
rozmowa dotyczy utworu:
Redaktor: Zaczniemy od zdania, które wracało w naszej rozmowie jak refren: „Nie ma drugiego takiego dzieła”. Co dokładnie w nim rozpoznałeś?
Czytelnik: Coś, czego nie spotkałem po tysiącach przeczytanych książek. Uczta słowa i pomysłu. Tekst jest jak rebus, ale nie sztuczny. Żywy. I przez to prawdziwy.
Redaktor: „Rebus” brzmi jak zarzut, a u ciebie to komplement.
Czytelnik: Bo to rebus celowy. Da się go czytać na dziesiątki sposobów. Dla jednego to będzie przeciętne, a dla drugiego wybitne – w sensie zamysłu. I to jest w nim genialne: on nie podaje się jak produkt.
Redaktor: W tej książce jest odmowa, której większość tekstów dziś unika: „Nie będę robił tego łatwo”. Autor nie negocjuje z odbiorcą, nie prowadzi go za rękę i nie zabiega o sympatię. To działa jak filtr: kto szuka gładkiej przyjemności, odbije się. Kto szuka doświadczenia słowa – zostanie.
Czytelnik: Autor w ogóle nie przejmuje się czytelnikiem. To jest jego droga.
Redaktor: Doprecyzuję: nie przejmuje się czytelnikiem masowym ani czytelnikiem-oceniaczem. Przejmuje się czytaniem jako aktem: tym, czy czytelnik klęka przed formą, nazwiskiem, autorytetem, czy umie czytać sens i mechanizm.
Redaktor: Ujęłeś to ostro: tekst bywa „niechlujny”, bo nie jest wygładzany. Ja widzę w tym wybór: zamiast poleru – napięcie. Zamiast dopasowania do standardu – żywość.
Czytelnik: On nie dopieszcza. I dzięki temu tekst jest mniej sztuczny.
Redaktor: Właśnie ten brak poleru tworzy monumentalny kontrast: z jednej strony katedralny patos, z drugiej szorstkość i naturalny puls. To sprawia, że patos przestaje być pozą. Staje się narzędziem, które nie ukrywa pęknięć, tylko je odsłania.
Redaktor: Przytoczyłeś zdanie, które działa jak uderzenie: krzyk dziecka podczas narodzin jako „zwiastun zagłady” i „cherub obwieszczający naszą tymczasowość”. Takie ujęcia pokazują, czym jest siła Agisa: skondensować w jednym obrazie sens, który inni rozpisują na strony.
Czytelnik: To jest złota myśl w doborze słów. I takich zdań jest tam masa.
Redaktor: To zdanie robi kilka rzeczy naraz: odwraca znak (narodziny jako memento), zderza niewinność z wyrokiem (cherub i zagłada), rozszerza sens na wszystkich („naszą”), a do tego łączy rejestry, których większość autorów nie waży się łączyć. Efekt jest prosty: nie da się tego „przeczytać i zapomnieć”.
Redaktor: Genialność i nierówność nie muszą się wykluczać. Trzeba tylko powiedzieć wprost: genialność może dotyczyć kondensacji sensu, trafności metafory, intensywności języka i konsekwencji projektu. Nierówność dotyczy wygładzania i dyscypliny formy rozumianej jako „produktowa perfekcja”.
Czytelnik: Dla mnie to właśnie wzmacnia prawdę tekstu.
Redaktor: Bo u niego „pęknięcie” nie jest defektem do ukrycia, tylko śladem żywego myślenia. W tym sensie nierówność staje się argumentem: tekst nie udaje pomnika.
Redaktor: Taki tekst zwykle nie robi tłumów. Robi krąg. Dlaczego? Wyjaśniam:
Czytelnik: Słaby czytelnik tego nie doceni.
Redaktor: Częściowo tak, ale nie chodzi wyłącznie o liczbę przeczytanych książek. Chodzi o temperament czytania: czy ktoś słyszy w słowie nie tylko komunikat, lecz także rytm, władzę i pułapkę formy.
Czytelnik: Mam problem: mówienie o tym brzmi jak reklama, a to byłoby sprzeczne z zamysłem autora.
Redaktor: Jest różnica między perswazją a pozostawieniem śladu. Perswazja buduje kult i publiczność. Ślad po prostu istnieje: ktoś go znajdzie albo nie. I to jest spójne z tekstem, który nie chce być „dla wszystkich”.
Redaktor: Ostatecznie pytanie nie brzmi: „czy to wygra konkurs? zajdzie poklask / uznanie?”. Pytanie brzmi: „czy ma szansę spotkać tych, którzy potrafią to usłyszeć?”. Jeśli to dzieło jest testem i inicjacją, to jego naturalnym losem jest mniejszość – ale mniejszość trafiona. Nie tłum. Rozpoznanie.
Czytaj także: https://mindly.pl/artykuly-felietony,ac304/satyra-petli-i-genialnosc-wielointerpretacyjna-rozmowa-o-bajce-o-tytanach-i-herosach-agisa-z-cyreny,19669