana w labiryncie UX, to nie jest spryt – to proszenie się o kłopoty.

„Ale wszyscy tak robią…”

To ulubiony argument działów sprzedaży. Sęk w tym, że „wszyscy” już nie robią, a ci, którzy robią, zaczynają liczyć koszty: chargebacki, skargi, postępowania, uderzenia w reputację, a nawet konieczne przebudowy systemów płatności i prezentacji cen. Polskie sprawozdania UOKiK za 2023 i 2024 rok wprost nazywają drip pricing dodawaniem na ostatnim etapie niezapowiedzianych, obowiązkowych opłat i wymieniają branże oraz case’y, które wpadły pod lupę. To już nie punktowe „wpadki”, tylko wzorzec, który regulatorzy nauczyli się wykrywać i dokumentować.

Jednocześnie widać, że rynek uczy się szybko. Po decyzjach i zobowiązaniach firmy aktualizują regulaminy, doprecyzowują zasady naliczania opłat i, co najważniejsze, przenoszą informację o całkowitej cenie na wcześniejsze etapy ścieżki zakupowej. To nie jest kaprys urzędów. To jest zdrowy rozsądek i zwykła uczciwość.

Ukryte opłaty to nie przychód – to podatek od krótkowzroczności

Z punktu widzenia przedsiębiorcy „junk fee” wydaje się najmniej bolesnym sposobem poprawy marży. Nie podnosisz jawnej ceny? Nie straszysz klienta na starcie? Zgadza się – do momentu, w którym klient zorientuje się, że gra nie jest fair. A zorientuje się zawsze. Internet ma pamięć doskonałą i porównywarki, fora, TikToka oraz znajomego prawnika w komentarzach.

Uczciwe pokazanie pełnej ceny od razu działa jak szczepionka:

  • Skraca ścieżkę – mniej porzuconych koszyków, bo nie ma efektu „wtf” na końcu.
  • Buduje kapitał zaufania – a to on, nie CPC, obniża długoterminowo CAC.
  • Ujednolica raportowanie – skoro cena jest kompletna, łatwiej mierzyć, co naprawdę działa.
  • Uszczelnia compliance – i zmniejsza ryzyko, że ktoś zapyta: „dlaczego ta opłata pojawia się dopiero tutaj?”.

W skrócie: jasne ceny są tańsze niż tanie sztuczki.

Co robić? (I czego nie robić)

1. „Total price” widoczny od pierwszego ekranu. Nie „od 135 zł”, tylko „141,75 zł – razem z opłatą X”. Jeśli jakaś opłata jest zmienna, pokaż widełki i zasady jej naliczania – wprost, dużym fontem, a nie gwiazdką w piątym akapicie. To nie tylko dobre praktyki – to już wymóg w wielu jurysdykcjach i klarowny kierunek egzekwowania w Polsce. 

2. Rozbij to, co chcesz doliczać. Jeżeli naprawdę masz koszt, który musisz pokryć, opisz go tak, by klient rozumiał dlaczego istnieje i co dokładnie finansuje. „Opłata serwisowa” to worek bez dna – brzmi jak prowizja za samo istnienie platformy.

3. Jedno kliknięcie do rezygnacji z dodatków. Ubezpieczenia, pakiety premium, bilety „kolekcjonerskie”, priorytety – to wszystko ma sens, ale tylko jako świadomy wybór. Układanie UI tak, by nie dało się odhaczyć checkboxa, już znajduje się w podręcznikach „dark patterns”. 

4. „Cena od” tylko z realną dostępnością. Jeśli mówisz „od”, to użytkownik musi móc kupić za tyle – nie w teorii, nie wczoraj, tylko teraz. Inaczej to po prostu przynęta. 

5. Pilnuj zgodności języka marketingu z regulaminem. Banery, kreacje i listingi produktów muszą mówić to samo, co mówi regulamin. Rozjazd przekazu z T&C to gotowy materiał dowodowy w każdej sprawie o wprowadzanie w błąd. 

6. Pomyśl, co zyskasz, mówiąc prawdę. Marki, które dziś przyznają wprost: „to kosztuje tyle i tyle, u nas żadnych ukrytych opłat”, wygrywają wizerunkowo. Zaskakująco często – także sprzedażowo.

A co z branżami „najsłabszego ogniwa”?

Największa pokusa „opłat za kliknięcie” pojawia się tam, gdzie marginesy są cienkie, a klienci hiperwrażliwi na cenę: bileterie, OTA, dowozy jedzenia, marketplace’y. To rynki wyjątkowo konkurencyjne i każdy grosz się liczy. Tyle że w tych kategoriach reputacja jest wszystkim. Nie sprzedajesz produktu, tylko zaufanie do procesu.

Marce, która dziś dorzuca „serwisowe” ukryte pod ikonką informacji, jutro może w koszyku zostać tylko ta ikonka. Bo użytkownik pójdzie do tego, kto gra fair. I nie trzeba do tego nawet wielkiej kampanii uświadamiającej – wystarczy kilka filmików z porównaniem „jak to robi X kontra Y”. Internet nie lubi opłat, których nie rozumie.

Na koniec: odwaga, nie wytrych

Kiedyś reklamowaliśmy odwagę. Dziś trzeba ją pokazać tam, gdzie boli: w cenie. Uczciwie, wprost, bez żonglowania mikroopłatami. Wbrew pozorom to nie jest gest altruistyczny, tylko strategiczny – bo prawda kosztuje mniej niż niedopowiedzenie.

Jeśli chcemy rynku z dojrzałymi markami, musimy przestać hodować kulturę „niech się klient domyśli”. Wygrajmy z Excelem na jego terenie: policzmy lifetime value zaufania. Wersja z „junk fees” nie będzie się spinać.

 

 

Źródła 

  1. UOKiK – Zobowiązanie i kara w sprawie eBilet
    https://uokik.gov.pl/zobowiazanie-i-kara-dwie-decyzje-prezesa-uokik-w-sprawie-ebilet
    Oficjalna informacja UOKiK o decyzjach dotyczących sposobu prezentowania cen i opłaty serwisowej w eBilet oraz zobowiązaniach spółki.
  2. UOKiK – Tag „bilety” (informacja zbiorcza o decyzjach)
    https://uokik.gov.pl/tag/bilety
    Przegląd komunikatów UOKiK związanych z rynkiem biletów; potwierdzenie stanowiska ws. ujawniania opłat.
  3. UOKiK – Sprawozdanie z działalności za 2023 r. (PDF)
    https://uokik.gov.pl/Download/734
    Fragmenty dotyczące drip pricing i innych nieuczciwych praktyk cenowych w e-commerce – kontekst i przykłady branż.
  4. UOKiK – Sprawozdanie z działalności za 2024 r. (PDF)
    https://uokik.gov.pl/Download/1225
    Aktualne wnioski i działania, w tym projekt wykrywania i zwalczania „dark patterns” oraz wątki opłat za niezamówione usługi.
  5. FTC – Final rule ws. „junk fees” (komunikat i omówienia)
    https://www.ftc.gov/news-events/news/press-releases/2024/12/federal-trade-commission-announces-bipartisan-rule-banning-junk-ticket-hotel-fees
    Reguła zakazująca „bait-and-switch pricing” i ukrytych opłat w ticketingu i krótkoterminowym zakwaterowaniu (kontekst globalny).
  6. DLA Piper / Alston & Bird – omówienia reguły FTC
    https://www.dlapiper.com/en/insights/publications/2024/12/ftc-passes-rule-prohibiting-junk-fees
    https://www.alston.com/en/insights/publications/2024/12/ftc-issues-final-rule-on-junk-fees
    Analizy prawne zakresu i skutków amerykańskiej reguły „junk fees”.
  7. CodozASADY – Zwodnicze interfejsy pod lupą UE
    https://codozasady.pl/p/zwodnicze-interfejsy-dark-patterns-pod-lupa-unijnych-instytucji-
    Wytyczne EROD 3/2022 dotyczące „deceptive design patterns” – tło regulacyjne w UE.
  8. KPR Kancelaria – DSA: przełom w regulacji cyfrowej
    https://www.kpr.pl/dsa-przelom-w-regulacji-cyfrowej-przestrzeni-jak-ue-zmienia-zasady-gry-w-internecie/
    Omówienie praktycznych konsekwencji DSA dla biznesu, w tym ograniczeń wobec „dark patterns”.

Autor: Grzegorz Wiśniewski, red. naczelny Mindly.pl,  CEO Soluma Group, CEO Soluma Interactive.

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie