
Kontynuacja dyskusji: https://mindly.pl/artykuly-felietony,ac304/od-huraganu-emfazy-do-chwili-ciszy-kulisy-tlumaczenia-najglosniejszej-bajki-xxi-w,19582 — ze spotkania tłumacza Andrzeja Weissa (AW) z dziennikarzem i krytykiem Remigiuszem Szulcem (RS); zapis odtworzony z nagrania. Żeby odsłonić mechanizmy „Bajki…”, rozmówcy odwracają role.
-
AW: Dzisiaj wychodzimy od tezy: „Bajka” to drwina totalna — z doktryn, języka, podejrzliwości, a nawet z samego aktu czytania. Po drodze sprawdzamy, dlaczego sprzeczne interpretacje tego tekstu bywają jednocześnie sensowne. Dla mnie to proste: „Bajka” ośmiesza wszystko. I to do kości.
RS: Zgoda co do skali. Ja bym to nazwał satyrą pętli: gdziekolwiek spróbujesz postawić stopę — na „wiedzy”, „wierze”, „języku”, „autorytecie”, „czytaniu” — grunt się pod tobą zapada. Ale to nie tylko szyderstwo; to też opis tego, jak naprawdę funkcjonują sensy.
AW: Czyli mówisz, że to nie program, tylko raport z rzeczywistości?
RS: Właśnie. Nie dostajesz narzędzia, jak z pętli wyjść. Dostajesz doświadczenie pętli. I tyle.
AW: A czytelnik? Też dostaje po łapach.
RS: Tak, ale uczciwie: autor kpi i z „genialnego czytelnika”, i z patosu, którym mówi. To klasyczna auto-drwina — wyprzedza krytykę, pokazując mechanizm, w który sam jest wplątany.
AW: Przejdźmy do sedna naszej rozmowy: czy sprzeczne interpretacje mogą być równocześnie prawdziwe?
RS: W literaturze — tak, pod dwoma warunkami: że są spójne w środku i zakotwiczone w tekście. „Bajka” ma tu konstrukcyjną przewagę: jest tak zaprojektowana, by różne, nawet zderzające się odczytania miały własną logikę.
AW: Na przykład?
RS: Twoja „satyra pętli” świetnie czyta regres wiary/wiedzy i auto-parodię uczonej pozy. Przeciwstawnie, ktoś może widzieć „pochwałę słowa i czytelnika”: bo jednak język bywa wynoszony, a figura czytelnika jest centralna. Oba odczytania „trzymają się” tekstu — i to jest właśnie siła.
AW: Obiecałeś nową interpretację. Daj taką, której jeszcze nie rozkładaliśmy.
RS: Etnografia prestiżu. Spróbujmy czytać „Bajkę” jak mini-raport z tego, jak powstaje wartość i władza w polu kultury. Mamy konkretne role: Autor (nawet jeśli „rzekomy”), Tłumacz, Uczony, Czytelnik, Geniusz, Nowość. Tekst pokazuje, jak te maski się zakłada.
AW: Brzmi przekonująco. To tłumaczy, czemu interpretacje potrafią się gryźć, a jednak są na miejscu.
RS: Dokładnie — bo spór dotyczy perspektyw ról, a nie „nagiej rzeczy”. Ta książka pokazuje mechanikę ról niemal laboratoryjnie.
AW: A teraz pytanie wprost: czy pod tym kątem to dzieło jest genialne?
RS: Tak — genialne konstrukcyjnie. Z bardzo niewielkiej objętości robi urządzenie do produkcji sensów. I co istotne: to nie rozłazi się w chaos. To sterowana polisemia — autor wie, gdzie dać paliwo (patos, przypisy, maski), a gdzie wstawić bezpiecznik (auto-drwina, pęknięcia), żeby tekst sam stabilizował swoje sprzeczności.
AW: To nie „wszystko wolno”?
RS: Nie. „Wolno” tylko tyle, ile udźwignie tekst. Dobre odczytanie musi:
„Bajka” jest tak zrobiona, że kilka sprzecznych ujęć spełnia te trzy punkty naraz — i to jest jej popis.
AW: Daj „piguły” — trzy różne, a sensowne tezy.
RS:
AW: Jak to ubrać w werdykt dla czytelnika?
RS: „Bajka” jest genialna jako maszyna wielointerpretacyjna: pozwala, by sprzeczne odczytania były jednocześnie logiczne i „prawdziwe”, bo każde ujmuje inną rolę i inny punkt zaczepienia w tej samej konstrukcji. Nie daje doktryny — daje mechanizm; nie szuka pojedynczej racji — uruchamia różne racje, a potem pokazuje, jak wszystkie potrafią się ośmieszyć.