
„Tulsa King” to flagowy serial platformy SkyShowtime. Do obejrzenia tej produkcji mocno zachęca chwalona rola nieco już podstarzałego, ale wciąż popularnego Sylvestra Stallone. Czy rzeczywiście warto się zapoznać z tym serialem? Jesteśmy świeżo po jego obejrzeniu i mamy kilka spostrzeżeń.
„Tulsa King” nie jest serialem wybitnym, ale bez wątpienia interesującym. To niezobowiązująca, atrakcyjna rozrywka, w sam raz na koniec ciężkiego dnia. Nie wysilisz się intelektualnie, ale nie będziesz też narzekać na nudę, co przecież wcale nie jest normą, zwłaszcza w kontekście masowych, wtórnych produkcji serialowych.
Bryluje oczywiście Stallone, dla którego rola Dwighta Manfrediego jest wręcz stworzona. Gwiazdor kina akcji czuje się w tej kreacji bardzo swobodnie, co ma pozytywny wpływ na odbiór serialu przez widza.
Jeśli lubisz seriale, w których dużo się dzieje, nie ma dłużyzn, przewlekłych rozważań nad prawdami objawionymi i udawanej głębi, to „Tulsa King” na pewno Ci się spodoba. Kolejne odcinki dosłownie się „połyka”, dlatego mając więcej wolnego czasu możesz obejrzeć wszystkie sezony w jeden weekend.
Podsumowując: szału nie ma, ale wstydu też nie. „Tulsa King” to prosta, ale wciągająca historia, mnóstwo nielogicznych sytuacji, efektowne strzelaniny, momentami naprawdę śmieszne żarty, fajny klimat Ameryki i gangsterskie porachunki, które może i są przerysowane, jednak zapewniają sporo porządnej rozrywki. Lekkie, łatwe, przyjemne – nic poza tym, ale też niczego więcej się nie spodziewaliśmy.