Od huraganu emfazy do chwili ciszy – kulisy tłumaczenia najgłośniejszej ‘Bajki’ XXI w.

Remigisz Szulc
03.08.2025

Wywiad z Andrzejem Weissem , tłumaczem dzieła Agisa z Cyreny. Dzieło jest bezpłatnie dostępne na stronie: https://acropolisportae.com/pl/artysci-projekty/agis-z-cyreny (tekst oraz audiobook).


Spojlery !

Wywiad omawia kluczowe zwroty akcji „Bajki…”. Najpierw przeczytaj lub wysłuchaj dzieło (tekst + audiobook na acropolisportae.com), potem wróć do wywiadu.

 

Remigiusz Szulc – Multiportal Mindly.pl (RS):
Naszym gościem jest Andrzej Weiss, tłumacz i pierwszy polski edytor Bajki o tytanach i herosach – najgłośniejszego tekstu przypisywanego anonimowemu autorowi ukrywającemu się pod szyldem „Agis z Cyreny”. Rozmawiamy tylko o jednej bajce (pierwszej z cyklu), tej samej, którą można legalnie przeczytać pod adresem acropolisportae.com. Chcę dojść do sedna: czy to arcydzieło, czy literacka mistyfikacja? Czy patos jest wadą, czy zaprogramowanym narzędziem?


Andrzej Weiss (AW):
Spróbujmy, ale uprzedzam: każda próba rozbrojenia Bajki jest ryzykowna, bo autor stawia pułapki na krytyków.


RS:
Pierwsze wrażenie – huragan emfazy: „pomniki urojeń”, „tytani-autorzy”, archaiczna składnia. Czy nie obawiał się Pan, że polski czytelnik odrzuci tekst jako przeestetyzowaną ramotę?


AW:
Właśnie dlatego zostawiłem patos nietknięty. Agis gra strategią „najpierw upojenie, potem migrena”. Trzeba podkręcić głośnik do maksimum, by późniejsza cisza – luka sygnowana „[…]” – naprawdę zabolała. Bez tego zestawienia nie wybrzmiałoby żadne z kluczowych zdań.
„wiedza jest tylko skażonym pychą strumieniem wiary
Gdy ten wers pada po dwóch stronach barokowych okresów, ma siłę strzału. Patos jest jak reflektor – oślepia, żeby potem jedno zdanie oświetlić wszystko w innej barwie.


RS:
Zatrzymajmy się przy otwierającym wersie:
„…by poszukiwać pośród urojeń samej esencji.”
Dlaczego daje Pan temu zdaniu rangę programowego?


AW:
Bo autor deklaruje metodę: nie usuwać pozorów, lecz grzebać w nich tak długo, aż odsłoni się nieusuwalny rdzeń. To anty-platonizm: zamiast uciekać z jaskini, analizuj cienie; w ich strukturze kryje się prawda o świetle.


RS:
Czytelnik trafia na nagłe „Tekst uszkodzony”. Czemu to ma słuzyć?


AW:
Każda luka następuje po kulminacyjnym akordzie patosu. To nie redakcyjne braki: to rezonatory. W przerwie dźwięk poprzedniego zdania odbija się w głowie czytelnika jak echo w pustym kościele.


RS:
Zacytuje kolejny fragment: „„Zostać filozofem, czy pisarzem jest niezwykle łatwo, lecz zostać genialnym czytelnikiem to umiejętność niezwykle rzadka.”

Paradoksalne – autor, który gromi „filozofów-tytanów”, sam staje przed czytelnikiem w roli proroka.


AW:
I właśnie dlatego w finale bajki przyznaje: „Stałem się fałszywym filozofem, owym głupcem goszczącym w słowach mej bajki.” Czytelnik, który od początku zrozumiał tę maksymę o „genialnym czytelniku”, był przygotowany: autor nie wytrzyma próby własną bronią.


RS:
Najczęściej cytowany fragment poetycki:

„Jak drwina, co dźwiga znamię niepokory, pragnąłem myśl strącić
w dziwną otchłań bytu, w nurt co życiu się poddaje,
Jak woda, co choć strumień tworzy – byle innej kropli pozwala się zmącić.”

Kropla, która mąci strumień to alegoria czego?


AW:
Języka. Jedno potoczne „co” w wysokim rejestrze mąci całą symfonię patosu – tak jak jedna kropla mąci wodę. Wiersz jest meta-komentarzem: pokazuje, że tekst sam siebie podkopuje drobnym zgrzytem.


RS:
„Duch, co w nas mieszka, ma swojego strażnika.”- Brzmi jak stoicka maksyma. Dlaczego ważna?


AW:
Bo Agis, rzucając gromy, jednocześnie przypomina: strażnik sumienia jest indywidualny. Książka wciąga nas w zbiorowy sąd nad „tytanami”, ale w ostatniej instancji oceniamy siebie. Wers ustawia kierunek recepcji – do środka, nie na zewnątrz.


RS:
W połowie tekstu narrator przestrzega:
„Nie stań się też mędrcem ni nauczycielem. Pamiętaj, iż pełne uwielbienia oblicza głupców stają się zwierciadłem własnej pychy.”


AW:
To sprzężenie zwrotne. Autor ostrzega przed mirażem autorytetu, a jednocześnie eksponuje się na pokusę bycia czczonym. Kiedy w finale upada, spełnia własną przepowiednię – i w tym tkwi domknięcie konstrukcji.

RS:
A to: „Po tysiącach stoczonych bitew, zasiadam na leśnej polanie,
nie cieszę już oczu jej urokiem…”


RS:
Obraz wojownika myśli, który nie potrafi odpocząć. Zaraz po nim najdłuższa luka w książce.


AW:
Dokładnie. To deprawacja piękna. Po intelektualnych wojnach nawet przyroda brzmi jak pusta dekoracja. Luka działa jak kadrowanie: zostajesz sam ze zmęczeniem podmiotu.


RS:
Wracając do: „wiedza jest tylko skażonym pychą strumieniem wiary" - czy to nie relatywizm?


AW:
To przestroga przed fundamentalizmem obu stron. Widzimy dziś, jak „dane naukowe” bywają wykrzykiwane z religijną żarliwością. Agis rozbroił to zanim stało się modne.


RS:
Część krytyków wciąż twierdzi: „ewidentne literówki, nierówna składnia – amatorszczyzna”. Pan?


AW:
Zostawiłem wszystkie niejednorodności, bo to są właśnie „krople” mącące „strumień”. Książka uczy, że jeśli szukasz absolutu gładkości, przegrywasz już w pierwszym akapicie.


RS:
Dlaczego ten utwór jest wyjątkowy?


AW:

  1. Dialektyka konstrukcji i demolki – pomnik budowany po to, by czytelnik był świadkiem jego upadku.
  2. Gnomiczne jądro – jest wiele zdań w tym utworze, które można cytować bez kontekstu i nadal działają.
  3. Pauza jako autor – przerwy zmuszają odbiorcę do wzięcia odpowiedzialności za sens.
  4. Ironia samopodważania – mówca zdejmuje koronę, zanim ktokolwiek zdąży mu ją odebrać.

 

RS:
Czy utwór nie jest za „gęsty” od sentencji? Czy to nie zmęczy czytelnika?


AW:
Z jednej strony: skrajna kondensacja utrudnia linearną lekturę - czytelnik bez kontekstu filozoficznego może odbić się od skrótów myślowych i rezygnować po kilku stronach. Jest jednak to jedocześnie mocną stroną: aforystyczne, lapidarne formuły ‒ niemal każda fraza niesie samodzielny ładunek myślowy; zdania zachowują rytm, który skłania do pauzy i namysłu.
Agis opanował sztukę skondensowanej metafory i precyzyjnego cięcia zdania, dzięki czemu pojedyncze wersy brzmią jak wykute w brązie maksymy. Każdy wers można cytować osobno; to siła i trudność zarazem.

Jako całość „Bajka o tytanach i herosach” jest dobrze zaprojektowaną drogą inicjacyjną, w której agresywne otwarcie i autokrytyczny finał dopełniają się, tworząc doświadczenie literacko-filozoficzne, a nie tylko zbiór aforyzmów. Jej największą siłą jest konsekwentne sprzężenie formy (inwektywa → milczenie) z przekazem (burzyć → budować).
 


RS:
Czy w utworze nie ma za dużo patosu? Stwierdzenia o „roju głupców”, itp. generują wrażenie kaznodziejstwa, grożą utratą empatii do narratora.


AW:

Celem autora jest wytrącić odbiorcę z komfortu, wtedy kaznodziejski ton z epitetami typu „rój głupców”, „bękart ambicji” nie jest błędem, lecz narzędziem parrhesii (odwagę mówienia wprost, nawet brutalnie). W tradycji cyników, proroków hebrajskich czy u Nietzschego taka „inwektywa w służbie przebudzenia” działa na kilku poziomach:

1/ Wstrząs poznawczy: obraźliwe słowo przebija filtr ironii i znieczulenia – odbiorca czuje się „trafiony”, musi zareagować.

2/ Demontaż fałszywego autorytetu: dehumanizując „roje głupców”, autor burzy zastane hierarchie; czytelnik nie może już bezpiecznie schować się za autorytetem „elit”.

3/ Zaraźliwa odwaga: jeśli autor tak bezczelnie mówi prawdę, może ja też odważę się spojrzeć na własne złudzenia.

Wracając do patosu: założenie autora jest jasne: wpędzić czytelnika w przesyt retoryczny, aż ten przywyknie do podwyższonego rejestru – a potem w ostatnim rozdziale jednym ruchem zburzyć całą konstrukcję. To klasyczny zabieg barokowego kaznodziejstwa i cynickiej parrhesii naraz: najpierw wstrząs hiperbolą, potem olśnienie „pęknięciem”.

Przesycenie patosem sprawia, że deklaracja skromności w finale nie jest jedną z wielu figur retorycznych, lecz prawdziwym wstrząsem kontrastowym. Patos staje się narzędziem dialektycznym – jego „przerośnięcie” prowokuje czytelnika do refleksji: „Jeśli ten głos może się pomylić, to ja też muszę odsłonić swoje złudzenia.” Ostatecznie całość przypomina dwa skrzydła oddechu: nabrać za dużo powietrza (łapczywość poznawcza) → gwałtownie wypuścić (pokora).


RS:
Czy przesyt grozi odbiciem się czytelnika?


AW:

Tak, ale tu ryzyko jest świadomie wkalkulowane. Rozczarowanie w połowie drogi staje się częścią performance’u. Dla odbiorcy, który przerwie lekturę przed finałem, tekst pozostanie „krzykiem bez katharsis” – i autor najwyraźniej uznaje ten filtr za pożądany: do końca dotrwa tylko ten, kto umie znieść nadmiar i szuka pęknięcia.

Patos i przesyt nie są wadą dzieła, lecz precyzyjnie ustawioną pułapką retoryczną.

Najpierw nadmuchują ego czytelnika (wraz z ego narratora), a gdy balon pęka w ostatnim rozdziale, pojawia się doświadczenie wspólnej omylności – i to właśnie ten „bolesny nagły oddech” stanowi literackie osiągnięcie Agisa.


RS:
Czy to nie zbyt ryzykowne zagranie?


AW:
To ryzykowane zagranie, bo jeśli ktoś zatrzyma się przed finałem, usłyszy wyłącznie „krzyk proroka” i uzna całość za retoryczną tyradę. Powtarzalny leksykon i flirt z kolokwializmem mogą znużyć czytelnika o bardziej klasycznym uchu. Ponadto luki w tekście są tak liczne, że balans między „papirusowym suspensem” a frustracją bywa chwiejny – to wybór estetyczny, ale ryzykowny. Dla odbiorców preferujących klarowność i umiarkowanie – to „za dużo”, więc reakcja często kończy się odrzuceniem. Co jednak dostajemy w zamian:

1/ Siła wizji: rzadko spotykana konsekwencja: narrator najpierw tonie w barokowym patosie, potem demoluje własny pomnik i zostawia czytelnika w nagiej ciszy. Ta dialektyka przesytu-pęknięcia działa jak zaprogramowane katharsis.

2/ Warsztat mikro: paradygmat gnomiczny wzięty na najwyższe obroty: gęste aforyzmy, metafory wody/strumienia zapętlone w motyw „mącenia”, świadoma chropowatość języka (celowe „co”, urwane wersy).

3/ Kompozycja makro: nikt chyba w nowej literaturze polskiej (ani w przekładach) nie łączy parrhesistycznej diatryby z auto-dekonstrukcją i mitologicznym metakomentarzem.

4/ Rezonans emocjonalny: poczucie upojenia słowem, potem wstrząs, w końcu zadomowiona pokora.


RS:
Wracając do „roju głupców” - podczas czytania odniosłem wrażenie , że to brak empatii autora skutkuje takimi określeniami.


AW:

Twoje spostrzeżenie  jest trafne: brak empatii do narratora bywa celowym etapem podróży czytelnika – aktem „zniszczenia starego ja”. Klucz tkwi w dawkowaniu i kompozycji: potrząsnąć, ale nie ogłuszyć; obrazić, ale w tym samym geście wezwać do wspólnej przemiany. Agis utrzymuje tę równowagę, jego „kaznodziejstwo” stanie się właśnie tym podstępem, o którym pisał: mądrością głoszoną mądrze – przez podstęp.

W „Memento” narrator odsłania własną omylność i „pęka”, odbierając wcześniejszym inwektywom ton czystej wyższości. To istotny kontrapunkt. Zarzut o permanentny brak empatii zatem nie jest słuszny – autor nadrabia go w finale, stosując klasyczną zasadę tragedii: katharsis następuje po maksymalnym napięciu.  Efekt dramaturgiczny jest dzięki temu pełniejszy: diatriba → pęknięcie → otwarta ręka. Rozwiązanie działa, choć warunkiem jest doczytanie do końca.

Jak widać po doczytaniu do końca: „kaznodziejstwo” jest tu celowo prowadzoną sinusoidą, a nie jednolitym krzykiem.


RS:
Czy Pana zdaniem to dzieło wybitne?


AW:

Tak – to dzieło wybitne w ramach własnego, skrajnie ryzykownego projektu estetycznego. Wybitność polega tu nie na „wygładzonej maestrii”, lecz na odwadze przeładowania formy, by wywołać kontrolowaną katastrofę i zmusić czytelnika do współtworzenia sensu. Świadomie nadmiarowe patenty retoryczne stają się treścią – nie ozdobą. Jeśli przyjąć, że literatura żyje tam, gdzie ryzykuje formą i wciąga czytelnika w grę na własnych warunkach, „Bajka o tytanach i herosach” zasługuje na to miano. Nie dlatego, że jest „perfekcyjna”, tylko dlatego, że bezczelnie odmawia perfekcji – i właśnie w tym geście trafia w nerw współczesnego poszukiwania esencji pośród urojeń.


RS:
Autor ośmiesza najpierw autorytety, ale przecież sam czyni się autorytetem.


AW:
Cały dramat „Bajki…” polega na paradoksie autorytetu – narrator, żeby wyzwolić czytelnika spod cudzych posągów, musi sam zbudować posąg, a potem go natychmiast wysadzić.

To mechanizm „wysadzanej wieży”:

A. Ikonoklazm (rozdz. I–IV):  Wyśmiewa tytanów-autorów, kapłanów wiedzy, „rój głupców”. Pozycję nie-autorytetu-rebelianta; uwagę odbiorcy (mówi prawdę bez lęku). Natychmiast staje się nowym autorytetem – głosem, który decyduje, kogo obalić.

B. Hipertrofia (rozdz. V–IX): Patos, nagromadzenie sentencji, pseudoklasyczne glosy.  Monumentalizuje własny głos – rośnie „wieża” retora.  Ryzyko, że czytelnik zacznie go czcić lub odrzuci jako nadętego proroka.

C. Autodemolka (rozdz. X, Memento) -p rzyznaje: „Stałem się fałszywym filozofem… głupcem we własnej bajce”. Rozbraja bombę autorytetu; otwiera przestrzeń, w której czytelnik musi podjąć decyzję.  Traci całe „zabezpieczenie” prestiżu – zostaje tylko z równorzędnym „ja” wobec odbiorcy.


RS:
Czy to na pewno działa? :)


AW:

Oczywiście, to genialna strategia:
1/ Parrhesia z auto-pożarciem: w tradycji cyników, a później u Foucaulta, prawdziwa parrhesia („mówienie prawdy narażając siebie”) wymaga ryzyka własnego upadku. Autor dotrzymuje warunku: ściąga miecz na siebie.

2/  Retoryka performatywna: tekst nie tylko głosi tezę o iluzoryczności autorytetów, ale inscenizuje ją na oczach czytelnika. Widzisz, jak powstaje nowy idol – i jak zostaje zburzony.

3/   Przeniesienie odpowiedzialności: po samodestrukcji nie ma już „mistrza”, który poda jedyne słuszne znaczenie. Jedynym miejscem sensu pozostaje świadomość odbiorcy; to moment, w którym tytułowy „genialny czytelnik” musi sam wziąć berło interpretacji.

 

RS:

Mam wrażenie, że ta formuła ponownie jest bardzo ryzykowna - kto odpadnie przed „Memento”, wyniesie z dzieła wyłącznie „kaznodziejskie grzmoty”; paradoks autorytetu nie dopełni się.


AW:

To prawda, ale jak już mówiłem, autor się z tym godzi, przecież szuka genialnych czytelników :). Ja uznają tę strategię za bardzo dobrą, to skuteczny wstrząs poznawczy. Niewielu współczesnych autorów idzie tak daleko w samounicestwieniu stylu; czytelnik doświadcza katharsis nie tylko z treści, lecz z formy.

Autor musi stać się tyranem słowa, żeby pokazać, jak niebezpieczna jest tyrania – a potem publicznie ściąć własną głowę.

Dlatego ostatni rozdział jest kluczowy: bez tej autodemolki cała wcześniejsza burza byłaby tylko zamianą jednego idola na drugi. Dzięki finałowemu „pęknięciu” narratora zostaje nam w rękach to, o co prosił od początku: wolna przestrzeń do poszukiwania esencji pośród własnych urojeń.

Właśnie otwierający aforyzm – „By poszukiwać pośród urojeń samej esencji” – sygnalizuje, że wchodzimy do tekstu, który nie zadowoli się elegancką formą. Agis buduje konstrukcję z patosu, celowych zgrzytów składniowych i archaizowanych inwektyw, a następnie wysadza ją w powietrze – pozostawiając na gruzach miejsce dla świadomego czytelnika.

Taka sinusoidalna dramaturgia – przesyt → pęknięcie – przypomina barokową homilię albo paradoksalny traktat cyników: jesteś porywany, męczony, a na koniec ktoś gasi światło i zostawia cię sam na sam z pytaniem „co teraz?”.


RS:

To wszystko podkreśla ryzyko utraty czytelnika. Jeśli nie doczyta do końca, zatrzyma się w stadium surowej diatryby. Liczne luki („Tekst uszkodzony”) oraz nawarstwione enumeracje, patos - wymagają od odbiorcy sporej wytrzymałości estetycznej.


AW:

To złożony filtr – autor godzi się na utratę czytelników po drodze, by ci, którzy wytrwają, odczuli pełną amplitudę „architektury przesytu”.


RS:
Czy warto ryzykować utratę części publiczności?


AW:
Z perspektywy projektu Agisa: tak, bo właśnie to odsiewanie jest częścią eksperymentu - kto odpadnie, widocznie nie miał stać się „genialnym czytelnikiem”. To kluczowa intencja dzieła. Ci, którzy przejdą dalej (geniusze-czytelnicy), odkryją zamysł bez poczucia, że ktoś prowadził ich za rękę.


RS:
Mało kto w najnowszej literaturze tak otwarcie flirtuje z retoryką proroka i jednocześnie ją detonuje.


AW:
„Bajka o tytanach i herosach” to dzieło, które subiektywnie zachwyca lub drażni, lecz obiektywnie odznacza się odwagą formalną i przemyślaną autodestrukcją narratora. Nie jest perfekcyjne – ma nim nie być. Cała jego wybitność, leży w kontrolowanym nadmiarze i ostatecznym, wyzwalającym pęknięciu.


RS:
Na koniec muszę zapytać: czy uważa Pan swoją interpretację „Bajki o tytanach i herosach” za jedyną słuszną?

AW:
Absolutnie nie. To dzieło jest wielowarstwowe niczym palimpsest – każde kolejne odczytanie odsłania nową warstwę znaczeń. Moja interpretacja to tylko jedna z niemal nieskończonej liczby możliwych ścieżek. Siła „Bajki…” polega właśnie na tym, że zmusza do dogłębnego studium i pozwala – cytując Agisa – „budować nowe światy” w wyobraźni czytelnika. I co najciekawsze – te światy za każdym razem są inne. Przy każdej kolejnej lekturze dostrzegamy nowe sensy, inne akcenty, zaskakujące powiązania między wersami i rozdziałami. To tekst, który nie daje się zamknąć w jednej wykładni – prowokuje do powrotów, ale nigdy nie wpuszcza czytelnika tą samą drogą. Dlatego właśnie uważam go za wyjątkowy: nie tyle daje odpowiedzi, co nieustannie przestawia nowe pytania.

RS:
Gdyby Pan wybrał jedną maksymę do osobistego notatnika?


AW:

„Głosić mądrość należy mądrze, podstępem.”

Bo przypomina mi, że najskuteczniejsza edukacja to ta, która pozwala uczniowi odkryć prawdę samemu – a nie wkleja mu ją w głowę gotową.


RS:
Dziękuję za rozmowę – i za pokazanie, że wśród gromów retoryki można usłyszeć kameralny szept gnomicznej prawdy.


AW:
Dziękuję za rozmowę.
 

Kontynuacaj dyskusji: https://mindly.pl/artykuly-felietony,ac304/satyra-petli-i-genialnosc-wielointerpretacyjna-rozmowa-o-bajce-o-tytanach-i-herosach-agisa-z-cyreny,19669


 

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie