
Ten tekst pisze wielki fan twórczości grupy A Perfect Circle. Fan, który od lat czekał na wizytę zespołu w Polsce i obiecywał sobie, że gdy tylko zostanie ogłoszona data koncertu, to bez zastanowienia kupi bilet i spełni swoje muzyczne marzenie. Życie szybko zweryfikowało ten plan. A Perfect Circle rzeczywiście ogłosili trasę po Europie, w ramach której 10 czerwca 2026 roku zagrają w warszawskim Torwarze. Biletu jednak nie kupiłem i nie kupię, nie tyle z braku środków, co w wyniku wewnętrznego sprzeciwu wobec horrendalnych cen i niemoralnej polityki prowadzenia biznesu koncertowego.
A Perfect Circle to nie są jakieś światowe gwiazdy. To zespół może nie niszowy, ale raczej dla koneserów. Tymczasem ceny biletów na warszawski koncert mogłyby sugerować, że oto przyjeżdża do nas artysta z absolutnego topu popularności.
Bilet na płytę to koszt blisko 500 zł. Najtańsze sensowne miejsca na trybunach kosztują 400 zł – tych po 298 zł nie liczę, bo to opcja dla masochistów. Ceny są absurdalnie wysokie i pomimo muzycznego oddania artyście, nie zapłacę takiej kwoty. Są pewne granice, których nie należy przekraczać, zwłaszcza, że udział w koncercie A Perfect Circle może być znacznie tańszy – o czym wiedzą mieszkańcy innych krajów na trasie zespołu.
Mam nieodparte wrażenie, że Polacy są bezlitośnie dojeni przez organizatorów koncertów. Co gorsza, dają się doić. Jak inaczej nazwać sytuację, w której bilety na koncert A Perfect Circle w Warszawie są najdroższe na całej trasie? I nie mówimy tutaj o symbolicznych różnicach.
Berlin? Niecałe 70 euro. Budapeszt? W przeliczeniu na złotówki około 235 zł. Luksemburg, czyli jeden z najbogatszych krajów świata? 270 zł. Londyn – jedno z najdroższych miast na świecie? 370 zł.
Live Nation i Ticketmaster, monopoliści na polskim rynku koncertowym, widzą w Polakach frajerów do golenia i niestety, ale mają rację. Na moment pisania tego komentarza koncert A Perfect Circle w Warszawie jest prawie wyprzedany.
Ja, z bólem, nie ukrywam, nie biorę w tym udziału. Może to postawa godna Don Kichota, ale wierzę, że kropla drąży skałę i powszechne oburzenie fanów zespołu na ceny biletów będzie jakiś zaczątkiem buntu, który zmusi organizatorów do zaprzestania takich praktyk. Jesteśmy biednym narodem (spójrzmy prawdzie w oczy) i nie ma uzasadnienia dla narzucania tak horrendalnych cen. Nie powinno też być na to zgody, choć to pewnie wołanie na puszczy…